MM: Tiziano Terzani (włoski podróżnik, dziennikarz, autor wielu książek podróżniczych – red.), napisał, że kiedyś wróżbita powiedział mu, żeby nie wsiadał tego roku do samolotu, bo będzie miał wypadek. I faktycznie ten helikopter, którym miał lecieć, rozbił się, a Terzani przesiadł się na statki i pociągi. I zauważył, że paradoksalnie w momencie, kiedy wydłużył te podróże, to stał się dużo bliższy ludziom. Podróż do Azji trwała kilka tygodni zamiast dziesięciu godzin, ale z tego wyniknęło całe dobro, które potem zawarł w swoich książkach. W Papui, gdzie byłam przez cztery tygodnie na misji, nawet nie tyle poznawałam rdzennych mieszkańców, ale po prostu żyłam z nimi, spałam obok nich, robiłam śniadania, itd. Takiego podróżowania nauczyłam się, jak sama pojechałam na miesiąc do Wietnamu i Kambodży, albo jak teraz, też sama, wyruszyłam na trzy tygodnie na Bałkany. Te samotne podróże sprawiają, że nawet, kiedy nie inicjuję kontaktów z innymi ludźmi, to jestem do nich zapraszana. Zaczyna się od pytań: “Kto jest ze mną?”. Kiedy odpowiadam, że jestem sama, od razu otwiera się rozmowa, która może prowadzić do naprawdę ciekawych znajomości.