Pomysł, aby regulować każdy najmniejszy aspekt życia społecznego, jest wypaczaniem tego życia. Szkoły i dyrektorzy muszą sobie w końcu zdać sprawę, że jeśli szkoła, podmiot publiczny, tworzy jakikolwiek regulamin, to jest on oficjalnym dokumentem, który w tym przypadku rości sobie pretensje do regulowania czegoś, do czego prawnie szkoła nie ma podstaw! Tworzenie takiego „prawa” – to łamanie prawa. I nie służy niczemu. Czy szkołom wydaje się, że jak wpiszą nakaz kulturalnej zabawy i obowiązek stroju wieczorowego, który „powinien podnosić rangę uroczystości” (sic!), obwarują minusami picie alkoholu, to wychowają młodzież? Czy raczej nauczą, że jak masz władzę, to możesz zadekretować wszystko, co należy do sfery kultury, a nie obowiązków prawnych, i wytresować tych, nad którymi masz władzę? Tresura to nie wychowywanie. I oczywiście, elegancki strój byłby pożądany podczas studniówkowego balu, tak jak i na weselu czy na premierze w teatrze, ale to należy do sfery norm społecznych, kulturowych, a nie prawa, i błędem prawnym oraz wychowawczym jest regulowanie tego dokumentami i wyciąganie z tego konsekwencji. Od tego są lekcje wychowawcze – nie aby nadrabiać program, ale by o normach społecznych rozmawiać (ale nie narzucać je uczniom), by stworzyć przestrzeń do dyskusji o tym, czym one są, że są płynne i się zmieniają, i o tym, czemu służą, zapytajmy młodych ludzi o ich opinię (to bardzo ważne!) i kiedy i po co te normy łamiemy. I zostawmy młodzieży decyzję, jak się ubiorą na studniówkę – bo trzeba uznać prawo do niepodporządkowania się tym normom i to bez żadnych sankcji wynikających z władzy szkoły nad uczniem. I proszę, potraktujcie te słowa o stroju jako generalny i uniwersalny przykład absurdu nadregulacji, bo przecież nie o suknie czy garnitury w gruncie rzeczy w tym wszystkim chodzi – bo wiele osób marzy o ubraniu się elegancko i wizytowo, a nie jak na dyskotekę.