Wszystko zaczęło się od rutynowych działań pod hasłem "Nieletni". Dzielnicowi z Wałcza, patrolując miasto w cywilnych ubraniach, zauważyli młodego mężczyznę, który na widok przechodniów zaczął zdradzać wyraźne oznaki zdenerwowania. Nastolatek nie miał pojęcia, że mija właśnie funkcjonariuszy, a jego "elektryczne" zachowanie zadziałało na mundurowych jak magnes.
Gdy policjanci przystąpili do legitymowania, od 17-latka uderzyła ich charakterystyczna, silna woń marihuany. Kiedy padło pytanie o zawartość wypchanych kieszeni, chłopak bez mrugnięcia okiem wypalił, że niesie ze sobą kabanosy. Ta kulinarna linia obrony szybko jednak legła w gruzach. Zamiast mięsnego przysmaku, funkcjonariusze wyciągnęli ponad 10 gramów suszu.
Badanie potwierdziło najgorszy scenariusz dla młodego "smakosza" – substancja to narkotyki, a on sam znajdował się pod ich wpływem. Zamiast do domu na kolację, nastolatek trafił prosto do policyjnego aresztu. Teraz jego sprawą zajmie się sąd, a kreatywne tłumaczenie o kabanosach przejdzie do historii lokalnych anegdot, choć finał tej historii jest bardzo poważny.
W Polsce prawo w tej kwestii jest nieubłagane. Posiadanie środków odurzających to przestępstwo, za które grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności oraz wysoka grzywna. 17-latek, który próbował zrobić z policjantów głodnych amatorów wędlin, musi teraz liczyć się z konsekwencjami, które mogą zaważyć na jego dorosłości. Ta "przekąska" będzie go słono kosztować.