Deficyt i próg, o którym głośno się nie mówi
Punktem wyjścia była ocena stanu budżetu. Piechowiak wskazał, że tegoroczny deficyt sięga 282 mld zł, a dług państwa nieuchronnie zbliża się do 55 proc. Optymiści widzą ten moment w 2028 roku, pesymiści już w przyszłym. Poseł przypomniał, że po przekroczeniu progu zadziała art. 86 ustawy o finansach publicznych.
Jak wyjaśnił, oznacza to budżet bez deficytu i redukcję programów finansowanych dotąd z państwowej kasy. Taka sytuacja, według posła, mocno odczują mieszkańcy. Właśnie z tego powodu polityk zaproponował, by "piątkę" Donalda Tuska czytać jako pięć konsekwencji, a nie pięć obietnic.
Pięć punktów w wersji PiS
Pierwszy to podwyżki podatków. Piechowiak zwrócił uwagę, że budżet na przyszły rok zakłada już wzrost stawki PIT z 19 do 22 proc. Jeśli dług przekroczy próg, pod znakiem zapytania staną jego zdaniem także CIT i VAT. Już teraz, jak mówił, trudno liczyć na stabilność podatkowych reguł.
Drugi punkt dotyczy programów społecznych. Poseł wymienił 800+, trzynastą i czternastą emeryturę, dobry start oraz babciowe. Wszystkie, nawet te uchwalone przez obecny rząd, miałyby zostać automatycznie zawieszone, ponieważ państwo nie mogłoby zaciągać nowych zobowiązań. To, jak podkreślał, byłby cios w budżety domowe.
Trzeci i czwarty punkt łączą się ze sobą. Chodzi o brak podwyżek dla nauczycieli, policjantów, urzędników i żołnierzy oraz o ograniczenie waloryzacji rent i emerytur. Piechowiak ocenił, że przy likwidacji dodatkowych świadczeń zamrożona waloryzacja byłaby koszmarem dla seniorów.
Piąty punkt to inwestycje lokalne. Według posła zabrakłoby pieniędzy na drogi, wodociągi i hale sportowe, czyli na to, co samorządy realizują na co dzień. Politycy PiS mówią o tym z niepokojem. "Boimy się tego wszyscy, bo dochodzimy do ściany" - mówił Piechowiak.
Gdzie szukać oszczędności
Pytany o przyczyny, poseł sięgnął do bilansu rządów PiS. Jak przypomniał, jego formacja kończyła władzę przy zadłużeniu w granicach 49 proc., a dziś na każde 100 zł wydatków trzeba mieć pokrycie w 141 zł. Czterdzieści jeden złotych to pożyczka. Na to, jak stwierdził, państwa już nie stać.
Piechowiak zaznaczył, że PiS od dawna postuluje wyłączenie wydatków na zbrojenia z limitu 55 proc. i nie chce oszczędzać na bezpieczeństwie. Ciąć trzeba gdzie indziej, a przede wszystkim przeprowadzić reformy systemowe. Jako przykład podał ochronę zdrowia, gdzie jego zdaniem pieniądze "wylatują przez palce".
Komisja bez ustaw gospodarczych
Poseł zasiada w sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju i stamtąd przyniósł najostrzejszą ocenę. Przez dwa i pół roku, jak relacjonował, komisja nie procedowała ani jednej ustawy gospodarczej, a zajmowała się głównie sprawozdaniami rocznymi instytucji.
Jako przykład zaniedbań wskazał firmy energochłonne. Posiedzenie komisji w tej sprawie jest od dwóch lat przekładane, bo rząd, jak twierdzi Piechowiak, nie potrafi wyznaczyć ministra odpowiedzialnego za ten obszar. Brak decyzji może skończyć się falą upadłości.