20 lat temu wziął klocek drewna. Dziś jego ogród wygląda jak żywcem wyjety z bajki

Bolek i Lolek, Wilk i Zając, Szpieg z Krainy Deszczowców, Gargamel - to nie jest opis telewizji z lat 70., ale przydomowy ogród Tadeusza Żyły z Czarnego. Pan Tadeusz własnymi rękami, piłą motorową i dłutem, wyrzeźbił bajkowy świat, który przyciąga wzrok i cofa w czasie. Poznajcie człowieka, który z kawałka drewna potrafi wydobyć dziecięce marzenie.

Tadeusz Żyła z Czarnego przy drewnianej rzeźbie w swoim ogrodzieTadeusz Żyła z Czarnego przy drewnianej rzeźbie w swoim ogrodzie
Źródło zdjęć: © Twoje7dni | Krzysztof Dęga
Krzysztof Dęga

Czarne to nieduża miejscowość, gdzie przy jednym z domów kryje się coś, czego na co dzień się nie spotyka. Ogród Tadeusza Żyły wygląda jak strona wyrwana z książki z bajkami - pełna drewnianych postaci, które nie tylko stoją, ale jakby opowiadają historię. To miejsce, które przyciąga i nie pozwala przejść obojętnie.

Pan Tadeusz przyznaje ze skromnością, że bajeczny ogród jeszcze nie jest "gotowy" - bo czy artystyczne miejsce może być kiedykolwiek skończone?

Tadeusz Żyła z Czarnego przy drewnianej rzeźbie w swoim ogrodzie
Tadeusz Żyła z Czarnego przy drewnianej rzeźbie w swoim ogrodzie
Tadeusz Żyła z Czarnego przy drewnianej rzeźbie w swoim ogrodzie
Tadeusz Żyła z Czarnego przy drewnianej rzeźbie w swoim ogrodzie
Tadeusz Żyła z Czarnego przy drewnianej rzeźbie w swoim ogrodzie
+1

- Cały czas w tym ogrodzie coś się tworzy, coś się robi - mówi z uśmiechem rzeźbiarz z Czarnego.

Skąd w ogóle pomysł na bajkowe postaci? Odpowiedź jest równie prosta, co wzruszająca. To czyste dzieciństwo - zakodowane w pamięci obrazy z czasów, gdy telewizja była "jak na lekarstwo". Bolek i Lolek, Wielki Zając, Gargamel - na te bajki czekało się z utęsknieniem, a po dobranocce następował nieodwołalny rytuał: myć zęby, siusiu i spać.

Te wspomnienia nie zniknęły wraz z dorosłością. Pan Tadeusz postanowił je utrwalić - nie na papierze, nie na płótnie, ale w drewnie. I tak zaczęła się przygoda z rzeźbiarstwem, które dziś jest czymś więcej niż hobby - to sposób na przywracanie przeszłości do życia, w bardzo dosłownym, dotykowym sensie tego słowa.

Pierwsza rzeźba nie była bajkowa - była testem. Tadeusz Żyła chciał po prostu sprawdzić, czy w ogóle potrafi rzeźbić. Chwycił klocek drewna i zabrał się do pracy. Ta pierwsza figurka stoi w ogrodzie do dziś - ma już około 20 lat i nosi na sobie ślady każdej zimy, każdej wiosny, każdego letniego deszczu.

Drewniane rzeźby z bajek w ogrodzie Tadeusza Żyły z Czarnego
Drewniane rzeźby z bajek w ogrodzie Tadeusza Żyły z Czarnego
Drewniane rzeźby z bajek w ogrodzie Tadeusza Żyły z Czarnego
Drewniane rzeźby z bajek w ogrodzie Tadeusza Żyły z Czarnego
Drewniane rzeźby z bajek w ogrodzie Tadeusza Żyły z Czarnego
+1

Drewno to topola albo lipa - oba gatunki są miękkie, "wdzięczne", jak mówi sam artysta. Rzeźbienie zaczyna się od piły motorowej - nie byle jakiej, ale specjalnej, z krótką prowadnicą do precyzyjnej pracy. To etap zgrubny, kształtujący bryłę. Ale prawdziwa magia dzieje się potem, kiedy do akcji wchodzą dłuta.

- Ta końcowa faza przynosi tak naprawdę najwięcej radości, kiedy z tego drewna wydobywa się tą postać bajkową, którą gdzieś tam się w pamięci ma - mówi Tadeusz Żyła.

To zdanie brzmi jak opis czegoś głęboko magicznego - jakby postać już tkwiła w drewnie od zawsze, a rzeźbiarz tylko ją stamtąd uwalnia.

Ile czasu zajmuje jedna rzeźba? "Kilkanaście godzin" - odpowiada pan Tadeusz, ale zaraz dodaje coś ważniejszego: przy tej pracy czas po prostu przestaje istnieć. Nie ma godzin, nie ma zegarów. Jest tylko drewno, dłuto i postać, która powoli wyłania się z kłody. To stan, który twórcy w każdej dziedzinie znają i cenią ponad wszystko.

W tym roku zrobił kolejne dzieło. To kot - i to nie przypadek. Do pana Tadeusza przyprowadziły się kiedyś dwa bezpańskie koty, które po prostu zostały. Zaadoptował je, zaakceptował ich obecność, a potem postanowił uwiecznić ich wdzięczność w drewnie lipowym. Kiedy trafił mu się odpowiedni klocek, decyzja była prosta i oczywista: zrób kota.

Ogród w Czarnem rośnie powoli, rozmyślnie, bez pośpiechu. Pan Tadeusz nie chce go "zagęszczać" - każda rzeźba ma swoje miejsce i swoją historię. Co roku przegląd, szpachlowanie, odnawianie farby - bo czas i pogoda robią swoje, a artysta nie pozwoli, żeby jego bajkowy świat zbladł bez walki. W tym roku, za namową jednego ze znajomych, Pan Tadeusz wyrzeźbił na nowo Wawelskiego Smoka i Don Pedro - Szpiega z Krainy Deszczowców.

Ten ogród, jest w istocie autobiografią - opowiada o człowieku przez to, co go wzruszało jako dziecko, co go cieszy teraz i co postanowił zostawić po sobie. Bolek i Lolek nigdy nie starzeją się w drewnie. Takich bajek już teraz nie ma. One miały swój sens i morał. Stąd te bajkowe postaci w cudownym ogrodzie mieszkańca Czarnego. I może właśnie o to chodzi.

Artykuł sponsorowany Twoje7dni
Wybrane dla Ciebie