Sanktuarium w Skrzatuszu z bazyliką i namiotem pielgrzymów © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Skrzatusz. Są miejsca, do których się wraca

Krzysztof Dęga

Są miejsca, które można zwiedzić, sfotografować i zaznaczyć na mapie. Skrzatusz do nich nie należy. Do tutejszego sanktuarium wracam od wielu lat, a podczas każdej wizyty odnajduję coś, czego wcześniej nie zauważyłem. Tym razem od przyjazdu do wyjazdu towarzyszył mi bocian.

ODKRYWAMY ZACHÓD POLSKI PREMIUM · REPORTAŻ NR 002 · TEKST I ZDJĘCIA: KRZYSZTOF DĘGA

Skrzatusz, Dom Pielgrzyma, Toalety, Herbaciarnia
Skrzatusz, Dom Pielgrzyma, Toalety, Herbaciarnia © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Pierwszy obraz tego dnia

Są miejsca, w których człowiek zaczyna mówić ciszej. Nie dlatego, że ktoś tego wymaga. Dzieje się to samo, jeszcze zanim przekroczy się próg świątyni.

Do Skrzatusza przyjeżdżam w lipcową środę. Zatrzymuję się w pobliżu Domu Pielgrzyma i przez chwilę rozglądam po znajomym terenie. Byłem tutaj wiele razy, ale nigdy nie rozpoczynam wizyty od razu od fotografowania.

Najpierw patrzę.

Właśnie wtedy nad Domem Pielgrzyma przelatuje bocian. Pojawia się niespodziewanie, zatacza spokojny łuk i znika za drzewami. Nie przywiązuję jeszcze do tego większej wagi. To po prostu pierwszy obraz tego dnia.

Skrzatusz nie jest miejscem, które ogląda się w pośpiechu. Najlepiej zaplanować co najmniej pół dnia, aby spokojnie zobaczyć bazylikę, Drogę Krzyżową i wzgórze z krzyżem.

Przede mną bazylika, plac i kolejne miejsca rozłożone na rozległym terenie sanktuarium. Znam je, a jednak za każdym razem układają się nieco inaczej. Zależy to od światła, liczby pielgrzymów, pory roku, a może również od tego, z czym samemu się tutaj przyjeżdża.

Skrzatusz, dzwonnica
Dzwonnica w Skrzatuszu

Do Skrzatusza wracam od wielu lat.

Za każdym razem odnajduję tu coś, czego wcześniej nie zauważyłem. Pamiętam bazylikę sprzed remontu. Jej wnętrze było bardziej surowe i wyraźnie nosiło ślady czasu. Dziś świątynia wygląda inaczej, ale atmosfera pozostała ta sama.

Jeszcze przez chwilę pozostaję przed wejściem.

Fasada bazyliki w Skrzatuszu
Detal przed wejściem do bazyliki w Skrzatuszu

Za ciężkimi drzwiami czeka zupełnie inny świat.

Moje miejsce w ostatnich ławkach

Po wejściu do bazyliki nie kieruję się od razu w stronę ołtarza.

Najpierw siadam w jednej z ostatnich ławek po prawej stronie. Robię tak niemal podczas każdej wizyty. Z tego miejsca mogę spokojnie objąć wzrokiem całe wnętrze, a jednocześnie nie przeszkadzać osobom, które przyszły się modlić.

Wnętrze bazyliki w Skrzatuszu
Wnętrze bazyliki w Skrzatuszu © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Aparat pozostaje jeszcze schowany.

Zanim rozpocznę pracę, sam przez chwilę się modlę. Nie chcę przychodzić tutaj wyłącznie jako reporter. Dopiero później wyjmuję sprzęt i zaczynam szukać pierwszych kadrów.

W bazylice jest młode małżeństwo z malutkim dzieckiem w wózku. Nie rozmawiają głośno. Nie zwracają na siebie uwagi. Są jednymi z tych osób, które podczas zwykłego dnia pojawiają się w sanktuarium na krócej lub dłużej, każda z własnym powodem przyjazdu.

Powoli przechodzę między ławkami. Nie fotografuję wszystkiego. Najpierw próbuję zobaczyć wnętrze takim, jakie jest, a dopiero później decyduję, co rzeczywiście warto zatrzymać w kadrze.

Patrzę na sklepienie, ołtarze i barokowe wyposażenie. Obecna świątynia została wzniesiona w latach 1687–1694, a konsekrowano ją w 1701 roku. Narodowy Instytut Dziedzictwa opisuje ją jako barokowy, jednonawowy kościół z zachowanym bogatym wyposażeniem. Obiekt znajduje się także w rejestrze zabytków.

Nie próbuję jednak oglądać wszystkiego jednocześnie.

Najważniejsze miejsce znajduje się przede mną.

Kilka kroków do Piety

Ołtarz z Pietą
Zbliżenie prawdziwej Piety

W stronę ołtarza idę powoli.

Nie podchodzę od razu najbliżej. Najpierw zatrzymuję się w pewnej odległości i patrzę na całość. Dopiero po chwili robię kolejne kroki.

W centrum znajduje się Pieta – przedstawienie Maryi trzymającej na kolanach ciało Chrystusa. To właśnie z nią od wieków związana jest historia Skrzatusza.

Figura pochodzi z XV wieku i została wykonana z drewna wierzbowego. Według oficjalnej historii sanktuarium trafiła tutaj w 1575 roku po wydarzeniach w kościele w Mielęcinie. Nabyła ją Katarzyna Kadujska, nazywana także Kadrzycką, i przeznaczyła do miejscowej drewnianej świątyni. W 1660 roku biskup poznański Wojciech Tolibowski erygował w Skrzatuszu samodzielną parafię, a Pietę uznano za cudowną na podstawie dokumentacji 66 opisanych wydarzeń.

Stojąc przed figurą, nie myślę jednak najpierw o datach.

Z bliska wzrok zatrzymuje się na twarzach Maryi i Chrystusa, na dłoniach oraz ułożeniu postaci. Nie próbuję nazywać tego, co powinien czuć człowiek stojący przed ołtarzem. Każdy przychodzi tutaj z własnymi myślami.

Przez chwilę nie fotografuję.

Po prostu patrzę.

Dopiero później podnoszę aparat. Robię kilka zdjęć, sprawdzam kadr i odkładam sprzęt. Nie chcę, aby samo fotografowanie przesłoniło spotkanie z miejscem.

Na głowach Maryi i Jezusa znajdują się otwarte korony papieskie, nałożone w 1988 roku przez prymasa Polski kardynała Józefa Glempa. Oficjalne materiały sanktuarium informują również o starszych koronach odnalezionych podczas remontu w 2011 roku; ich najstarsze części datowane są na około 1660 rok.

Patrzę jeszcze raz na Pietę.

Od setek lat przed tą niewielką figurą zatrzymują się kolejne pokolenia. Zmieniały się granice, języki i mieszkańcy tych ziem, ale ludzie nadal przyjeżdżają do Skrzatusza.

Historia skrzatuskiej Piety
Historia skrzatuskiej Piety © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Historia tego miejsca nie kończy się jednak przy głównym ołtarzu.

Anioł w bazylice w Skrzatuszu
Zabytkowe organy w bazylice w Skrzatuszu

Pamięć o dawnej bazylice

Wracając w stronę ostatnich ławek, przypominam sobie świątynię sprzed prac remontowych. Pamiętam stare drewniane podłogi i wnętrze, które wydawało się znacznie bardziej surowe. Nie próbuję dziś rekonstruować każdego szczegółu. Po tylu latach pamięć zatrzymuje przede wszystkim ogólne obrazy.

Pamiętam również księdza Józefa Słowika, który był proboszczem w Skrzatuszu w latach 2001–2011. To właśnie z tamtym okresem łączą się niektóre z moich wcześniejszych wizyt. Oficjalny wykaz duchownych diecezji potwierdza lata jego posługi w miejscowej parafii.

Witraż w bazylice w Skrzatuszu
Udokumentowane Cuda Skrzatuskie

Dziś bazylika jest odnowiona. Zmieniło się wiele elementów, lecz nie zmienił się powód, dla którego przyjeżdżają tu ludzie.

Parafia w Skrzatuszu została formalnie erygowana 15 listopada 1660 roku. Świątynia ma godność bazyliki mniejszej od 9 listopada 2018 roku; uroczyste ogłoszenie tego tytułu odbyło się w następnym roku.

Daty porządkują historię. Nie tłumaczą jednak wszystkiego.

Żeby lepiej zrozumieć to miejsce, trzeba wyjść poza mury bazyliki.

Rodzina przy Drodze Krzyżowej

Mężczyzna, którego wcześniej widziałem w świątyni, wychodzi przed swoją żoną. Prowadzi wózek z malutkim dzieckiem i kieruje się w stronę kaplic Drogi Krzyżowej.

Kobieta pozostaje jeszcze w bazylice, aby się pomodlić.

Po pewnym czasie również wychodzi. Idzie w stronę męża i dziecka, a następnie do nich dołącza.

Nie dzieje się nic spektakularnego. Nikt nie zwraca uwagi na tę scenę. Właśnie takie chwile najlepiej pokazują jednak, że sanktuarium nie jest wyłącznie zabytkiem oglądanym przez turystów. To miejsce, do którego ludzie przyjeżdżają razem, ale nie zawsze przez cały czas idą obok siebie. Czasem jedna osoba zostaje jeszcze na modlitwie, a druga spokojnie czeka z dzieckiem.

  • Ołtarz polowy w Skrzatuszu
  • Ołtarz polowy na tyłach bazyliki w Skrzatuszu
[1/2] Ołtarz polowy w Skrzatuszu Źródło zdjęć: Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Ruszam w stronę kapliczek.

Idę bez pośpiechu. Droga Krzyżowa prowadzi przez teren sanktuarium, oddalając się od głównego wejścia do bazyliki. Mijam kolejne stacje, a następnie przechodzę obok wielkiego namiotu.

Jedna z kapliczek Drogi Krzyżowej w Skrzatuszu
Jedna z kapliczek Drogi Krzyżowej w Skrzatuszu

Na co dzień jego rozmiar może zaskakiwać. Podczas dużych wydarzeń wypełnia się jednak ludźmi. Oficjalne relacje sanktuarium potwierdzają, że pod namiotem na skrzatuskich błoniach odbywają się między innymi Diecezjalne Spotkania Młodzieży.

Wielki namiot na błoniach bazyliki
Wielki namiot na błoniach bazyliki © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Za namiotem droga prowadzi dalej, w stronę wzgórza z krzyżem.

Dopiero z góry widać, jak wszystkie części sanktuarium łączą się ze sobą.

Skrzatusz widziany ze wzgórza

Wchodzę na wzgórze.

Przy krzyżu zatrzymuję się na dłużej. Stąd roztacza się szeroki widok nie tylko na okoliczne pola i drzewa, ale również na cały teren sanktuarium.

Widok na bazylikę ze wzgórza z krzyżem
Widok na bazylikę ze wzgórza z krzyżem © Twoje7dni | Krzysztof Dęga

Widzę bazylikę, ołtarz polowy, dzwonnicę, kapliczki Drogi Krzyżowej i wielki namiot. Z poziomu placu każdy z tych obiektów ogląda się osobno. Ze wzgórza zaczynają tworzyć jedną przestrzeń.

To miejsce wygląda inaczej w zwykły dzień, kiedy na błoniach jest spokojnie, a inaczej podczas wielkich uroczystości. Teraz mogę zatrzymać się bez pośpiechu i zobaczyć układ całego terenu.

Właśnie wtedy po raz drugi tego dnia pojawia się bocian.

Leci pomiędzy bazyliką a drzewami. Widzę go wyraźnie ze wzgórza, choć tylko przez chwilę. To ten sam spokojny lot, który zwrócił moją uwagę niedługo po przyjeździe.

Tym razem zapamiętuję go lepiej.

Nie próbuję jednak nadawać temu żadnego znaczenia. Bocian po prostu po raz drugi przecina przestrzeń sanktuarium, a ja znajduję się w miejscu, z którego mogę obserwować jego lot.

Jeszcze raz spoglądam na bazylikę i pozostałe obiekty.

Potem ruszam w dół.

Najlepsze zdjęcia bazyliki wykonasz ze wzgórza z krzyżem. To właśnie stamtąd najlepiej widać cały układ sanktuarium.

Bazylika po lewej stronie

Schodzę ze wzgórza w kierunku parkingu.

Bazylika nie znajduje się za moimi plecami. Pozostaje po lewej stronie, cały czas w zasięgu wzroku. Z każdym krokiem widzę ją pod nieco innym kątem.

Nie zatrzymuję się już przy każdym miejscu. Mam zrobione zdjęcia, ale nie przeglądam ich jeszcze na ekranie aparatu. Na to przyjdzie czas po powrocie.

Teraz chcę po prostu przejść ostatni fragment drogi.

Po około półtorej godziny od przyjazdu cały teren jest mi już ponownie znajomy, a jednocześnie widzę go inaczej niż na początku. Najpierw były pojedyncze obrazy: Dom Pielgrzyma, fasada bazyliki, ostatnia ławka po prawej stronie, Pieta, młode małżeństwo i dziecko w wózku. Ze wzgórza wszystko połączyło się w całość.

Zbliżam się do parkingu.

Słońce ponownie wychodzi zza chmur i oświetla bazylikę. Wtedy nad sanktuarium po raz trzeci przelatuje bocian.

Pierwszy raz widziałem go nad Domem Pielgrzyma, zaraz po przyjeździe. Później pojawił się między bazyliką a drzewami, kiedy stałem na wzgórzu. Teraz wraca na końcu tej samej wizyty.

Nie wyjmuję już aparatu.

Nie dlatego, że nie zdążyłbym zrobić zdjęcia.

Po prostu nie czuję takiej potrzeby.

Nie wszystko trzeba zamknąć w kadrze. Niektóre obrazy najlepiej zachować po prostu w pamięci.

Ruszam w stronę samochodu.

Wiem, że prędzej czy później znów tu wrócę.

Bo są miejsca, do których po prostu się wraca.

📍 Następny reportaż już wkrótce...

Odkrywamy Zachód Polski - Reportaż PREMIUM 002
Odkrywamy Zachód Polski - Reportaż PREMIUM 002 © Twoje7dni | Krzysztof Dęga
Wybrane dla Ciebie