21 września obchodzony jest Światowy Dzień Choroby Alzheimera. To najczęstsza postać demencji – odpowiada za około 50–60 proc. jej przypadków. W Polsce, według danych przytoczonych w materiale, w 2024 roku z chorobą Alzheimera żyło około 382 tys. pacjentów, jednak rzeczywista liczba chorych może być znacznie większa.
Choroba zaczyna się wiele lat przed objawami
Alzheimer jest postępującą chorobą neurodegeneracyjną. Zmiany zachodzące w mózgu mogą rozwijać się przez wiele lat, zanim rodzina lub sam pacjent zauważą problemy z pamięcią, orientacją czy wykonywaniem codziennych czynności.
Jednym z charakterystycznych procesów jest odkładanie się w mózgu beta-amyloidu. Właśnie ten mechanizm stał się celem nowych leków, które otwierają zupełnie nowy rozdział w terapii choroby.
Przez wiele lat lekarze dysponowali przede wszystkim leczeniem objawowym. Mogło ono pomagać części pacjentów w codziennym funkcjonowaniu, ale nie było ukierunkowane bezpośrednio na patologiczne złogi białkowe związane z rozwojem choroby.
Dwa nowe leki zmieniają podejście do Alzheimera
W Unii Europejskiej dopuszczono do obrotu dwa przeciwciała monoklonalne przeznaczone dla wybranych pacjentów z wczesną chorobą Alzheimera: lekanemab, sprzedawany jako Leqembi, oraz donanemab – Kisunla.
Ich działanie jest skierowane przeciwko beta-amyloidowi. Celem terapii jest zmniejszenie ilości złogów amyloidowych w mózgu i spowolnienie pogarszania się funkcji poznawczych.
Nie oznacza to jednak wyleczenia Alzheimera ani odzyskania utraconej pamięci. Terapie mają przede wszystkim sprawić, aby choroba rozwijała się wolniej, a pacjent mógł dłużej zachować samodzielność.
Nie każdy pacjent będzie mógł otrzymać terapię
Nowe leki są przeznaczone dla osób znajdujących się na wczesnym etapie choroby – z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi lub łagodnym otępieniem związanym z Alzheimerem. Konieczne jest również potwierdzenie patologii amyloidowej.
Europejska Agencja Leków wskazuje także na dodatkowe kryteria związane m.in. z wariantem genu APOE4. Leczenie wymaga specjalistycznej kwalifikacji i regularnej kontroli.
W przypadku donanemabu konieczne są m.in. badania rezonansu magnetycznego. Jednym z możliwych działań niepożądanych są zmiany określane jako ARIA, które mogą wiązać się z obrzękiem lub niewielkimi krwawieniami w mózgu. Z tego powodu pacjent podczas terapii musi znajdować się pod ścisłym nadzorem lekarzy.
Największym problemem może być zbyt późna diagnoza
Pojawienie się leków działających na mechanizmy choroby zmienia także znaczenie wczesnego rozpoznania Alzheimera. Jeżeli terapia ma największe zastosowanie na początku schorzenia, pacjent nie może trafiać do specjalisty dopiero wtedy, gdy otępienie jest już znacznie zaawansowane.
Z materiału wynika, że na wczesnym etapie prawidłowo rozpoznawana jest tylko część przypadków, a proces diagnostyczny może trwać nawet dwa lata. Oznacza to utratę niezwykle cennego czasu.
Coraz większe znaczenie mogą więc mieć biomarkery oraz rozwijające się badania krwi pozwalające wcześniej wskazać osoby wymagające pogłębionej diagnostyki. Potrzebna jest jednak również sprawna droga od lekarza rodzinnego przez diagnostykę specjalistyczną aż do ośrodka prowadzącego leczenie.
Dłuższa samodzielność oznacza więcej niż poprawę wyników badań
Stawką jest nie tylko wynik testu pamięci. Spowolnienie choroby może oznaczać dodatkowy czas, w którym człowiek sam zrobi zakupy, przygotuje posiłek, rozpozna swoich najbliższych czy będzie mógł uczestniczyć w życiu rodziny.
Ma to również ogromne znaczenie dla opiekunów. Według danych przytoczonych w materiale około 92 proc. osób z Alzheimerem w Polsce pozostaje pod opieką członków rodziny. Wraz z rozwojem choroby opieka może wymagać coraz większego zaangażowania, ograniczenia pracy zawodowej, a niekiedy całkowitego podporządkowania życia potrzebom chorego.
Nowe leki nie kończą więc walki z Alzheimerem. Wręcz przeciwnie – pokazują, jak ważne stają się teraz szybka diagnoza, właściwa kwalifikacja do leczenia i stworzenie systemu, który pozwoli pacjentom rzeczywiście skorzystać z możliwości współczesnej medycyny.