Jadąc w Tatry, nie możesz ominąć tego miejsca
Zima w Tatrach ma swój niepowtarzalny klimat. Ośnieżone drzewa, skrzący się śnieg i cisza, którą przerywa jedynie skrzypienie kroków. Jadąc w Tatry lub wracając z Podhala, warto zboczyć z głównej trasy i zatrzymać się u podnóża Góry Piątkowej.
To właśnie tutaj stoi niezwykły Kościółek św. Krzyża – miejsce pełne historii, legend i niezwykłej atmosfery.
Kościół na Obidowej - Piątkowej - historia sięgająca XVII wieku
Według najstarszej tradycji już w drugiej połowie XVII wieku w tym miejscu stał krzyż, przy którym doszło do cudownego uzdrowienia Tomasza Mucharskiego. Wydarzenie to zapoczątkowało budowę niewielkiej, drewnianej kaplicy. Z czasem zastąpiono ją większą świątynią z zakrystią, a w 1728 roku biskupi wydali dekret pozwalający na odprawianie Mszy świętych dwa razy w roku – w święto Znalezienia Krzyża oraz Podwyższenia Krzyża.
Obecny kościół ufundował wojewoda sandomierski Jan hrabia Wielopolski, a budowę zakończono w 1757 roku. Datę tę można odnaleźć na belce tęczowej. Świątynia zachowała późnobarokowy charakter, z pięknymi ołtarzami, amboną i chórem muzycznym, na którym już w 1775 roku zainstalowano organy.
Legendy, zbójcy i cud wśród lasów
Dzieje kościółka św. Krzyża obrosły licznymi opowieściami. Jedna z najbardziej znanych legend mówi o bogatym kupcu, który podróżując dawnym traktem handlowym łączącym Polskę z Węgrami, został napadnięty przez zbójców. Otoczony przez nich, uniósł ręce ku niebu i zawołał: "Krzyżu Święty, ratuj mnie". Wówczas nad wozem miał ukazać się krzyż wśród ognistych promieni, a zbójcy – według różnych wersji – uciekli lub skamienieli. W miejscu cudu kupiec ufundował kościół.
Z tą historią wiąże się także Pocieszna Woda – źródełko, które wytrysnęło nieopodal świątyni. Do dziś wielu wierzy w jego niezwykłe właściwości, szczególnie w leczeniu chorób oczu i nóg. Źródło znajduje się po drugiej stronie zakopianki, około 250 metrów od kościoła.
Pożar i odbudowa – próba, która wzmocniła wspólnotę
Najtrudniejszym momentem w historii kościółka był 2 października 1994 roku, gdy świątynia stanęła w płomieniach. Prawdopodobnie została podpalona przez nieznanych sprawców. Ogień strawił dach, prezbiterium i południową ścianę. Dzięki szybkiej akcji strażaków – w tym Specjalistycznej Jednostki Straży Pożarnej z Krakowa – udało się uratować fragmenty ścian i chór. W akcji gaszenia brały udział aż 34 jednostki straży pożarnej, praktycznie z całego Podhala.
Odbudowa stała się prawdziwym "pospolitym ruszeniem" lokalnej społeczności. W ciągu trzech miesięcy odtworzono ściany i dach, a konserwacja wnętrza trwała nieco dłużej. Polichromię i ołtarze zrekonstruowano na podstawie stanu sprzed pożaru. W 2002 roku kościółek ponownie konsekrowano. 9 czerwca 2002 roku dokonał tego Ks. Kardynał Franciszek Macharski.
Dlaczego warto tu zajrzeć zimą?
Ferie zimowe to idealny moment, by odwiedzić to miejsce. Kościół stojący przy DK 47 zachwyca nie tylko historią, ale też położeniem – wśród lasów, z dala od zgiełku kurortów. To doskonały przystanek w drodze w Tatry lub z Zakopanego, chwila wytchnienia, refleksji i kontaktu z lokalnym dziedzictwem.
Dziś kościółek znów tętni życiem. Odbywają się tu Msze święte, śluby i chrzty, a w maju kierowcy i motocykliści przyjeżdżają na tradycyjne święcenie pojazdów. Co roku w pierwszą niedzielę października gromadzą się tu także strażacy z ponad 20 jednostek.
Jeśli więc jedziesz w Tatry w czasie ferii zimowych, nie omijaj Obidowej. To miejsce, które zostaje w pamięci na długo – niezależnie od pory roku.