Ruiny pałacu w Kłębowcu widziane z parkowej polany. © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Kłębowiec. Pałac, który wciąż czeka

Krzysztof Dęga

Do Kłębowca wracam po około sześciu latach. Ruiny nadal stoją, ale dziś oddziela je od ludzi siatka, a z pustych okien wyrastają młode drzewa. Dopiero stare fotografie pokazują, jak okazała była rezydencja, po której pozostały czerwone mury.

Powrót po sześciu latach

Są miejsca, do których wraca się z ciekawości. Nie dlatego, że wiele się o nich mówi. Wraca się, bo jeden obraz został w pamięci i nie chce z niej zniknąć.

Kłębowiec jest właśnie takim miejscem.

Byłem tu już kilka razy. Od poprzedniej wizyty minęło około sześciu lat. Pamiętam, że wtedy nie było ogrodzenia. Można było podejść pod same mury, dotknąć starych cegieł i zajrzeć przez puste okna. Dzisiaj wygląda to inaczej.

Przyjeżdżam w południe. Słońce stoi wysoko i mocno oświetla czerwone ściany. Nie ma mgły ani miękkiego światła, które złagodziłoby obraz ruin. Widać każdy ubytek, pęknięcie i młode drzewo wyrastające z wnętrza pałacu.

To dwa dni przed rozpoczęciem Pol’and’Rock Festival w Broczynie. Na pobliskiej drodze jest większy ruch. Słychać samochody, a co pewien czas także policyjne sygnały. Nie ma tu zupełnej ciszy.

Jest zwykły letni dzień.

Zostawiam samochód i ruszam w stronę pałacu.

Pierwszy widok

Po chwili pomiędzy drzewami pojawia się sylwetka budynku. Najbardziej okazała elewacja od razu przyciąga wzrok. Odruchowo biorę ją za reprezentacyjny front.

Dopiero później zrozumiem, że to dawna strona ogrodowa.

Historyczny front znajduje się po przeciwnej stronie. Tam prowadziło główne wejście. Tam zachował się herb dawnych właścicieli i niewielki daszek z bocianim gniazdem.

Ruina potrafi pomylić.

To, co dzisiaj wygląda najbardziej reprezentacyjnie, nie było właściwym wejściem do pałacu. Żeby zrozumieć układ budowli, trzeba ją obejść.

Pierwszy szeroki widok pałacu i dawnej parkowej polany.
Pierwszy szeroki widok pałacu i dawnej parkowej polany. © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Siatka, przez którą wszystko widać

Największą zmianę zauważam niemal od razu. Teren pałacu otacza siatka. Na niej wiszą tablice z napisem "Wstęp wzbroniony".

To nie jest pełny płot zasłaniający widok. Oczka są duże. Przez nie dobrze widać mury, wnętrza bez stropów i roślinność, która przejęła część budynku.

Zmieniła się nie widoczność, lecz odległość.

Nie można już podejść tak blisko jak dawniej. Sześć lat temu ruina była niemal na wyciągnięcie ręki. Dzisiaj pozostaje za siatką. Od strony zaplecza widać niewielką szczelinę, ale tablice nie pozostawiają wątpliwości. Wchodzenie na teren byłoby niebezpieczne.

Zostaję po zewnętrznej stronie.

To wystarcza, żeby zobaczyć niemal wszystko.

Ogrodzenie nie zasłania ruin, lecz nie pozwala już podejść
Ogrodzenie nie zasłania ruin, lecz nie pozwala już podejść © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Drzewa w pustych oknach

Idę wzdłuż ogrodzenia. Za pałacem rozciąga się wykoszona łąka. Nie jest to równy parkowy trawnik. To naturalna przestrzeń, którą ktoś od czasu do czasu porządkuje.

Wokół stoją stare drzewa liściaste. Między nimi rosną krzewy i młodsze samosiejki. Część dawnego parku wciąż można rozpoznać po wielkości drzew i szerokiej przestrzeni wokół pałacu. Dawny porządek jest jednak coraz mniej czytelny.

Najbardziej przyciągają wzrok drzewa, które nie rosną obok ruin.

One wyrastają z pałacu.

Młode pnie pojawiają się w otworach okiennych. Gałęzie wychodzą ponad mury. Korzenie znalazły miejsce tam, gdzie kiedyś były podłogi, schody i pokoje.

Patrzę na ten obraz dłużej.

Nie trzeba szukać metafory. Natura naprawdę weszła do środka.

Młode drzewa zajęły dawne wnętrza pałacu
Młode drzewa zajęły dawne wnętrza pałacu © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Front, herb i puste gniazdo

Obchodzę pałac.

Po drugiej stronie widać dawny front. Pośrodku zachował się wysoki szczyt. Nad nim znajduje się kartusz herbowy, jeden z najważniejszych śladów dawnej reprezentacyjności budynku.

Niżej, na małym daszku nad wejściem, jest bocianie gniazdo.

Puste.

Podczas wcześniejszych wizyt pamiętam je jako zajęte. Tym razem bocianów tu nie ma. Kilka kilometrów wcześniej, w okolicy Plut, widziałem całe stado żerujące na polach.

Zatrzymuję się.

Patrzę na wejście, herb i gniazdo.

To wystarczy.

Kartusz herbowy i puste bocianie gniazdo nad dawnym wejściem.
Puste gniazdo widziane przez okrągły otwór w elewacji.

Pałac ze starych fotografii

Przed wyjazdem oglądałem historyczne zdjęcia Kłębowca. Teraz próbuję nałożyć dawny obraz na czerwone ruiny stojące przede mną.

To trudne.

Na fotografiach pałac jest jasny, otynkowany i przykryty wysokim dachem. Widać regularne rzędy okien, wyraźnie podkreśloną środkową część oraz ozdobny szczyt. Budynek wygląda szeroko i spokojnie. Nie przypomina romantycznej ruiny. Jest pełnoprawną rezydencją.

Na jednym ze zdjęć pałac otaczają wysokie drzewa i krzewy. Na innym widać szeroki dziedziniec przed frontem. Po obu stronach stoją oficyny, które domykają przestrzeń i prowadzą wzrok w stronę głównego budynku.

Pałac nie stał samotnie.

Był sercem całego założenia.

Dzisiejsza czerwona cegła jest skutkiem zniszczenia. Pierwotnie ściany były otynkowane. Tam, gdzie na starym zdjęciu widać dach, okna i jasną elewację, dziś są puste otwory oraz niebo.

Patrzę na fotografię jeszcze raz.

Najbardziej uderza nie to, ile zniknęło.

Uderza to, jak niedawno wszystko jeszcze tworzyło jedną całość.

Dom rodu Von Der Goltz

Historia pałacu zaczęła się na długo przed powstaniem zachowanych fotografii. Majątek w Kłębowcu co najmniej od początku XVI wieku należał do rodu von der Goltz, w polskich opracowaniach nazywanego Golcami.

W pierwszej połowie XVIII wieku rodzinne dobra ponownie znalazły się w jednym ręku. W latach 1731–1745 wzniesiono późnobarokową rezydencję. Razem z nią powstały trzy oficyny i regularny ogród urządzony według francuskich wzorów.

To nie był budynek postawiony wyłącznie dla ozdoby.

Był domem.

Tu mieszkali właściciele. Tu przyjmowali gości i zarządzali rozległym majątkiem. Z pałacu podejmowano decyzje dotyczące pól, lasów, hodowli i pracy folwarku.

Z czasem dobra Golców zaczęły się kurczyć. Rosło zadłużenie, a kolejne części majątku sprzedawano lub oddawano wierzycielom. Pod koniec XVIII wieku Kłębowiec zmienił właściciela. W XIX stuleciu rezydencja przechodziła z rąk do rąk.

W 1855 roku majątek objął Max von Klitzing.

Rodzina von Klitzing pozostała tutaj do 1945 roku.

Pałac zbudowany z rozmachem

Z dawnych opisów wynika, że pałac miał jedno piętro, piwnice i wysoki dach. Był szeroki, symetryczny i wyraźnie podzielony na część środkową oraz dwa boczne skrzydła.

Najważniejsze miejsce zaznaczał wysoki szczyt nad głównym wejściem. Umieszczono na nim herb właścicieli. Podziały na elewacji, duże okna i delikatne zdobienia nadawały budynkowi reprezentacyjny charakter.

W środku znajdowała się obszerna sień. Dalej prowadziło się do salonu od strony ogrodu oraz kolejnych pomieszczeń w bocznych częściach pałacu.

Dzisiaj nie ma dachu.

Nie ma schodów ani stropów.

Pozostały ściany i otwory po oknach. To niewiele, ale wystarczająco dużo, żeby nadal odczytać skalę rezydencji.

Ozdobny szczyt nadal pokazuje dawny rozmach rezydencji.
Ozdobny szczyt nadal pokazuje dawny rozmach rezydencji. © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Park zmieniał się razem z pałacem

Pierwszy ogród był regularny i podporządkowany pałacowi. Miał proste linie, symetrię i wyraźny porządek.

W XIX wieku zmieniono jego charakter. Zamiast geometrycznego ogrodu powstał park krajobrazowy. Ważniejsze stały się swobodnie rosnące drzewa, otwarte polany i widoki na rezydencję.

Wracam do teraźniejszości.

Stare drzewa nadal budują skalę tego miejsca. Między nimi pojawiły się młodsze samosiejki. Krzewy zasłaniają część dawnych przejść, a układ parku nie jest już łatwy do odczytania z poziomu ziemi.

Pomagają zdjęcia z drona.

Z góry lepiej widać, że pałac był częścią większego założenia. Po jednej stronie znajdował się park. Po drugiej dziedziniec i zabudowania gospodarcze. Za pałacem rozciągała się polana.

Dzisiaj ta przestrzeń wygląda znacznie swobodniej.

Przyroda nie zachowała dawnych granic.

Szeroka polana i stare drzewa dawnego parku.
Szeroka polana i stare drzewa dawnego parku. © Twoje7dni | Krzysztof Dęga
Z góry widać układ murów i roślinność wypełniającą wnętrze.
Z góry widać układ murów i roślinność wypełniającą wnętrze. © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Pałac był tylko początkiem

Stare zdjęcie dziedzińca pokazuje coś, czego nie da się zrozumieć, patrząc wyłącznie na ruiny.

Cały majątek był znacznie większy.

Przed frontem znajdował się szeroki dziedziniec honorowy. Po obu jego stronach stały oficyny. Jedna z nich, wschodnia, przetrwała w stanie ruiny.

Dalej zaczynała się część gospodarcza. Zachował się budynek dawnej stajni i wozowni, później wykorzystywany jako stodoła i chlewnia. Osobno stoi spichlerz, który z czasem pełnił funkcję magazynu.

Te budynki nie były tłem.

Bez nich pałac nie mógłby funkcjonować.

To tutaj trzymano konie i wozy, przechowywano zboże, pracowano przy codziennym utrzymaniu majątku. W drugiej połowie XIX wieku, już za von Klitzingów, część gospodarczą rozbudowano. Do pałacu od strony ogrodu dobudowano także oranżerię.

Rezydencja, park i folwark tworzyły jeden organizm.

Dzisiaj oglądamy jego rozdzielone fragmenty.

Zachowany fragment bocznej części zespołu pałacowego.
Długie skrzydło ruin przypomina o rozległości całego założenia.

Majątek liczony w tysiącach hektarów

Za czasów von Klitzingów dobra w Kłębowcu należały do dużych majątków w tej części regionu. Obejmowały 1312 hektarów gruntów ornych i ponad 2400 hektarów lasów.

Prowadzono tu hodowlę bydła rasy holenderskiej oraz owiec.

Te liczby zmieniają sposób patrzenia na pałac.

Nie był tylko wygodnym domem rodziny ziemiańskiej. Był centrum rozległego przedsiębiorstwa, od którego zależała praca wielu ludzi i codzienne życie całej okolicy.

Rok 1945

Wszystko zmieniło się w 1945 roku.

Podczas działań wojennych pałac spłonął. Nie został później odbudowany. Majątek rozparcelowano, a budynek bez dachu i stałego użytkownika zaczął szybko niszczeć.

Z czasem znikały stropy, schody i kolejne fragmenty murów. Deszcz, mróz oraz roślinność robiły swoje.

Pałac pozostał ruiną.

Nie dostał nowej funkcji, która mogłaby go uratować. Nie stał się szkołą, urzędem ani domem kultury. Z każdym rokiem coraz mniej przypominał miejsce znane z dawnych fotografii.

A jednak nadal stoi.

Zachował szeroką bryłę, część dekoracji, herb i układ okien. Wciąż można odczytać, gdzie znajdował się front, salon od strony ogrodu oraz boczne części rezydencji.

Dawne pomieszczenia są dziś wypełnione drzewami i krzewami.
Dawne pomieszczenia są dziś wypełnione drzewami i krzewami. © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Dzisiaj można patrzeć tylko z zewnątrz

Narodowy Instytut Dziedzictwa wskazuje, że pałac można oglądać z zewnątrz, ale wnętrze jest niedostępne.

Na miejscu nie trzeba czytać dokumentacji.

Siatka i tablice mówią to samo.

Ogrodzenie chroni ludzi przed wejściem, lecz nie zatrzymuje czasu. Korzenie nadal pracują w murach. Każda zima i każdy deszcz zostawiają kolejny ślad.

Stoję jeszcze chwilę.

Przez duże oczka siatki widać wszystko, co najważniejsze.

Nie można tylko podejść bliżej.

Ostatni spacer

Jeszcze raz obchodzę pałac.

Nie szukam już nowych ujęć. Mam zdjęcia murów, herbu, pustego gniazda, samosiejek i starych drzew. Mam też fotografie z góry oraz dwa archiwalne obrazy miejsca, którego już nie ma.

Patrzę na czerwone cegły i próbuję zobaczyć pod nimi jasny tynk.

Próbuję wyobrazić sobie dach.

Rzędy okien.

Dziedziniec pełny codziennego ruchu.

Nie wszystko da się odtworzyć.

Powoli wracam do samochodu.

Po kilku krokach odwracam się jeszcze raz.

Czerwone mury pałacu znikają między koronami drzew.

Ruszam w drogę.

Ostatnie spojrzenie na ruiny pośród drzew dawnego parku.
Ostatnie spojrzenie na ruiny pośród drzew dawnego parku. © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Jak dojechać do pałacu w Kłębowcu?

Kłębowiec leży w gminie Wałcz, w powiecie wałeckim, w województwie zachodniopomorskim. Najprościej wpisać w nawigacji hasło "Ruiny Pałacu Golców, Kłębowiec". Obiekt jest oznaczony również na mapie Narodowego Instytutu Dziedzictwa, skąd można bezpośrednio wyznaczyć trasę.

Po dotarciu do miejscowości trzeba kierować się w stronę dawnego parku pałacowego. Ruiny stoją wśród wysokich drzew, przy szerokiej polanie. Samochód najlepiej pozostawić poza ogrodzonym terenem, w miejscu, które nie blokuje lokalnej drogi ani dojazdu mieszkańcom.

Pałac można bardzo dobrze obejrzeć z zewnątrz. Siatka ma duże oczka i nie zasłania murów, ale wejście na teren ruin jest zabronione. Wnętrze obiektu pozostaje niedostępne ze względu na stan zachowania budynku.

Na spokojne obejście ruin, wykonanie zdjęć i krótki spacer po dawnej części parkowej warto przeznaczyć około 30–45 minut. Nie należy przechodzić przez ogrodzenie ani podchodzić do niestabilnych ścian.

Odkrywamy Zachód Polski
Odkrywamy Zachód Polski © Twoje7dni | .
Wybrane dla Ciebie