Connect with us

Lifestyle

Wiosenna ramówka TVN startuje już dziś, szykujcie się na nowości i gorące hity!

Published

on

Wiosna w TVN to czas niespodzianek i wielkich emocji. Jedną z najbardziej oczekiwanych premier jest program „The Traitors. Zdrajcy”, który już w środę 28 lutego zapewni elektryzującą rozgrywkę inspirowaną popularną grą Mafia. Drugim nowym formatem wartym uwagi jest „Czas na Show. Drag Me Out”, który zapowiada kolorową i pełną blasku zabawę. Oprócz tego emocjonujący reality show „Pokonaj mnie, jeśli potrafisz” z udziałem Małgorzaty Rozenek-Majdan, pełen ekstremalnych wyzwań i intensywnych treningów. Wśród nowych twarzy stacji znajdą się: Julia Wieniawa, Michał “Rozkoszny” Korkosz, Malwina Wędzikowska i Jan Pirowski. Emocjonujące programy, znane i lubiane kontynuacje – to wszystko czeka tej wiosny na widzów TVN!

Nadchodząca nowość TVN jest tego dowodem. Format „The Traitors. Zdrajcy” szturmem podbija rynek światowej widowni. Jest doceniany za świeżość, trzymającą w napięciu akcję oraz ciekawą i zróżnicowaną obsadę. Polska wersja trafi na antenę TVN już 28 lutego, odcinki emitowane będą w każdą środę o godz. 21:35. „The Traitors. Zdrajcy” to format, który zelektryzował świat. Jego formuła inspirowana jest popularną grą Mafia, w której uczestnicy potajemnie dzielą się na „lojalnych” i „zdrajców”. Ich misją jest ukończenie serii wyzwań, a tym samym zdobycie nagrody pieniężnej. Wszyscy przebywają w zamku, stanowiącym mroczną scenerię i tło dla wydarzeń podczas trwania programu. Zadaniem tytułowych zdrajców będzie wyeliminowanie „lojalnych”. Natomiast Ci zrobią wszystko, żeby jako pierwsi zdemaskować swoich przeciwników, a przede wszystkim – ochronić siebie. Od tej pory, każdy zawodnik obiera własną strategię gry. W rolę prowadzącej wcieli się Malwina Wędzikowska.

 

Advertisement

„Wiosenna ramówka telewizyjna to zawsze czas pełen oczekiwań i emocji. Zawsze staramy się podążać za naszym widzem, a on dziś potrzebuje emocji, inspiracji i przede wszystkim autentyzmu. TVN zawsze była odważną stacją i dlatego nadal szukamy nowych programów, eksperymentujemy i nie osiadamy na laurach. W tym sezonie postawiliśmy na nowości, które spełniają powyższe kryteria: “The Traitors. Zdrajcy”, który wywołuje niezwykłe emocje, “Czas na show. Drag me out”, z kolei pokazuje autentyczność i prowokuje do refleksji, a “Pokonaj mnie, jeśli potrafisz”, zainspiruje i zaskoczy” – mówi dyrektorka programowa TVN Lidia Kazen.

Czas na Show, jakiego w Polsce jeszcze nie było! Wiosną scenę przejmą najlepsze performerki sztuki Drag nad Wisłą, które podejmą się nie lada wyzwania. Himera, Gąsiu, Shady Lady, Ciotka Offka, Adelon i Twoja Stara – sześć Drag Mentorek będzie starało się wydobyć wewnętrzną Królową ze znanych podopiecznych. Która z nich stworzy najlepszy duet ze swoim uczniem i zgarnie królewski diadem? O tym zadecyduje wymagające jury – Anna Mucha, Andrzej Seweryn oraz Michał Szpak. W zmaganiach uczestników wesprze prowadząca program, prawdziwy wulkan energii – Mery Spolsky. Będzie kolorowo, cekinowo, brokatowo, po prostu, wystrzałowo! Zjawiskowy „Czas na Show. Drag Me Out”, już 5 marca, o godz. 21.35.

 

W kwietniu, w emocjonującym reality show “Pokonaj mnie, jeśli potrafisz”, Małgorzata Rozenek-Majdan podejmie ekstremalne wyzwania, rzucone jej przez sześciu mężczyzn. Od momentu startu przygotowań do pojedynków, jej grafik wypełniają katorżnicze treningi, wielogodzinne sesje ćwiczeń czy sprawdzające granice wytrzymałości, obozy sportowe. Codziennym niezbędnikiem staje się natomiast hart ducha, skupienie, motywacja, a momentami nawet brawura! Czy Małgorzacie uda się zmierzyć z własnymi słabościami, lękami i podjąć walkę o zwycięstwo? W programie „Pokonaj mnie, jeśli potrafisz” Małgorzata Rozenek-Majdan wychodzi poza własną strefę komfortu i ściąga płaszcz idealnego wizerunku. Przyjmując wyzwania, rzucane jej przez mężczyzn, pokazuje swoje prawdziwe ja, „bez filtra”!

 

Advertisement

Wiosna to również ulubione programy widzów! W niedzielę, 3 marca, o godz. 20.00 rusza nowa odsłona najbardziej popularnego kulinarnego show na świecie – „MasterChef Nastolatki”! Tym razem zobaczymy uczestników w wieku od 13 do 17 lat. Pretendentów do najlepszego MasterChefa wśród nastolatków oceniać będą Michel Moran, Tomasz Jakubiak i Dorota Szelągowska, zaś Michał „Rozkoszny” Korkosz zadebiutuje jako Influencer kulinarny, będąc jednocześnie wsparciem dla zawodników. Wśród gości „MasterChef Nastolatki” pojawią się także Ewa Chodakowska, Martyna Wojciechowska, Przemysław Klima oraz Sofia Konecka-Menescal!

„Mam Talent!” powróci na antenę 2 marca, o godz. 20.00 w nowym wydaniu! Za stołem jurorskim 15. edycji show zasiądą Agnieszka Chylińska, Marcin Prokop oraz Julia Wieniawa. Odmieniony skład jury to jednak nie koniec niespodzianek – program poprowadzi zupełnie nowy duet – Agnieszka Woźniak-Starak oraz Jan Pirowski.

 

W nowym sezonie „Niezwykłych Stanów Prokopa”, który po raz pierwszy będzie miał swoją premierę na głównej antenie, prowadzący wybierze się w kolejną podróż po Stanach Zjednoczonych, by odkryć przed widzami niezwykłe historie bohaterów poszukujących własnej recepty na szczęście. Każdy odcinek to nowe historie i wyprawy do zakamarków Ameryki, które prowadzący będzie odkrywać razem z widzami od 3 marca, o godz. 11.40.

Advertisement

Nie może oczywiście zabraknąć najlepszych seriali. Najpopularniejsza “Skazana” w Polsce – Alicja Mazur – powraca na antenę 29 kwietnia, o godz. 21.35. Tym razem, żeby zawalczyć nie tylko o siebie, ale też o najważniejszą osobę w jej życiu – córkę Hanię. A to nie jest łatwe, kiedy wokół więcej wrogów niż przyjaciół. W trzecim sezonie do obsady hitowej produkcji Playera dołączają Gabriela Muskała i Leszek Lichota.

Na antenie TVN wiosną znajdzie się też pierwszy sezon serialu „Odwilż” pod marką HBO EUROPE, który będzie emitowany od 4 marca, w poniedziałki o 21.35. Produkcja śledzi losy policjantki, która nie jest w stanie pogodzić się z okolicznościami śmierci męża i obsesyjnie angażuje się w pracę. W roli głównej Katarzyna Wajda.

W nowej ramówce widzowie obejrzą ponadto codzienne produkcje emitowane od pn.-pt.  „Detektywi” o godz. 18.00 i „Ukryta prawda” o godz. 16.55 oraz serial „Na Wspólnej” pn.-czw. o 20.15. Kolejne sezony „Co za tydzień”, „Milionerów”, „Kuchennych rewolucji” czy „Kuby Wojewódzkiego” pokazują, że to, co nigdy się nie starzeje – to jakość! Najchętniej oglądany program informacyjny “Fakty” dostarczy rzetelnych informacji codziennie o 19.00. Natomiast zaangażowani dziennikarze “Uwagi!” przedstawią zaskakujące historie codziennie o 19.55. Najlepsze dziennikarstwo śledcze w wydaniu “Superwizjera” dostępne na antenie od 20 lutego o godz. 23.40. „Dzień Dobry TVN” niezmiennie będzie witał swoich widzów o 7:45. Tu znajdą wszystko czego potrzebują o poranku, by dobrze rozpocząć dzień. Informacje, rozrywka, porady, spotkania z niezwykłymi bohaterami. Dzięki ulubionym prowadzącym poranki wypełnione będą pozytywną energią.

Advertisement
Continue Reading
Advertisement
Click to comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Lifestyle

Czesław Mozil: Ciągle mam poczucie, że nie zostałem odkryty

Published

on

By

fot. PAP

Trochę nasz, trochę obcy. Nagrywa płyty, koncertuje, a ostatnio wystąpił w Opolu z piosenką „Ławeczka”, za którą otrzymał nagrodę publiczności na koncercie „Premiery”. Jaki jego kolejny cel? „Przyznam się, że marzę o fajnym programie muzycznym dla dzieci. Od dawna mam na to pomysł” – Czesław Mozil wyjawił w rozmowie z PAP Life.

PAP Life: Kiedy 31 maja w Opolu razem z Michałem Zabłockim zaśpiewaliście „Ławeczkę” w konkursie „Premier”, wiele osób z pewnością zastanawiało się, gdzie byłeś, kiedy cię nie było.

 

 

Advertisement

Czesław Mozil: Czasem słyszę takie pytania i wtedy opowiadam taką anegdotę. Pani nauczycielka pyta dzieci w klasie: „Piotr, co robi twój ojciec?”. „Jest strażakiem”. Potem pyta Halinkę: „Co robi twoja mama?”. „Jest pielęgniarką”. A później Zosię: „Czym się zajmuje twoja mama?”. Zosia odpowiada: „Moja mama jest aktorką”. Nauczycielka pyta: „A w jakim serialu gra?”. „Moja mama nie gra w serialu, ona gra w teatrze” – tłumaczy Zosia. „To jaka z niej aktorka?” – dziwi się nauczycielka. Byłem jurorem w „X Factorze” i bardzo się z tego cieszę, ale przede wszystkim jestem muzykiem. Cały czas dużo pracuję, nagrywam płyty, gram ponad 80. koncertów rocznie, spędzam ponad 120 dni poza domem. A poza tym robię mnóstwo innych rzeczy.

 

 

Dzisiaj na przykład pojechałem spotkać się z dzieciakami, które mieszkają w domu opieki, blisko Płońska. Większość z nich ma FAZ (płodowy zespół alkoholowy – red.), są niepełnosprawne. Poprosił mnie o to znajomy, więc wsiadłem w samochód i poświęciłem na to pół dnia. Media o tym nie wiedzą, bo o tym głośno nie mówię. Kiedy odwiedzałem dzieci na onkologii, często słyszałem od personelu medycznego, że dziękują mi, że zgodziłem się przyjechać, bo jak dzwonią do różnych celebrytów, to większość z nich mówi: „Chętnie przyjadę odwiedzić dzieci, tylko że z kamerą”. Po co pomagać, jak się potem nie można tym pochwalić?

Advertisement

 

 

PAP Life: Z drugiej strony z zawodami artystycznymi trochę tak jest, że jak nie ma cię w mediach, to ludzie myślą, że nic nie robisz.

 

Advertisement

 

C.M.: Wydaje mi się, że od czasu do czasu jestem w telewizji. Dwa lata temu byłem jurorem w programie „Lego Masters”, niedawno w „Dzień Dobry TVN” oprowadzałem po warszawskiej Pradze, gdzie mieszkam. A ostatnio, kiedy w Opolu otrzymałem nagrodę za „Ławeczkę”, to dostałem w TVP więcej czasu antenowego niż przez ostatnie osiem lat. Nie wiem, czy to dużo, czy mało. Przyznam się, że marzę o fajnym programie muzycznym dla dzieci. Od dawna mam na to pomysł, który osiem lat temu był już prawie zaklepany w telewizji publicznej, ale potem wszystko się zmieniło, odeszli ludzie, z którymi to omawiałem. Oczywiście, z różnych powodów to nie jest program dla komercyjnej stacji jak TVN czy Polsat. Poza tym, praca w telewizji, wbrew pozorom, często zależy od kontaktów. Kiedyś byłem przekonany, że tak nie jest, ale teraz widzę, jak to funkcjonuje. Może nie zabrzmi to skromnie, ale myślę, że jestem dużo ciekawszy i bardziej barwny niż wielu ludzi, którzy robią karierę w telewizji. Może kiedyś przyjdzie na mnie czas, a może nie.

 

 

Advertisement

PAP Life: Skoro wspomniałeś o programie dla dzieci. Wymyśliłeś projekt „Grajkowie Przyszłości”, w ramach którego dzieci ze szkół muzycznych z całego kraju akompaniują ci. Nagrałeś dwie płyty z dziećmi ze szkół czy ognisk muzycznych, za które odebrałeś dwa Fryderyki (2020 i 2024). Skąd taki pomysł czy potrzeba, żeby pracować z dziećmi?

 

 

C.M.: Mam wykształcenie muzyk-nauczyciel, więc tak naprawdę najbardziej logiczne byłoby, żebym trafił do szkoły muzycznej i uczył gry na akordeonie. I pewnie tak by było, gdybym nie żył z koncertowania, grania swoich piosenek. Ale mam ogromny szacunek dla zawodu nauczyciela, moja mama była nauczycielką. Uważam, że jest bardzo niedoceniany. Projekt „Grajkowie Przyszłości” wymyśliłem też po to, żeby zwrócić uwagę na wspaniałych nauczycieli, którzy w małych miastach i miasteczkach wykonują niesamowitą robotę. Na przykład w małej miejscowości Frygi pod Piłą jest szkoła podstawowa, w której uczy pan Stanisław. On od prawie 50 lat prowadzi harcerski zespół mandolinowy, w którym grają już kolejne pokolenia. Nagrałem z nimi piosenkę „Zręczne Frygi”. Dzięki „Grajkom Przyszłości” dzieci z szkół muzycznych trochę szybciej wchodzą w świat rozrywki. Zawsze mówię, że mam nadzieję, że za 20 czy 30 lat nie będą czuły obciachu, że ze mną nagrali taką piosenkę.

Advertisement

 

 

Natomiast dla mnie – poza satysfakcją, że robię coś sensownego – jest to odskocznia. W swoich piosenkach poruszam trudne tematy, piszę o przemocy domowej, uzależnianiach. Przychodzą takie momenty, kiedy mam kryzys, wydaje mi się, że to, to, co robię, nie ma racji bytu. I wtedy mogę przerzucić swoja energię na pracę z dzieciakami, pisać trochę lżej, może nawet infantylnie, nie zastanawiać się, jak szeroki będzie odbiór takiej płyty. Wbrew pozorom przygotowanie płyty z dzieciakami zajmuje mi trzy, cztery razy więcej czasu niż mojej. Finansowo też jest to szalenie drogie, bo do każdej piosenki chcę nagrać teledysk. Ale warto to wszystko robić. Potem dzwonią do mnie dyrektorzy szkół muzycznych, że dzieciaki są szczęśliwe, zapraszane do prezydenta miasta czy do burmistrza, pisze się o nich mediach: „Dzieci z Kutna z Fryderykiem”. Dlatego ten projekt jest dla mnie ważny i wiem, że będę go robił przez wiele lat. Mam dobry kontakt z dzieciakami. Może dlatego, że nigdy nie ściemniam, traktuję ich po partnersku.

 

Advertisement

 

PAP Life: Ktoś mógłby ci zarzucić: „A co ty wiesz o dzieciach, skoro nie masz własnych”. Kiedyś publicznie powiedziałeś, że zdecydowaliście z żoną Dorotą, że nie będziecie mieli dzieci. To dość odważne stwierdzenie. Z jakimi reakcjami się spotkaliście?

 

 

Advertisement

C.M.: Różnymi, ale bardzo wiele osób napisało, że to było dla nich ważne, że poczuli wsparcie. W Polsce jest dość duża presja społeczna, żeby mieć dzieci. W naszym przypadku było tak, że dziecko się nie pojawiało, zrobiliśmy badania i moje wyszły fatalnie. Mogliśmy zacząć się starać, wejść w program, ale usiedliśmy i porozmawialiśmy, czy naprawdę tego chcemy, czy chcemy zacząć tę walkę. Wiadomo, że koszty, także psychiczne, zdrowotne są ogromne. Wiele związków się rozpada. My nie chcieliśmy ryzykować naszego małżeństwa. Ta rozmowa była bardzo krótka i dzisiaj już w ogóle nie wracamy do tego tematu. Być może też jesteśmy wygodni i dobrze nam we dwoje. W tym roku stuknie nam ósma rocznica ślubu. Kiedy się spotkaliśmy, oboje byliśmy już dojrzałymi ludźmi, ale ja nigdy wcześniej nie mieszkałem z kobietą. Trudno było spotkać tę właściwą osobę. Dorota jest kobietą mojego życia.

 

 

PAP Life: Twoja żona jest stylistką. To ona ubrała cię w niebieski garnitur na występ w Opolu?

Advertisement

 

 

C.M.: Tak, zawsze doradza mi, kiedy mam sesję zdjęciową, idę do telewizji. Dorota wymyśliła, że mamy z Michałem (Zabłockim) być ubrani w garnitury. Powiedziała: „Jesteście panami w wieku 45 i 60 lat. Musicie wyglądać taktownie i mieć szacunek do widza”.

 

Advertisement

 

PAP Life: Wracając do Opola i „Ławeczki”. Nagroda publiczności w Opolu to dowód, że publiczność cię ceni i lubi.

 

 

Advertisement

C.M.: Nasza piosenka wygrała dzięki SMS-om. Myślę, że oprócz tego, że jest fantastyczna, to jakiś wpływ mogło mieć to, że ja bardzo dużo jeżdżę po kraju. Nie gram dużych koncertów, tylko zwykle dla 100-150 osób, często potem spotykam się z ludźmi, rozmawiamy, oni mnie osobiście znają. Ale z drugiej strony mamy piosenkę, która wygrywa Opole, a żadne komercyjne radio jej nie gra. To jest zadziwiające.

 

 

PAP Life: Dlaczego?

Advertisement

 

 

C.M.: Czasem wystarczy, że jeden redaktor muzyczny powie, że piosenki z Opola są „be”, bo to nie jest wysublimowany gust. I wtedy taka piosenka się nie pojawi na antenie. Moja „Maszynka do świerkania” też nie była grana w stacjach komercyjnych, mimo że w tamtym czasie to był jeden z najbardziej popularnych utworów. Ale nie będę narzekał. Na pewno dzięki tej nagrodzie zrobiło się o nas głośniej, piosenka ma więcej wyświetleń. Mamy też z Michałem Zabłockim pomysł, żeby razem zrobić płytę.

 

Advertisement

 

Zauważyłem, że jak się jest debiutantem, to budzi to ciekawość: +O, ktoś nowy. Zobaczymy, co potrafi+. A tacy weterani jak ja, którzy są w tej branży od nastu lat, to już niekoniecznie są interesujący. Bo dla niektórych już się skończyłeś. Grałeś muzykę alternatywną, a potem poszedłeś do „X Factora”, teraz śpiewasz piosenki o przemocy domowej i robisz płyty z dzieciakami. To kim ty właściwie jesteś? Ciągle mam poczucie, że nie zostałem odkryty. Ludzie po koncertach przychodzą i mówią, że się tego nie spodziewali. Pytam: „A czego się państwo spodziewali?”. I słyszę: „No nie wiemy”.

 

 

Advertisement

PAP Life: „Ławeczka” to piosenka o przyjaźni, która pomaga przetrwać trudne chwile. Masz taką ławeczkę przyjaciół?

 

 

C.M.: Mam. Moja żona jest moim pierwszym takim przyjacielem na ławeczkę.

Advertisement

 

 

PAP Life: Ale pytam o kumpli. Bo „Ławeczka” jest o męskiej przyjaźni.

 

Advertisement

 

C.M.: „Ławeczka” jest o przyjaźni jako takiej, niekoniecznie męskiej. Ja ławeczkę dzielę z trzema kolegami z Danii. Jednego znam jeszcze z duńskiej podstawówki, a dwóch z liceum. Spotykamy się raz na pół roku, raz na rok, czasem w Warszawie, innym razem w Krakowie czy Berlinie. Przez dwa dni gadamy, imprezujemy. Taki nasz Kac Vegas.

 

 

Advertisement

PAP Life: Rozmawiacie po duńsku?

 

 

C.M.: Jak najbardziej, oni są Duńczykami. Co ciekawe, kiedy jadę do Danii, odwiedzam ojca, siostrę, czy innych znajomych, to z nimi się już nie widuję. Tamte spotkania są już dla nas wystarczające.

Advertisement

 

 

PAP Life: Wyjechałeś z Polski, kiedy miałeś pięć lat. Co tak naprawdę zdecydowało, że kilkanaście lat temu postanowiłeś wrócić do kraju na stałe?

 

Advertisement

 

C.M.: Czasem mówię, że jestem emigrantem zarobkowym w kraju, w którym się urodziłem. To jest troszeczkę taki twist. Ale taka jest prawda.

 

 

Advertisement

PAP Life: Uważasz, że w Polsce zrobiłeś większą karierę niż mógłbyś w Danii?

 

 

C.M.: Dla mnie to, że w ogóle zrobiłem w Polsce jakąś karierę jest już bardzo dziwne. Kiedy pojawiłem się 15 lat temu, to, co robiłem, dla wielu było głęboką alternatywą.

Advertisement

 

 

PAP Life: Ale z pewnością twój wizerunek trochę Polaka, trochę obcokrajowca, który mówi po polsku z akcentem, pomógł ci. Media chętnie takie osoby „zagospodarowywały”.

 

Advertisement

 

C.M.: Tak, ale przyznam też, że denerwuje mnie, jak niektóre z tych gwiazd specjalnie źle mówią po polsku, żeby robić z tego atut.

 

 

Advertisement

PAP Life: Bo to jest atut.

 

 

C.M.: Na pewno. Prawda jest taka, że Bałwanek Olaf mówi po polsku z duńskim akcentem (Czesław Mozil dubbingował Bałwanka Olafa w filmie „Kraina lodu” – red.). Nawet dzisiaj tłumaczyłem dzieciakom, które pytały, dlaczego Bałwanek Olaf mówi tak dziwnie po polsku. Kiedy nagrałem „Maszynkę do świerkania”, dużo osób myślało, że to jakiś żart, że specjalnie śpiewam z takim akcentem. Teraz już tego akcentu u mnie nie słychać. Ale poważnie odpowiadając na pytanie, myślę, że może byłem trochę potrzebny naszemu krajowi. Jestem drugą osobą, która dostała nagrodę jako Sojusznik Roku od Kampanii Przeciw Homofobii. Kiedy kilkanaście lat temu mówiłem w mediach, żeby wspierać mniejszości seksualne, to ilość hejtu, jaka się na mnie wylewała, była niewiarygodna. Może więc trochę mam swój udział w tym, że teraz trochę inaczej patrzy się na takie osoby. Polska zawsze była mi bliska. Od dziecka przyjeżdżałem tutaj na wakacje. Potem brałem do Polski swoich znajomych, potem swój zespół. W naszym domu w Kopenhadze kultywowana była polska tradycja, chodziłem do polskiego kościoła, byłem ministrantem jako dziecko, harcerzem ZHP w Danii – fatalnym, ale tym sposobem mogłem spotykać Polonię z całego świata.

Advertisement

 

 

PAP Life: Czyli Polska z ciebie nigdy nie wyszła?

 

Advertisement

 

C.M.: Nie wyszła i to jest moje szczęcie. Zostałem tak wychowany, żeby nie wstydzić się swoich korzeni. Przyznam, że nigdy nie czułem tak u siebie, jak teraz w Warszawie. I jeszcze moja żona jest Polką. Więc naprawdę czuję się szczęściarzem, że mogę mieszkać w kraju, który moi rodzice opuścili, bo myśleli, że tutaj nie będzie lepiej. A w Polsce jest o wiele lepiej niż mogli sobie wyobrazić. Często gram koncerty dla Polonii w różnych miejscach na świecie. Kiedyś graliśmy w Chicago i jeden pan zapytał mnie, czy nie chcę zostać w Chicago, on załatwi green card. Mówię: „Nie, proszę pana, my jutro mamy lot do Warszawy, do domu”. On zdzwiony: „Czy ty wiesz, jak w Polsce jest?”. Mówię: „Wiem, bo tam mieszkam. A kiedy pan ostatnio był w Polsce?”. „30 lat temu”.

 

 

Advertisement

PAP Life: Niektórzy się dziwią, że tacy ludzie mają prawo głosować w polskich wyborach.

 

 

C.M.: Mam duński paszport. Kiedy były wybory w Danii, poszedłem, żeby zagłosować i okazało się, że jeżeli mieszka się ponad pół roku zagranicą, to nie ma się do tego prawa.

Advertisement

 

 

PAP Life: Często bywasz w Danii?

 

Advertisement

 

C.M.: Zwykle sześć, siedem razy w roku. Ostatnio nie było mnie przez kilka miesięcy, ale niedawno pojechaliśmy z żoną na trzy dni. Pożyczyłem od siostry rower elektryczny i obwoziłem Dorotę po całej Kopenhadze. W sierpniu lecę na jeden dzień do Kopenhagi, na spotkanie mojej klasy licealnej. Zależy mi, żeby bywać częściej. Moja siostra na dwoje dzieci, nie chciałbym być wujkiem, który widuje swoich siostrzeńców raz w roku.

 

 

Advertisement

PAP Life: Dostrzegasz jakieś różnice między życiem w Warszawie, a w Kopenhadze?

 

 

C.M.: Trudno to wytłumaczyć, ale kiedy tam jestem, łapię spokój. Życie w Danii jest po prostu mniej stresujące. Jest takie popularne słowo hygge, które było nawet słowem roku i kilka razy proszono mnie, żeby wytłumaczyć, jaka jest definicja szczęścia po duńsku. Myślę, że jednym z najważniejszych elementów jest poczucie, że w sytuacji kryzysowej państwo zadba o ciebie. W Polsce tego nie ma. Kiedy wybuchła pandemia, nagle miałem odwołanych 50 koncertów, wpadłem w panikę. Gdybym nie miał oszczędności, byłoby mi bardzo trudno. Jeden kolega, który pracował ze mną, poszedł pracować do Decathlonu, drugi został ochroniarzem. Natomiast przyjaciele z Danii, z którymi rozmawiałem tydzień po wybuchu pandemii, byli spokojni, siedzieli w domu i już mieli wypłacone 80 proc. swojej pensji.

Advertisement

 

 

PAP Life: Za to płacą wysokie podatki.

 

Advertisement

 

C.M.: Coś za coś. Z jednej strony mówi się, że ludzie w krajach skandynawskich są bardziej szczęśliwi niż gdzie indziej, a z drugiej największa procentowo ilość obywateli wcina tam prozac czy inne tabletki szczęścia.

 

 

Advertisement

PAP Life: A co duńskiego jest w tobie?

 

 

C.M.: Często, jeszcze, kiedy mieszkałem w Danii słyszałem, że jestem bardzo polski. Pamiętam, jak grałem w teatrze Witkacego, to był 2003, przyszedł do mnie jeden aktor i powiedział: „Czesławie, ty jesteś bardziej polski, niż zdajesz sobie sprawę”. To było dla mnie bardzo ważne. Kiedyś, moje koleżanki Szwedki, gdy przyjeżdżałem do Polski na wakacje, powiedziały, że flirtuję z każdą kobietą. Dla mnie było to fascynujące, że w Polsce każda kobieta mówi językiem mojej matki. A z kolei moja żona mówi, że nawet nie wiem, jak bardzo jestem niepolski w zachowaniu wobec kobiet.

Advertisement

 

 

PAP Life: Moja znajoma, która często jeździ do jednego z krajów skandynawskich, mówi, że tam mężczyźni, przez poprawność polityczną, zostali niemal wykastrowani.

 

Advertisement

 

C.M.: Rozumiem ten argument. Ale też dodam, że mam poczucie, że polski mężczyzna strasznie udaje, że jest macho. Polki są waleczne, inteligentne, przepiękne. A polski mężczyzna często jest zakompleksiony, brakuje mu dystansu do siebie. Tak bardzo chce wszystko ogarniać, zamiast czasami się przyznać, że jednak wszystkiego nie ogarnia. Ale rozumiem, że Polkę może denerwować, że mężczyźni w Skandynawii przyznają się do słabości. Tylko pytanie: czy lepiej, że on jest słaby, czy żeby był chamski i szowinistyczny. W Danii pewne zachowania, które u nas uchodzą za normalne, są napiętnowane. I powiem jeszcze taki ostatni news. Duńskim piłkarzom, tuż przed Euro, zaproponowano podwyżki. A oni zdecydowali, że nie będą ich przyjmować i chcą, żeby przekazać te środki na podwyżki w kobiecej reprezentacji. Czy w Polsce coś takiego mogłoby się wydarzyć?

 

 

Advertisement

PAP Life: Masz nie tylko polskie korzenie, ale też ukraińskie – twój ojciec pochodzi z Ukrainy. Masz kontakt z rodziną z jego strony?

 

 

C.M.: Mam. We Lwowie mieszka Oksana, bratanica mojego ojca. Po wybuchu wojny dwa razy byłem na Ukrainie, wiozłem dziennikarzy kanadyjskich z Canadian Broadcasting Company, którzy jechali potem na front. To też dość ciekawa historia, bo Arek, mój kolega, z którym współpracuję, jadąc w nocy pociągiem z Warszawy do Malborka, spotkał w przedziale Walerię, ukraińską dziennikarkę muzyczną i to ona poszukiwała kierowców, którzy zawiozą tych kanadyjskich dziennikarzy na Ukrainę. Pomyślałem, dlaczego nie – akurat miałem czas. Trochę zabawnie było na granicy, kiedy okazało się, że zostałem rozpoznany i kilka osób chciało sobie robić ze mną selfie, co tych dziennikarzy wprawiło w osłupienie. No, ale poza tym, że zawiozłem ich, bo chciałem pomóc, przy okazji odwiedziłem kuzynkę. W lipcu chcemy z Dorotą pojechać do Lwowa, żeby zobaczyć się z Oksaną.

Advertisement

 

 

PAP Life: Czyli Oksana nadal mieszka na Ukrainie?

 

Advertisement

 

C.M.: Tak, w ogóle nie brała pod uwagę, żeby wyjechać. Kiedy wybuchła wojna, dzwoniłem do niej, proponowałem: „Przyjeżdżaj do Polski, mój tata czeka na ciebie w Danii”. Ale ona powiedziała: „Czesławie, ty tego nie zrozumiesz. Nigdzie nie jadę. Będę czekać w swoim domu na tych, którzy chcą mi ten dom odebrać”. Dla mnie heroiczność Ukraińców jest niesamowita. Nie wiem, czy sam byłbym taki odważny.

 

 

Advertisement

PAP Life: Nad czym teraz pracujesz?

 

 

C.M.: Zaraz po naszym spotkaniu jadę na próbę z Grzegorzem Duszakiem, który będzie produkował moją nową płytę. Wyjdzie ona pod szyldem Czesław Śpiewa na początku przyszłego roku. Siedzę, piszę piosenki. Cały czas koncertuję, w weekend przylatuje mój zespół z Danii i będziemy grali.

Advertisement

 

 

Rozmawiała Iza Komendołowicz

 

Advertisement

 

ikl/moc/ag/

 

 

Advertisement

Czesław Mozil – wokalista, autor tekstów, kompozytor, muzyk, akordeonista, aktor dubbingowy, osobowość telewizyjna. Lider polsko-duńskiego zespołu Czesław Śpiewa. Urodził się w Zabrzu, kiedy miał pięć lat wyjechał razem z rodzicami i młodszą siostrą do Danii. Od 2008 roku mieszka w Polsce na stałe. Był jurorem w czterech edycjach programu „X Factor”. Ma 45 lat.

Continue Reading

Lifestyle

Gwiazdy Gogglebox na Chodzieskich Targach Gospodarczych

Published

on

By

fot. Krzysztof Dęga

Gwiazdy Gogglebox: Agnieszka i Artur Kotońscy brylowali na 27. Chodzieskich Targach Gospodarczych.

Kotońscy dali się poznać szerokiej widowni dzięki programowi w telewizji TTV – “Gogglebox”. W czasie programu niezwykła rodzina z Chodzieży komentuje różne telewizyjne produkcje. Show stał się dla nich trampoliną do kariery medialnej. Dzięki telewizji TTV stali się rozpoznawani w całej Polsce.

Na targach w Chodzieży byli nieprzypadkowo. Artur Kotoński od ćwierćwiecza związany jest z branżą samochodową. W sobotę też prezentował własny biznes. Agnieszka Kotońska to gwiazda i influencerka. Jej konto na Instagramie obserwuje ponad 330 tysięcy osób.

 

Advertisement

Continue Reading

Advertisement
Advertisement