W Jastrowiu byłem wiele razy. Nigdy jednak nie słyszałem o starym cmentarzu żydowskim ukrytym przy drodze prowadzącej w stronę Bornego Sulinowa. Nie wskazuje go żaden drogowskaz. Nie ma tablicy z historią tego miejsca. Są tylko dwa ceglane filary stojące na skraju lasu.
ODKRYWAMY ZACHÓD POLSKI - PREMIUM 005
Miejsce, o którym nie wiedziałem
Jastrowie znam dobrze.
Przejeżdżałem przez nie wielokrotnie. Byłem w centrum, nad Gwdą i przy innych miejscach związanych z historią miasta. O żydowskim kirkucie nigdy jednak nie słyszałem.
A przecież dojazd wcale nie jest trudny.
Z centrum Jastrowia ruszam ulicą Kilińszczaków w kierunku Bornego Sulinowa. Zaraz za przejazdem kolejowym skręcam na parking przy miejscowej żwirowni.
Jestem na miejscu.
Tylko gdzie znajduje się cmentarz?
Dwa ceglane filary
Na pierwszy rzut oka widzę zwykły fragment lasu.
Drzewa, krzewy i niewielkie wzniesienie. Nic nie zapowiada, że właśnie tutaj znajduje się jedna z najcenniejszych pamiątek po żydowskich mieszkańcach Jastrowia.
Nie ma drogowskazu.
Nie ma też tablicy wyjaśniającej historię tego miejsca.
Dopiero po chwili dostrzegam dwa wysokie ceglane filary. Stoją obok siebie, ale pomiędzy nimi nie ma furtki. Nie zachował się również płot, który wyznaczałby granicę cmentarza.
To dawne wejście.
Za filarami ziemia opada, tworząc coś w rodzaju niewielkiego wąwozu. Ścieżka nie przypomina wejścia na zabytkową nekropolię. Trzeba po prostu zejść między drzewa.
Wchodzę.
Ścieżka prowadząca w przeszłość
Mijam duże mrowisko.
Nieco dalej dostrzegam fragmenty przewróconego muru. Kamienie i cegły prawie zniknęły pod liśćmi oraz leśną roślinnością.
Idę powoli.
Staram się patrzeć pod nogi. W takim miejscu nie wiadomo, gdzie kończy się ścieżka, a zaczynają niewidoczne już mogiły.
Po kilku metrach pojawiają się pierwsze macewy.
Najpierw widzę tylko ich zarysy. Szare płyty stoją pomiędzy drzewami. Jedne są wysokie i zachowały się niemal w całości. Inne przechyliły się albo częściowo zapadły w ziemię.
Podchodzę bliżej.
Cisza silniejsza od pociągu
Nekropolia leży tuż obok torów kolejowych. Stacja znajduje się bardzo blisko, w odległości, którą można oszacować na około sto metrów.
W pobliżu przejeżdża pociąg.
Powinienem słyszeć jego pęd, stukot kół i moment, w którym zatrzymuje się na stacji. Tymczasem po wejściu pomiędzy drzewa przestaję zwracać uwagę na dźwięki dochodzące z zewnątrz.
Tu jest jakby spokojniej.
Czas zatrzymał się pomiędzy macewami.
Patrzę na dorodne drzewa. Ich pnie są ciasno oplecione bluszczem. Gałęzie i zielone pnącza tworzą nad cmentarzem naturalne sklepienie.
Splątany bluszcz przywołuje myśl o losach pochowanych tu ludzi.
Losach skomplikowanych, naznaczonych historią, a w przypadku całej żydowskiej społeczności miasta także prześladowaniami i Zagładą.
Kamienie z zapisanymi imionami
Dochodzę do pierwszego nagrobka.
Nie znam hebrajskiego, dlatego większości napisów nie potrafię odczytać. Widzę rzędy starannie wykutych znaków, ozdobne obramowania i ornamenty, które mimo upływu czasu nadal zachowały swoje kształty.
Na części macew znajdują się również niemieckie inskrypcje.
Te można już odczytać.
Pojawiają się imiona, nazwiska oraz daty urodzenia i śmierci. Kamienie przestają być wtedy anonimowymi elementami starego cmentarza. Przypominają, że spoczywają tu konkretni ludzie.
Stąpam ostrożnie.
Nie chcę wejść na żaden z grobów.
Kim byli?
Zatrzymuję się przed kolejnymi macewami.
Kim byli ci ludzie?
Co robili każdego dnia? Gdzie mieszkali? Czym się zajmowali? Czy prowadzili sklepy, warsztaty, a może pracowali w miejscowych zakładach? Jakimi byli sąsiadami, rodzicami i przyjaciółmi?
Nagrobki nie dają odpowiedzi na wszystkie pytania.
Pozwalają jednak zobaczyć coś, czego nie pokazują dzisiejsze ulice Jastrowia. Przed wojną żyła tutaj społeczność, która przez wiele pokoleń współtworzyła miasto.
Pierwsi Żydzi mieli osiedlić się w Jastrowiu około 1610 roku. Przed 1771 rokiem społeczność liczyła ponad sto osób. W 1788 roku mieszkało tu 254 wyznawców judaizmu, a w 1849 roku już 509. Dane te przytacza Narodowy Instytut Dziedzictwa.
Żydzi posiadali własną gminę, synagogę i cmentarz.
Z czasem ich liczba zaczęła spadać. Wielu wyjeżdżało do większych miast lub za granicę. W 1937 roku w Jastrowiu odnotowano jeszcze 125 osób pochodzenia żydowskiego.
Później nadeszły represje, deportacje i śmierć.
Blisko trzysta lat historii
Oficjalne opracowania nie są zgodne co do dokładnej daty założenia kirkutu. Narodowy Instytut Dziedzictwa datuje obiekt na połowę XVIII wieku, natomiast w opisie historii wspomina również o możliwych pochówkach wcześniejszych.
Materiały przygotowane na zlecenie Gminy i Miasta Jastrowie określają nekropolię jako blisko trzystuletnią. Można więc bezpiecznie przyjąć, że cmentarz istniał już w XVIII wieku.
Zajmuje około 0,74 hektara.
Według dokumentacji NID zachowało się około 20 macew z XIX i XX wieku. Najstarsza rozpoznana płyta pochodzi z 1856 roku. Nagrobki wykonano z piaskowca i granitu, a inskrypcje zapisano w językach hebrajskim oraz niemieckim.
Starsze nagrobki mogą nadal znajdować się pod ziemią.
Cmentarz zamknięto w 1927 roku.
Pozostawione kamienie
Na górnych krawędziach wielu macew leżą niewielkie kamienie.
Ktoś musiał je tutaj przynieść.
W tradycji żydowskiej pozostawienie kamienia na grobie jest znakiem pamięci. Patrzę na nie i wiem, że nekropolia nie została całkowicie zapomniana.
Przy niektórych grobach stoją również wypalone znicze.
Nie ma ich wiele.
To jednak kolejny ślad czyjejś obecności. Ktoś tu przychodzi. Być może sprząta, zapala światło albo zatrzymuje się przed nagrobkami podobnie jak ja.
To drobne gesty.
W takim miejscu znaczą bardzo dużo.
Ludzie, którzy uporządkowali cmentarz
W 2011 roku opieką nad kirkutem zajęło się Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych "Horyzont". W ramach projektu "400 lat wspólnej historii" przeprowadzono inwentaryzację nekropolii i występującej na niej przyrody.
Usunięto zakrzaczenia i śmieci. W pracach uczestniczyli również nauczyciele oraz uczniowie jastrowskiego Zespołu Szkół Technicznych.
Projekt otrzymał nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych w konkursie zorganizowanym przez Samorząd Województwa Wielkopolskiego. W 2012 roku stowarzyszenie zostało uhonorowane odznaczeniem "Chroniąc Pamięć" za opiekę nad cmentarzem i działania służące zachowaniu żydowskiego dziedzictwa. Informacje o przedsięwzięciu zachowały się na stronie Gminy i Miasta Jastrowie.
W dokumentacji NID znajduje się informacja, że przy dawnej bramie umieszczono tablicę w czterech językach.
Podczas mojej wizyty jej nie widzę.
Nie ma jej pomiędzy ceglanymi filarami. Nie dostrzegam jej również przy ścieżce ani w części cmentarza, w której znajdują się macewy.
Zostały tylko dwa filary.
Miejsce, które każe się zatrzymać
Idę dalej pomiędzy nagrobkami.
Niektóre stoją samotnie. Inne tworzą niewielkie grupy. Na jednym kamieniu rozrósł się mech. Inny mocno przechylił się w stronę ziemi. Kolejny został częściowo zasłonięty przez drzewo.
To stary cmentarz.
Jest w nim jednak coś, co przyciąga. Coś, co sprawia, że człowiek zwalnia i zaczyna zastanawiać się nad ludźmi, których nigdy nie poznał.
Tutaj trudno zrobić zdjęcie i od razu odejść.
Każda macewa zatrzymuje wzrok.
Każda jest ostatnim śladem czyjegoś życia.
Historia ukryta w lesie
Oficjalne materiały turystyczne gminy nazywają jastrowski kirkut najlepiej zachowanym cmentarzem żydowskim w północnej Wielkopolsce. Informują również, że występują tu chronione rośliny, między innymi konwalia majowa, przylaszczka i bluszcz. Tym bardziej dziwi brak widocznego oznakowania.
Przejeżdżający ulicą Kilińszczaków mogą nie wiedzieć, co znajduje się za torami. Z parkingu przy żwirowni widać las i ceglane filary. Nic więcej.
A przecież wystarczyłaby jedna tablica.
Krótka historia społeczności. Plan cmentarza. Wyjaśnienie symboli umieszczonych na macewach. Informacja o ludziach, którzy przez stulecia mieszkali w Jastrowiu, a później zniknęli z jego ulic.
Bez takiej tablicy miejsce nadal pozostaje tajemnicą.
Taką samą, jaką było dla mnie przez wszystkie lata, gdy przyjeżdżałem do Jastrowia i nie wiedziałem, że kilkadziesiąt metrów za torami znajduje się ten niezwykły cmentarz.
Ostatnie spojrzenie
Jeszcze raz patrzę na stare macewy.
Na hebrajskie litery.
Na wypalone znicze.
Na kamienie pozostawione przez odwiedzających.
I na drzewa szczelnie oplecione bluszczem.
Za nimi znajduje się współczesne miasto. Blisko biegną tory, zatrzymują się pociągi, pracuje żwirownia. Tutaj wszystko wydaje się odległe.
Kirkut milczy.
Jednocześnie opowiada historię, której Jastrowie nie powinno stracić.
✦ Chwila, którą zapamiętałem
Stoję przed macewami i myślę o ludziach, których imiona zapisano w kamieniu. Nie wiem, kim byli ani jak wyglądało ich codzienne życie. Widzę jednak kamienie pozostawione na nagrobkach. To znak, że ktoś nadal o nich pamięta.
Przeczytaj poprzedni reportaż PREMIUM - Zostały dwa domy...