Jeszcze około ćwierć wieku temu w Wyciągu koło Osieka nad Notecią miało stać około ośmiu domów. Dziś zostały tylko dwa. Po pozostałych nie ma malowniczych ruin ani ścian wystających z trawy. Są łąki, drzewa, droga i puste miejsca, których znaczenie ujawniają dopiero archiwalne ortofotomapy. Pojechałem zobaczyć osadę, która nadal istnieje w urzędowych rejestrach, ale niemal zniknęła z krajobrazu.
REPORTAŻ TERENOWY TWOJE7DNI PREMIUM
Odkrywamy Zachód Polski | odcinek 004
Droga do miejsca niemal niewidocznego
Do Wyciągu skręciłem z drogi prowadzącej z Osieka nad Notecią w stronę Smogulca. Po około trzech kilometrach zjechałem w lewo. Było mniej więcej 18.00. Słońce nadal mocno świeciło, a dzień pozostawał ciepły.
Pierwszy odcinek bocznej drogi prowadził pod starymi drzewami. Zatrzymałem się właśnie tam. Chciałem pokazać początek trasy i jeden z potężnych pni. Korony dawały trochę cienia i chwilowe ochłodzenie. Przez moment wjazd przypominał przejście do osobnego, ukrytego miejsca. Jak wejście do ogrodu, którego nie widać z głównej drogi.
Ten zielony tunel szybko się jednak kończył. Dalej droga wychodziła na otwartą przestrzeń.
Zatrzymałem samochód. Przez chwilę nic się nie działo. Nad drogą poruszały się tylko liście.
Pojawiały się łąki, rowy, pojedyncze drzewa i słupy energetyczne. Trudno było wskazać moment, w którym zaczyna się właściwa osada. Nie było zwartej zabudowy ani wyraźnego centrum. Wyciąg trzeba było odczytywać z drogi i nielicznych śladów obecności człowieka.
Dwa domy i przestrzeń po pozostałych
Pojechałem dalej, aż do stawów rybnych. Tam zawróciłem. Z dzisiejszej zabudowy widoczne były dwa domy. Przy jednym z nich wisiało pranie. Zwyczajny szczegół, ale w takim miejscu szczególnie wyraźny. Przypominał, że Wyciąg nie jest opuszczonym skansenem. Nadal ktoś tutaj mieszka i prowadzi codzienne życie.
Pozostałych domów nie dało się już zobaczyć. Nie było rzędów ruin ani ścian wystających z trawy. Miejsca po dawnych siedliskach przykryły drzewa, krzewy i łąki. Czasem pustka po zabudowaniach nie wygląda jak pustka. Krajobraz po prostu zamyka się nad tym, co zniknęło.
Patrzyłem na przestrzeń przy drodze. Trudno było uwierzyć, że jeszcze około ćwierć wieku temu stały tutaj kolejne domy.
Według relacji starszych mieszkańców Osieka nad Notecią około 2000 roku miało ich być mniej więcej osiem. Nie jest to liczba pochodząca z urzędowego wykazu. Pozostała w pamięci osób znających tę okolicę.
Najstarsze wiarygodne ortofotomapy dostępne dla tego obszaru pochodzą z lat 2006–2007. Pokazują kilka rozproszonych siedlisk oraz wyraźnie więcej zabudowań niż obecnie. Nie pozwalają jednak jednoznacznie rozstrzygnąć, które dachy należały do domów mieszkalnych, a które do stodół, obór i innych budynków gospodarczych.
Najpierw były łąki
Kiedy patrzyłem na Wyciąg z drona, widziałem przede wszystkim trawę, pasy drzew, rowy i wodę. Zabudowania zajmowały niewielką część szerokiego krajobrazu. Mogło się wydawać, że człowiek zawsze był tutaj tylko gościem.
Archiwalne dokumenty pokazują jednak coś innego.
Najstarsza odnaleziona historia tego miejsca nie zaczyna się od domów. Zaczyna się od podmokłych łąk i pracy potrzebnej do ich gospodarczego wykorzystania.
W dokumentach pruskiej administracji powtarzają się zapisy Reute (Wyciąg) oraz Wyciągs (Reute). Obok wymieniany jest Birkenbruch, związany z tym samym systemem łąkowym, lecz opisywany również jako odrębny obszar. Akta z XIX i początku XX wieku dotyczą dzierżawienia trawy, utrzymywania urządzeń nawadniających oraz nadzorowania podmokłych terenów.
Nie były to łąki pozostawione same sobie. Wodę trzeba było kierować, urządzenia utrzymywać, a rozległy teren kontrolować. Zachowane akta dotyczą stanowiska nadzorcy Łąk Wyciąskich w latach 1843–1856 oraz strażnika pełniącego tę funkcję w latach 1858–1900. Dokumentacja wspomina też mistrzów łąkowych i zaplecze potrzebne do ich pracy.
Osobne tomy poświęcono naprawie grobli prowadzącej z Osieka w kierunku kolonii Friedrichshorst i Birkenbruch. Materiały obejmują okres od 1840 do 1914 roku.
Dziś trudno to wszystko dostrzec.
Z góry linie rowów i pasy zieleni nadal porządkują teren. Dopiero archiwalia przypominają, że pozornie naturalny krajobraz przez dziesięciolecia był miejscem codziennej, dobrze zorganizowanej pracy.
Nazwy, których nie da się zamknąć w jednym zdaniu
Historyczne nazewnictwo tego obszaru pozostaje złożone. W archiwalnych tytułach Wyciąg utożsamiany jest z nazwą Reute, natomiast Birkenbruch zazwyczaj pojawia się obok. Jeden z katalogowych opisów wiąże jednak Birkenbruch bezpośrednio z Wyciągiem.
Nie pozwala to napisać bez zastrzeżeń, że wszystkie te określenia oznaczały dokładnie tę samą miejscowość i te same granice. Najbezpieczniej przyjąć, że odnosiły się do ściśle powiązanych części większego obszaru łąkowego i osadniczego, którego nazwy oraz podział mogły zmieniać się z czasem.
Pewne jest natomiast, że nazwa Wyciąg przetrwała. Miejscowość nadal figuruje w Państwowym Rejestrze Nazw Geograficznych, a w tym samym rejonie zachowała się również urzędowa nazwa Łąki Wyciąskie.
Osada kurczyła się po kawałku
Archiwalne ortofotomapy pokazują skutek zmian, choć nie wyjaśniają ich przyczyn.
Na obrazach z lat 2006–2007 widać kilka rozproszonych siedlisk i liczne budynki po obu stronach drogi. Zabudowa była wyraźnie większa niż dzisiaj. Kolejne obrazy z 2014, 2020 i 2023 roku wskazują, że Wyciąg nie zniknął jednego dnia.
Osada kurczyła się stopniowo.
Jedne dachy przestawały być widoczne. Inne pozostawały wśród coraz gęstszych koron drzew. Miejsca dawnych posesji traciły czytelne granice, a zieleń zajmowała przestrzeń po budynkach.
Ze zdjęcia lotniczego nie można jednak odczytać całej historii. Nie wiadomo, kiedy mieszkańcy opuścili poszczególne domy, w jakim stanie znajdowały się zabudowania ani z jakiego powodu je rozebrano. Nie ma również podstaw, aby wszystkie te decyzje wiązać z jednym wydarzeniem.
Pozostał obraz procesu. Powolnego, rozciągniętego na lata.
Powojenny Wyciąg i niewiadome związane z PGR
Powojenna historia osady jest trudniejsza do odtworzenia niż dzieje dziewiętnastowiecznych łąk. Jedno z urzędowych zestawień wskazuje obręb Wyciąg wśród obszarów gminy Wyrzysk związanych wcześniej z działalnością państwowych gospodarstw rolnych.
Nie wystarcza to jednak, aby stwierdzić, że wszystkie domy w osadzie były mieszkaniami pracowników PGR albo że ich późniejsze znikanie było bezpośrednim następstwem likwidacji państwowego rolnictwa.
Taki ciąg wydarzeń wydaje się możliwy. Nie został jednak dotąd udokumentowany.
Archiwalne ortofotomapy pokazują, że budynków ubywało. Nie mówią, kto w nich mieszkał, dlaczego wyjechał i kto zdecydował o rozbiórce.
Pytania dotyczące dawnej liczby domów, mieszkańców, związku osady z konkretnym gospodarstwem oraz dokumentacji rozbiórek zostały wysłane do Urzędu Miejskiego w Wyrzysku. Jeżeli odpowiedź nadejdzie przed publikacją, ustalenia będzie można uzupełnić. Jeżeli nie nadejdzie, te kwestie pozostaną otwarte.
Wiemy, że domów było więcej. Widzimy, że znikały stopniowo.
Nadal nie wiemy dlaczego.
Życie przeniosło się na łąki
Na drodze spotkałem wędrującego psa. Nie było maszyn rolniczych ani większego ruchu. Na przewodach siedziały małe ptaki, prawdopodobnie wróble. Jednego bociana zobaczyłem na łące. Dwa kolejne stały w gnieździe.
Bociany pasowały do tego krajobrazu bardziej niż jakikolwiek inny element. Osada kurczyła się, ale życie nie zniknęło. Przeniosło się w trawę, na drzewa, przewody i podmokłe łąki.
Przy jednym z rozwidleń stał przydrożny krzyż. Zadbany, otoczony niewielkim ogrodzeniem i kwiatami. Nie znam jego historii i nie zamierzam jej dopowiadać. Sam fakt, że nadal ktoś o niego dba, pozostaje jednak ważnym śladem ciągłości.
Domy mogą znikać. Niektóre znaki pozostają.
Najbardziej dokuczliwi mieszkańcy Wyciągu
Im bliżej dawnej części osady, tym bardziej dawały się we znaki bąki i komary. Były niemal nie do zniesienia. Wysiadałem z samochodu, szybko robiłem zdjęcia i wracałem do środka. Nie dało się długo spokojnie stać ani przyglądać krajobrazowi.
Ten drobny szczegół również mówi coś o miejscu. Wyciąg wyrósł na podmokłych łąkach i przez dziesięciolecia był związany z gospodarką wodną. Podczas krótkiej wizyty wilgotny krajobraz przypominał o sobie bardzo bezpośrednio.
Po kilku takich przystankach miałem już dość owadów. Postanowiłem wracać.
✦ Chwila, którą zapamiętałem
W drodze powrotnej zobaczyłem lisa idącego drogą. Kiedy podjechałem bliżej, zwierzę zeszło w łąkę. Tam dołączyło do drugiego lisa.
Przez chwilę oba biegły razem w stronę pobliskich drzew.
Patrzyłem za nimi, dopóki całkowicie nie zniknęły.
Droga znów była pusta. Ruszyłem dalej.
Miejsce, które nie zniknęło do końca
Wyciąg nadal istnieje. Ma nazwę, drogę, mieszkańców i dwa domy. Figuruje w urzędowych rejestrach. Nie można więc powiedzieć, że osady już nie ma.
A jednak jej dawny kształt niemal przestał być widoczny.
Historia tego miejsca nie zakończyła się jednym dramatycznym wydarzeniem. Nie było dnia, w którym nagle zniknęły wszystkie domy. Ortofotomapy pokazują raczej długi proces. Zabudowa kurczyła się, a miejsca po kolejnych siedliskach przejmowała roślinność.
Nie znamy wszystkich przyczyn. Nie wiemy, kiedy dokładnie opuszczano poszczególne domy i dlaczego zostały rozebrane. Bez dokumentów oraz relacji dawnych mieszkańców nie wolno tej historii uzupełniać domysłami.
Można jednak zobaczyć jej rezultat.
Dwa domy stoją przy drodze, która wcześniej łączyła większą osadę. W gnieździe nadal są bociany. Ktoś dba o krzyż. Przy jednym z domów suszy się pranie. Prąd płynie przewodami, na których siadają małe ptaki.
Życie nie zniknęło.
Jest go po prostu znacznie mniej.
Wyjazd z Wyciągu
Ponownie wjechałem pod stare drzewa przy początku drogi. Słońce przebijało się przez liście. Po chwili wyjechałem na drogę prowadzącą w stronę Osieka nad Notecią.
Za mną zostały łąki, stawy i dwa domy.
Wyciąg nie przypomina klasycznej opuszczonej wsi. Nie ma tu rozpadających się ścian, wybitych okien ani tablic ostrzegających przed wejściem. Jest coś trudniejszego do pokazania: przestrzeń po miejscach, których już nie ma.
Nie zawsze po znikających osadach pozostają ruiny.
Czasem zostaje tylko droga.
Jak dojechać do Wyciągu?
Do osady można dotrzeć z Osieka nad Notecią. Należy jechać drogą w kierunku Smogulca, a po około trzech kilometrach skręcić w lewo w boczną drogę prowadzącą przez Wyciąg. Pierwszy odcinek biegnie pod starymi drzewami. Dalej droga wychodzi na otwarte łąki i prowadzi obok pozostałej zabudowy aż w stronę stawów rybnych.
Zobacz także poprzednie reportaże z cyklu "Odkrywamy Zachód Polski"
Poprzedni reportaż "Kłębowiec".