Kiedy ponad trzydzieści lat temu zaczynałem pracę dziennikarską w lokalnej redakcji "TN", o wykopaliskach w Żuławce było głośno. Archeolodzy odsłaniali tu drewniane konstrukcje sprzed tysięcy lat. W połowie sierpnia wróciłem w to miejsce. Dziś, stojąc przy drodze i patrząc na pola, trudno dostrzec jakikolwiek ślad tamtych prac. A jednak pod tym zwyczajnym krajobrazem nadal kryje się niezwykła historia.
Wracam do miejsca, które pamiętam z lat 90.
Do Żuławki przyjechałem w połowie sierpnia, około godziny 18. Był słoneczny dzień.
Zatrzymałem się i patrzyłem na pola.
Trudno było znaleźć w tym krajobrazie cokolwiek, co przypominałoby o wykopaliskach prowadzonych tutaj przed ponad trzydziestu laty. Nie ma odsłoniętych drewnianych konstrukcji. Nie ma wykopów. Z miejsca, w którym stoję, widzę przede wszystkim pola, łąki i roślinność.
Gdyby ktoś nie znał historii Żuławki, zapewne nie domyśliłby się, co archeolodzy znaleźli tutaj na początku lat 90.
A ja tamten czas pamiętam.
Zaczynałem wtedy pracę dziennikarską w lokalnej redakcji "TN". O wykopaliskach w Żuławce było głośno. Pojawiały się informacje o kolejnych odkryciach i badaniach.
Dzisiaj wracam tutaj już nie po wiadomość do gazety.
Chcę zobaczyć, co pozostało.
Na powierzchni – niewiele.
Dlatego historię tego miejsca najlepiej może opowiedzieć człowiek, od którego wszystko się zaczęło.
Wszystko zaczęło się przypadkiem
Dr Jarosław Rola nie przyjechał do Żuławki w 1992 roku z zamiarem rozpoczęcia dużych wykopalisk.
Na Żuławce Małej mieszkała jego ciocia. Po jej śmierci przyjechał wraz z kuzynem z Osieka zobaczyć stary dom i sprawdzić, czy pozostało w nim coś, co należałoby zabezpieczyć.
Wtedy podszedł do nich właściciel sąsiedniego gospodarstwa, Józef Kowalski. Powiedział, że posiada kilka przedmiotów etnograficznych.
Rola zainteresował się nimi, ponieważ skansen w Osieku był oddziałem pilskiego muzeum.
W czasie rozmowy usłyszał jednak o czymś znacznie bardziej zagadkowym.
Kowalski wspomniał, że za stodołą wykopał kiedyś staw i natrafił tam na dziwne kawałki drewna oraz skorupy.
Archeolog poszedł zobaczyć to miejsce.
Był rok 1992. Wielka susza sprawiła, że staw wysechł. Po jego dnie można było chodzić. Rola znalazł tam pozostałości drewna oraz fragmenty naczyń pochodzących m.in. z neolitu i epoki brązu.
W ciągu kilku dni rozpoczął badania ratownicze.
Wtedy jeszcze nie wiedział, dokąd doprowadzi to odkrycie.
Rok po studiach i archeologia, której wcześniej nie znał
Jarosław Rola był wtedy zaledwie rok po studiach.
Jak wspomina, kontakt z zachowanymi elementami drewnianych konstrukcji i organicznymi warstwami podmokłego stanowiska był dla niego czymś nowym.
Pierwszy sezon nie dawał jeszcze odpowiedzi na najważniejsze pytanie: co właściwie znajdowało się pod ziemią?
Dopiero kolejne wykopy pokazały rozległość stanowiska. Rola szacuje jego powierzchnię na około pięć hektarów. Większa część znajduje się na polach uprawnych, natomiast drewniane elementy zachowały się przede wszystkim w niżej położonej, podmokłej części terenu.
Kolejny sezon przyniósł przełom.
"Chwila olśnienia"
W 1993 roku archeolog założył wykopy bezpośrednio obok wyschniętego wcześniej stawu.
Znowu pojawiły się pionowo wbite drewniane słupy.
Ale tym razem pomiędzy nimi znajdowały się również elementy ułożone poziomo: kłody, dranice, deski, gałęzie i odpady powstałe podczas obróbki drewna.
Początkowo nie było oczywiste, jak wszystkie te elementy należy interpretować.
Aż w pewnym momencie zaczęły tworzyć całość.
Rola zrozumiał, że archeolodzy mają przed sobą pozostałości konstrukcji przeprawowej przez podmokły teren. Drewno i faszynę układano na bagnie, a całość stabilizowały pionowo wbite słupy.
Po ponad trzydziestu latach archeolog nadal pamięta ten moment.
W rozmowie nazywa go "chwilą olśnienia".
Rozsypane wcześniej fragmenty zaczęły przypominać puzzle, które nagle układają się w logiczny obraz. Dopiero wtedy stało się jasne, jak ważną rolę miejsce mogło odgrywać dla ludzi żyjących tutaj tysiące lat wcześniej.
Przeprawa sprzed około 4500 lat
Najlepiej rozpoznana konstrukcja związana była z ludnością kultury amfor kulistych.
Według dr. Jarosława Roli połączenie analiz dendrochronologicznych z datowaniem radiowęglowym pozwoliło wyjątkowo precyzyjnie określić czas jej powstania.
W rozmowie wskazuje około 2490 roku p.n.e. jako początek funkcjonowania konstrukcji. Ostatnie rozpoznane naprawy przypadają na połowę lat 40. XXV wieku p.n.e.
Nie była więc konstrukcją wykonaną jednorazowo i szybko porzuconą.
Była naprawiana.
To ważne, ponieważ pokazuje, że dla ludzi żyjących nad Notecią utrzymanie przejścia przez podmokły teren miało znaczenie.
Rola zwraca uwagę również na jej szerokość – około pięciu metrów. Jego zdaniem tak duża konstrukcja nie musiała służyć wyłącznie pieszym.
Archeolog uważa, że mogły poruszać się po niej także wozy, prawdopodobnie ciągnięte przez woły.
To jednak ważne rozróżnienie: w Żuławce nie odkryto wozu, który pozwalałby powiedzieć z całkowitą pewnością, że właśnie tędy jeździły zaprzęgi.
To interpretacja archeologiczna oparta między innymi na szerokości, sposobie wykonania i funkcji konstrukcji.
Rola w swojej pracy naukowej zwraca uwagę, że przeprawy "typu Żuławka Mała" należały do szerokich konstrukcji drewniano-ziemnych, które mogły pozwalać na wykorzystywanie różnych środków transportu, przypuszczalnie także czterokołowych wozów zaprzężonych w woły.
Nie tylko przejście na drugą stronę
Żuławka nie była dla Roli wyłącznie miejscem lokalnej przeprawy.
W swojej pracy naukowej określił ją jako późnoneolityczny węzeł komunikacyjny w strefie środkowej Noteci.
To bardzo zmienia sposób patrzenia na miejsce, przed którym dzisiaj stoję.
Nie chodzi tylko o ludzi próbujących dostać się z jednej strony podmokłego terenu na drugą.
Przeprawa mogła być częścią znacznie większej sieci połączeń.
Rola zwraca uwagę na kontakty pomiędzy społecznościami zamieszkującymi obie strony Noteci, ale mówi również o znaczeniu regionalnym i ponadregionalnym.
Jednym z argumentów, które przywołuje, jest szczególne znalezisko.
Paciorek, który przebył ogromną drogę
W czasie naszej rozmowy Jarosław Rola opowiada o fragmencie szklanego paciorka znalezionego w warstwie związanej z okresem funkcjonowania przeprawy.
Według archeologa tego rodzaju szkło powstawało wówczas na terenie Mezopotamii.
Nie oznacza to oczywiście, że kupiec z Mezopotamii wyruszył w drogę i dotarł bezpośrednio do Żuławki.
Rola sam przestrzega przed takim wyobrażeniem.
Znacznie bardziej prawdopodobny jest jego zdaniem system wymiany "łańcuszkowej": przedmiot przechodził od jednej społeczności do kolejnej i w ten sposób mógł pokonać tysiące kilometrów.
To niewielki przedmiot.
Ale dobrze pokazuje coś znacznie większego – ludzie mieszkający kilka tysięcy lat temu nad Notecią nie funkcjonowali w świecie całkowicie odciętym od odległych regionów.
Starsza przeprawa nadal czeka pod ziemią
Na konstrukcji związanej z kulturą amfor kulistych historia się nie kończy.
W 2000 roku odbył się VIII sezon badań osady i przeprawy w Żuławce Małej, prowadzony pod kierunkiem Jarosława Roli. Oficjalne sprawozdanie Narodowego Instytutu Dziedzictwa podaje, że przebadano wtedy 0,50 hektara stanowiska.
Właśnie podczas tych prac odkryto kolejną drewnianą konstrukcję przeprawową – tym razem związaną ze starszą kulturą pucharów lejkowatych. Dokumentacja określa ją jako neolityczną groblę.
W rozmowie Rola mówi, że ma ona ponad 5000 lat.
Najciekawsze jest jednak coś innego.
Archeolodzy odsłonili tylko jej fragment.
Większa część nadal pozostaje nienaruszona pod ziemią.
Żuławka wciąż może więc kryć odpowiedzi na pytania, których jeszcze nawet nie potrafimy postawić.
Pod łąkami może istnieć cały ukryty świat
Rola przypuszcza, że pod współczesnymi łąkami Doliny Noteci mogą nadal znajdować się pozostałości dawnych wydm – swego rodzaju wysp wśród podmokłego terenu – oraz kolejnych konstrukcji umożliwiających przemieszczanie się między nimi.
Kilka tysięcy lat temu krajobraz wyglądał inaczej niż obecnie.
Wyżej położone fragmenty terenu mogły być wykorzystywane przez ludzi do osadnictwa, wypasu, polowań lub innych działań gospodarczych. Aby dotrzeć z jednego suchego miejsca do drugiego, trzeba było pokonywać bagna.
Do tego potrzebna była komunikacja.
A więc także kolejne przeprawy.
Zdaniem Roli podobnych pozostałości w Dolinie Noteci może być znacznie więcej.
Ich badanie nie jest jednak proste.
Archeologia terenów podmokłych należy do najbardziej kosztownych rodzajów badań archeologicznych. Wymaga odpowiedniego zabezpieczenia stanowiska, specjalistycznych analiz i dużych środków finansowych.
Dlatego część tej historii może jeszcze długo pozostać pod ziemią.
Dlaczego niczego dziś nie widzę?
Stojąc w Żuławce, trudno pogodzić to wszystko z krajobrazem przede mną.
Gdzie są pale?
Gdzie drewniane elementy przeprawy?
Gdzie miejsce wykopów, o których przed laty było tak głośno?
Odpowiedź jest prosta.
Wszystko znajduje się pod ziemią.
Rola tłumaczy, że w Dolinie Noteci przez tysiące lat narastały osady organiczne. Roślinność obumierała, rozkładała się, a kolejne warstwy stopniowo podnosiły poziom terenu.
Dlatego obecnie chodzimy nawet około metra, półtora, miejscami więcej ponad powierzchnią, po której poruszali się ludzie kilka tysięcy lat temu.
Pozostałości żuławskiej konstrukcji znajdowały się mniej więcej metr–półtora metra pod współczesnym poziomem gruntu.
Po zakończeniu badań wykopy zostały zasypane.
Powstała dokumentacja rysunkowa i fotograficzna, pobrano próbki, ale część konstrukcji świadomie pozostawiono nienaruszoną.
Dla przyszłych pokoleń archeologów.
✦ Chwila, którą zapamiętałem
Stoję przy drodze i patrzę na pola.
To właśnie ten obraz zostaje ze mną najmocniej.
Ponad trzydzieści lat wcześniej, kiedy zaczynałem pracę dziennikarską, Żuławka kojarzyła mi się z wykopaliskami i kolejnymi informacjami o archeologicznych odkryciach.
Teraz jestem tutaj.
I prawie niczego nie widać.
Nie ma ruin, które można obejść dookoła.
Nie ma fragmentu starego muru.
Nie ma drewnianej grobli wystającej ponad ziemię.
Są pola i łąki.
A około metr czy półtora pod nimi znajduje się świat sprzed tysięcy lat.
Może właśnie dlatego Żuławka robi tak duże wrażenie.
Nie tym, co można zobaczyć.
Tym, czego zobaczyć już nie można.
Historia nadal tam jest
Zapytałem Jarosława Rolę, czy Żuławka może skrywać jeszcze nieodkryte elementy swojej przeszłości.
Odpowiedział, że jego zdaniem tak.
W podmokłym obniżeniu mogą znajdować się pozostałości konstrukcji z różnych okresów. Pod współczesnymi osadami Doliny Noteci może istnieć krajobraz dawnych wydm, miejsc wykorzystywanych przez ludzi oraz przejść łączących je przez mokradła.
Nie wiadomo, kiedy – i czy w ogóle – archeolodzy ponownie zaczną tutaj kopać.
Nie wszystko trzeba jednak wydobyć z ziemi natychmiast.
Fragment stanowiska już celowo pozostawiono przyszłym badaczom.
Dzisiaj Żuławka znów wygląda zwyczajnie.
Pola.
Łąki.
Droga.
Tylko że po poznaniu jej historii ten krajobraz przestaje być zwyczajny.
Bo czasami najciekawsze miejsca Zachodu Polski nie mają murów, wież ani ruin.
Czasami cała historia znajduje się pod naszymi stopami.
Zobacz także nasze poprzednie reportaże PREMIUM: Pałac w Kłębowcu czy Kirkut w Jastrowiu.