Ocalała z grupy rówieśników
Uroczystości od lat organizuje Jadwiga Piotrowska - kobieta, która przeżyła tamtą eksplozję tylko dlatego, że chwilę wcześniej odeszła od grupy kolegów. Do dziś, ze łzami w oczach, wraca do tego, co zobaczyła:
- To były tragiczne chwile. Do dzisiaj pamiętam ten widok: nogi wiszące na drzewach, ciała leżące na ziemi i ten specyficzny zapach, którego nigdy nie zapomnę - mówi organizatorka.
To ona dba o to, żeby historia nie została zapomniana - i żeby co roku, 1 września, ktoś przyszedł pod krzyż z kwiatami i modlitwą.
Krzyż postawiony cztery dekady później
Sam krzyż stanął w tym miejscu dopiero w 1998 roku, czterdzieści lat po tragedii, z inicjatywy ks. Stanisława Skopiaka. W tegorocznych obchodach wzięli udział między innymi proboszcz parafii pw. Świętej Rodziny ks. Kazimierz Chudzicki oraz mieszkańcy, którzy modlili się nie tylko za ofiary wybuchu, o ofiary II Wojny Światowej ale i o pokój na świecie.
Pamięć, która nie gaśnie
Mija kolejny rok, a pod krzyżem wciąż pojawiają się nie tylko świadkowie i rówieśnicy tamtych dzieci, ale też ich dzieci i wnuki. Dla części z nich to jedyne miejsce, w którym mogą fizycznie dotknąć historii swojej rodziny - miejsce, w którym w jednej chwili urwało się jedenaścioro istnień.
Tragedia sprzed niemal siedemdziesięciu lat pozostaje częścią zbiorowej pamięci Piły. Rocznica, choć nie ma statusu oficjalnego święta, z roku na rok gromadzi ludzi, dla których to wydarzenie wciąż jest bardzo osobiste.