Grzyby pod Piłą już są. Ekspert zdradza miejsca i gatunki
Krasnoborowiki pod koniec maja, kurki i borowiki szlachetne w czerwcu - lasy wokół Piły już wydają pierwsze grzyby. Przemysław Sotek ze Skarbów Lasu od lat przemierza tereny przy Starej Łubiance i Krępsku i wie, kiedy wyruszyć, żeby wrócić z pełnym koszem. Zdradza miejsca, gatunki i sprawdzone zasady, bez których nawet najlepszy las nie odda swoich skarbów.
Pierwsze grzyby już w maju
Nie trzeba czekać do jesieni - w lasach okolic Piły sezon startuje znacznie wcześniej. Przemysław Sotek zebrał pierwsze grzyby jadalne jeszcze pod koniec maja. Były to krasnoborowiki ceglastopore - gatunek ceniony przez doświadczonych grzybiarzy, choć mniej znany przeciętnemu zbieraczowi.
Czerwiec to już pełnia sezonu letniego. - Zbieram pieprzniki jadalne, czyli kurki, borowiki usiatkowane, borowiki sosnowe, borowiki szlachetne oraz czubajki kanie - wylicza Sotek. To przekrój gatunków, który potrafi zapełnić koszyk po brzegi, jeśli tylko warunki pogodowe dopisują.
Lasy na północ od Piły - tam warto pojechać
Pytanie o lokalizacje grzybowych miejsc to zawsze test dla grzybiarza. Przemysław Sotek zachowuje ostrożność - dokładnych współrzędnych nie zdradzi, bo to w świecie grzybiarzy niepisana zasada. Wskazuje jednak kierunek. Najbardziej obiecujące tereny leżą na północ od Piły - okolice Starej Łubianki i Krępska.
- Sam jeździłem latami, szukałem swoich miejscówek na grzyby - przyznaje wprost. Dobre miejsca to efekt wielu sezonów obserwacji, prób i błędów. Nie ma skrótu.
Kluczowe jest też rozpoznawanie drzewostanu.
Jak tłumaczy Sotek, pierwsze borowiki szlachetne i kurki pojawiają się w lasach liściastych, gdzie rosną buki i dęby. To wskazówka, która potrafi zawęzić poszukiwania i zaoszczędzić wiele godzin bezowocnego chodzenia.
Pasja przekazana przez tatę
Za miłością do lasu stoi historia rodzinna. - Miłość do lasu i grzybobrania to mój najpiękniejszy spadek z dzieciństwa. Tę pasję zaszczepił we mnie mój tata, który po raz pierwszy zabrał mnie z koszykiem między drzewa - mówi Sotek.
Dziś ta pasja daleko wykracza poza weekendowe wypady. Przemysław zbiera grzyby przez cały rok, a każdy miesiąc przynosi nowe gatunki. Nieustannie pogłębia wiedzę o tym, jakie drzewostany sprzyjają poszczególnym grzybom. - Moje życie nabiera barw w lesie. To coś więcej niż hobby - to źródło największej radości - dodaje.
Co zabrać do lasu i jak wrócić z pełnym koszem
Grzybiarz bez odpowiedniego przygotowania może wrócić z niczym. Sotek wskazuje kilka zasad, które stosuje od lat.
Warunki pogodowe to punkt wyjścia. Kluczowe jest połączenie wilgoci po deszczu z ciepłymi nocami - bez tego grzyby po prostu nie wyrosną. Na tę kombinację nie ma wpływu, ale warto śledzić prognozę i wyruszyć w las we właściwym momencie.
Sprzęt można ograniczyć do minimum. - Niezbędny jest wiklinowy koszyk oraz mały nożyk ze szczoteczką do oczyszczenia trzonka - wymienia Sotek. Wiklinowy kosz to nie tradycja dla tradycji - pozwala grzybom "oddychać" w trakcie zbioru. Do tego wygodne buty i ubranie chroniące przed kleszczami.
Najtrudniejsze do spakowania są jednak cechy, które trzeba nosić w głowie. Szacunek do lasu, cierpliwość i wiedza o tym, co zbieramy - to fundament bezpiecznego grzybobrania. - Las najbardziej lubi ciszę i cierpliwość, wtedy hojnie obdarowuje - podsumowuje pasjonat.
I jedno przypomnienie, które w sezonie warto powtarzać: bierzemy tylko to, co dobrze znamy.