Connect with us

Lifestyle

Lech Janerka: ludzie traktują mnie jak ciekawostkę

Published

on

fot. PAP

Ludzie traktują mnie jak ciekawostkę, a nie kogoś, kto posuwa sprawy do przodu. Mam wrażenie, że dostaję pozytywne oceny za zasiedzenie, za wysługę lat – powiedział  Lech Janerka, jeden z z najważniejszych polskich rockmanów, który w marcu rozpoczyna trasę promocyjną płyty “Gipsowy odlew falsyfikatu”.

PAP: Jak będą wyglądały tegoroczne koncerty? Będzie pan grał tylko nowe utwory czy również piosenki zespołu Klaus Mitffoch?

 

Lech Janerka: Nasze poprzednie koncerty były skonstruowane na zasadzie kontrastu – z początku, niczym kustosze repertuaru Klausa Mitffocha, graliśmy ostrzejsze utwory, potem muzyka płynęła raczej spokojnie. Staraliśmy się stworzyć atmosferę brodzenia w oparze. Na ostatniej płycie jest spora liczba sennych utworów, dlatego chcemy zagrać koncert bardzo spokojny – weźmiemy kawałki z nowej płyty i wymieszamy z tymi ze starego repertuaru.

Advertisement

 

PAP: Jest Pan ważna postacią polskiego rocka już od 40 lat. Jak wspomina pan koncerty z lat 80?

 

L.J.: Nie bardzo lubiłem koncerty, zresztą do dzisiaj nie lubię, ale taki jest wymóg – jeżeli wydaje się płytę to trzeba grać na scenie. Tamte koncerty były inne, nie mówiłem ani słowa, graliśmy utwór po utworze, bardzo intensywnie, to była przede wszystkim transmisja zdystansowanej energii. Jedyną piosenką, która dawała szansę odpocząć, było “Strzeż się tych miejsc”. Reszta to była spora dawka mocy.

Advertisement

 

PAP: Nowa płyta “Gipsowy odlew falsyfikatu” ukazała się po 18 latach od poprzedniej. Czy ten materiał musiał tyle dojrzewać?

 

L.J.: Samą muzykę nagraliśmy dosyć szybko, więcej czasu zabrało napisanie tekstów. Trwało to i trwało. Cztery lat temu wziąłem się za miksowanie płyty w domowym studio. Było to dla mnie nowe doświadczenie, musiałem się nauczyć wielu rzeczy. To też trochę trwało. Nie czułem presji, pracowałem spokojnie.

Advertisement

 

PAP: Jak pan patrzy na ten album po trzech miesiącach od wydania? Jak pan go ocenia?

 

L.J.: Ta płyta jest odmienna od moich poprzednich. Barwy głosu nie zmieniłem, ale pojawiło się trochę inne myślenie o muzyce. Dla mnie jest jeszcze za wcześnie na oceny. Myślę, że musi minąć minimum pół roku, abym złapał dystans do tego materiału.

Advertisement

 

PAP: Czy jest pan zaskoczony tak pozytywnym odbiorem tej płyty przez słuchaczy, recenzentów i media?

 

L.J.: Szczerze mówiąc jestem zdziwiony jej przyjęciem. Kończyłem ją trochę z poczucia obowiązku.

Advertisement

 

PAP: Jakie były początki pana fascynacji muzyką?

 

L.J.: Przezabawne – w drugiej klasie ogólniaka okazało się, że należy słuchać jakiejś muzyki, bo tak odbywała się identyfikacja z konkretną grupą rówieśników. Wówczas nie miałem o muzyce zielonego pojęcia. Mój przyjaciel powiedział, że “to jest ogromne zaniedbanie”, przyniósł mi duży worek pocztówek dźwiękowych oraz gramofon. Przez ferie słuchałem tych płyt i nagle okazało się, że jest to przepotężny świat, który wessał mnie i nie chciał puścić. Po feriach oddałem płyty i gramofon, ale zorientowałem się, że w szkole można pożyczyć gitarę, co uczyniłem. Brzdąkając sobie, dość szybko opanowałem pierwsze podstawowe akordy.

Advertisement

 

Dało mi to podstawę do tego, aby pisać piosenki. Wtedy powstał utwór „Rower” i spory fragment „Chyba” – piosenki, którą nagrałem teraz. To był rok 1970. Wtedy wpadałem na ciekawe pomysły, ale nie potrafiłem ich porządnie zrealizować. Gdzieś mi jednak utkwiły w głowie i po latach wracałem do nich na kolejnych płytach. Prawdziwym pretekstem, żeby grać, było powstanie zespołu Klaus Mitffoch. W ocenie kolegów gra na gitarze nie szła mi zbyt imponująco, więc w zespole zostałem zdegradowany do roli basisty. Grałem więc na basie i śpiewałam. Tak to trwa do dziś. Czasami pozwalam sobie na małe wypady i na przykład na ostatniej płycie część materiału grałem na gitarze akustycznej.

 

PAP: Jest pan również autorem tekstów. Co ukształtowało pana w tej sferze?

Advertisement

 

L.J.: Sporo tego było, ale przede wszystkim rzeczy, które były gęste i esencjonalne, na przykład Stanisław Lem i Jorge Luis Borges. Poezji nie czytałem, ale wchłaniałem całą masę różnych książek, nie przyjmując się tytułami ani autorami. Traktowałem to jak narkotyk. Podczas czytania w mojej głowie uruchamiały się wątki poboczne. Czasami zdarzało się, że nie pamiętałem, co przeczytałem, ale pamiętałem te moje dygresje i z nich wynikało później to, co sam pisałem.

 

PAP: Kiedyś powiedział pan o sobie “święta krowa polskiego rocka”. Czy nadal pan się za nią uważa?

Advertisement

 

L.J.: Kiedy przyglądam się temu, co zrobiłem, to uważam, że zdarzały się ciekawostki, aczkolwiek nie za często. Od jakiegoś czasu opinie na temat tego, co robię, są miłe, ale dziwne. Pewnie dostaję pozytywne oceny za zasiedzenie. Za wysługę lat. Działam od ponad 40 lat, sądzę więc, że traktują mnie bardziej jak ciekawostkę, a nie kogoś, kto posuwa sprawy do przodu.

 

PAP: Kiedy ostatnio miał pan trasę koncertową?

Advertisement

 

L.J.: Prawdziwą trasę to chyba jeszcze z Klausem Mitffochem. Później grałem wiele koncertów, ale typowej trasy koncertowej nie grałem od lat.

 

PAP: Co pan myśli o nowej trasie, ma pan jakieś oczekiwania?

Advertisement

 

Lech Janerka: Wyjdę na scenę i zagram, zobaczymy, co z tego wyjdzie.

 

Koncerty Janerki odbędą się 23 marca we Wrocławiu (Narodowe Forum Muzyki), 20 kwietnia w Łodzi (Wytwórnia), 27 kwietnia w Warszawie (Stodoła), 10 maja w Poznaniu (CK Zamek), 16 maja w Gdańsku (Teatr Szekspirowski), 31 maja w Bielsku-Białej (Cavatina Hall), trasę zakończy koncert w Krakowie 7 września (Teatr im. Juliusza Słowackiego).

Advertisement

 

W 1979 r. Janerka założył zespół Klaus Mitffoch, który uznawany jest za jeden z najważniejszych w historii polskiej muzyki rockowej. Grupa stworzyła m.in. takie piosenki, jak “Strzeż się tych miejsc”, “Klus Mitroh”, “Śmielej”, “Jezu, jak się cieszę” czy “Ewolucja, rewolucja, ja”. Wiele tekstów piosenek było zawoalowaną krytyką panującego wówczas reżimu. Zespół nagrał jedną płytę i zakończył działalność jesienią 1984 r.

 

W 1986 r. Janerka powrócił na scenę z zespołem, który firmował swoim nazwiskiem. Ma w dorobku m.in. takie piosenki, jak “Lola”, “Rower”, “Niewalczyk”,”Paragwaj”, “Jest jak w niebie” i “Ta zabawa nie jest dla dziewczynek”.

Advertisement

 

W 2021 r. Bożena i Lech Janerkowie zostali laureatami wyróżnienia “Kreator Kultury”, przyznawanego przez redakcję tygodnika “Polityka”. Nagrodzono ich za “najwspanialszą w polskiej muzyce rozrywkowej opowieść o niezależności, snutą przez dekady w zespole Klaus Mitffoch, a później na autorskich płytach”. Wśród nagrodzonych tym tytułem są m.in.: Andrzej Wajda, Tadeusz Różewicz, Elżbieta i Krzysztof Pendereccy, Tomasz Stańko oraz Olga Tokarczuk.(PAP)

 

Rozmawiał: Tomasz Szczerbicki

Advertisement

Continue Reading
Advertisement
Click to comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Lifestyle

Andrzej Seweryn i Dawid Ogrodnik – sekrety aktorskiego duetu z trylogii „Rojst”

Published

on

By

fot. PAP

Między nimi jest 40 lat różnicy wieku, ale obaj są zaliczani do najlepszych polskich aktorów. W trylogii „Rojsta” wcielili w role dwóch dziennikarzy: starszego, już trochę wypalonego i młodego, ambitnego, próbującego robić karierę w gazecie. Stworzyli postaci, które pokochali widzowie „Rojsta”. Andrzej Seweryn i Dawid Ogrodnik w rozmowie dla PAP Life opowiadają, dlaczego przyjęli propozycje Jana Holoubka, żeby zagrać w jego serialu, czego się o sobie nawzajem nauczyli i dlaczego żałują się, że “Rojst” się skończył.

 

Trzecią i ostatnią cześć „Rojsta” – „Rojst Millenium” można oglądać od 28 lutego na Netfliksie.

PAP Life: Co takiego zaciekawiło was w scenariuszu „Rojsta”, że kilka lat temu zdecydowaliście się zagrać w serialu, który reżyserował debiutant?

Advertisement

 

 

Andrzej Seweryn: Mnie uwiodła rola Witolda Wanycza. W pierwszej serii postać Wanycza jest młodsza niż ja i to też mi sprawiło przyjemność. Widziałem w tym szansę na pokazanie innej mojej aktorskiej twarzy niż dotąd znana. I byłem oczarowany osobą reżysera, Jana Holoubka, którego znałem z filmu, który nakręcił – rozmowy Tadeusza Konwickiego z Gustawem Holoubkiem („Słońce i cień”, 2007 – red.). Te dwie osoby były bardzo ważne w moim życiu – aktorskim, obywatelskim, moralnym i ten film bardzo mi się podobał.

 

Advertisement

 

Dawid Ogrodnik: Bardzo dobrze pamiętam moje pierwsze spotkanie z Jankiem przy pizzy na Mokotowie, kiedy przyniósł mi scenariusz i prosił, żebym go chociaż przeczytał. Oczywiście teraz żartuję. Wszystko, co potem się wydarzyło, przerosło moje najśmielsze oczekiwania, więc dziś trudno mi powiedzieć, czy na początku urzekł mnie scenariusz, ponieważ tak naprawdę był to etap pracy nad nim. Janek był bardzo otwarty na różne pomysły. Chciał, żeby zwracać mu uwagę na to, co jest do poprawienia, czy widzę jakieś luki, co bym chciał wprowadzić. Natomiast nie ukrywam, że podczas tego pierwszego spotkania byłem zachwycony jego osobowością, inteligencją, sposobem opowiadania, w jaki sposób chciałby otworzyć tę historię, montować struktury filmu, napięcia. W „Rojście” bardzo mi się podobał swoisty rodzaj niepisanego paktu między starszym, już trochę wypalonym zawodowo dziennikarzem, a młodym, ambitnym, próbującym robić karierę w gazecie. Ta relacja wydawała mi się szalenie intrygująca, sam mam bardzo duży szacunek do starszych osób i lubię z nimi przebywać, korzystać z ich mądrości. Kiedy potem dowiedziałem się, że tego starszego będzie grał Andrzej Seweryn, bardzo się ucieszyłem. Pamiętam, jak oszalałem z radości, gdy Andrzej pierwszy raz w serialu założył adidasy. Powiedziałem wtedy do Janka: „Zostawcie te adidasy! Zobacz, jak Andrzej kombinuje, szuka jak my wszyscy – może tak, może inaczej”.

 

 

Advertisement

PAP Life: Redaktor Wanycz, który planuje wyjazd na Zachód, chodzi ubrany w charakterystycznej, militarnej kurtce. W prowincjalnym miasteczku sprawia wrażenie outsidera.

 

 

A.S.: To amerykańska kurtka wojskowa, z naszywkami US Army, którą nosiłem w latach 60., 70., nawet 80. w Paryżu. W Polsce, w środowisku artystycznym była bardzo modna, ale w Paryżu nosić kurtkę amerykańskiego żołnierza w kręgach teatralnych czy filmowych, które były trochę antyamerykańskie, pacyfistyczne, to był skandal. Nie pamiętam, czyj to był pomysł z tą kurtką, ale naprawdę to tworzyło rolę. Albo fryzura Dawida Ogrodnika w „Rojście”. To jest rozkoszne, jak to buduje postać Zarzyckiego.

Advertisement

 

 

PAP Life: To niesamowite, że ubranie, buty, fryzura sprawiają, że aktor zaczyna inaczej się poruszać, inaczej mówić.

 

Advertisement

 

D.O.: Nawet teraz, jak o tym opowiadam, wszystkie włosy na rękach mi stoją. Kiedy Andrzej założył te adidasy, to było coś niezwykłego – spojrzałem na niego, jak on się zaczął poruszać, jak zaczął szybciej w tych butach chodzić. Pomyślałem wtedy, że wygląda tak, jakby był moim 40-letnim kumplem. Po prostu Andrzej był fascynujący, magnetyczny, jakiś taki bardzo precyzyjny, chociaż jest aktorem bardzo precyzyjnym. Ale przez te adidasy zyskał coś więcej. Chciałem z nim przebywać, chciałem z nim dialogować, chciałem improwizować.

 

 

Advertisement

A.S.: To jest bardzo ciekawe, co teraz mówi Dawid. Dlatego że oczywiście widziałem wcześniejsze jego prace na ekranie. Zawsze podkreślam mój podziw i adorację dla niego, ale nie wiedziałem, jakim jest kolegą na planie. I być może taki szczegół, o którym wspomina Dawid, spowodował, że między nami naprawdę nie było relacji, której podstawą była różnica wieku. Myśmy po prostu byli partnerami dla siebie, żartowali, kpili, proponowali, wykonywali – jak trzeba było, nawet 10 razy, szanowali wzajemnie swoją wrażliwość.

 

 

PAP Life: Witold Wanycz jest mentorem dla Piotra Zarzyckiego, ale też się od niego uczy. Jeden dla drugiego jest inspiracją. W relacji między wami jest podobnie?

Advertisement

 

 

D.O.: Kiedyś Andrzej powiedział, że uczymy się od siebie i byłbym hipokrytą, gdybym temu zaprzeczył. Myślę, że wspólnie dawaliśmy z siebie więcej niż mogliśmy dać z osobna. To zabawne, ale wiem, że ludzie za nami tęsknią. To znaczy tęsknią za Piotrem Zarzyckim i Wanyczem, bo przecież nie znają nas prywatnie. Ale w zbiorowej świadomości widza przez ten serial staliśmy się duetem nierozdzielnym. Nie postrzegam siebie w tym serialu przez pryzmat mojej roli, tylko poprzez naszą współpracę. To też jest dla mnie coś nowego, co mi się pierwszy raz w życiu wydarzyło.

 

Advertisement

 

PAP Life: Czy w duecie weszliście na wyższy poziom aktorstwa?

 

 

Advertisement

A.S.: Kto wie, czy nie jest coś takiego? Pamiętam, że przy „Ostatniej rodzinie” szanowano rolę Dawida, szanowano rolę Oli Koniecznej, szanowano moją, ale Onet przyznał również nagrodę całej trójce. Moim zdaniem był to dowód zrozumienia naszej pracy, ponieważ każdy z nas wpływa na partnera. I to w tamtym przypadku było oczywiste, więc jestem przekonany, że w „Rojście” jest tak samo.

 

 

PAP Life: Dawidzie, przed wejściem na plan „Rojsta” odbyłeś staż w redakcji dziennika „Rzeczpospolita”. To był twój pomysł?

Advertisement

 

 

D.O.: Powiedziałem Jankowi (Holoubkowi), że po prostu muszę dowiedzieć się, jak kiedyś wyglądała praca dziennikarza. Miałem świadomość, że czasy się zmieniły i współczesne dziennikarstwo wygląda zupełnie inaczej, a ja chciałem oddać ducha tamtych czasów. W „Rzeczpospolitej” wtedy jeszcze pracowali dziennikarze, którzy pamiętali realia z lat 80. Była m.in. 80-letnia dziennikarka, która pracowała jeszcze w starym stylu. Kiedyś inni dziennikarze zawołali mnie: „Zobacz, ona wycina, przekłada i nakleja na kartkę i robi okładkę, która dziś powstaje komputerowo. Ale ona robi to tak, jak dawniej”. To odkrywanie przeszłości krok po kroku miało niesłychany urok, zakochałem się w tym. Natomiast w drugiej serii „Rojsta”, kiedy przewodziłem redakcji, zobaczyłem, jak ciężko jest wpływać na innych, wymagać od nich, motywować. To w ogóle jest temat dzisiejszych czasów: jak to robić, żeby z jednej strony było to skuteczne, a z drugiej nie było opresyjne. Przyznam, że tego nie wiem, bo na przykład mnie od małego motywowała twarda ręka. Nie mówię, że ona była mobbingująca, absolutnie nie o to chodzi. Tylko jednak, jak ktoś twardo stawiał mi wymagania, mówił: „Będzie tak albo tak. Jeżeli nadal będziesz to źle robił, to żegnamy się z pracą”. To wtedy rozumiałem słowo „odpowiedzialność”, które dzisiaj moim zdaniem bardzo straciło na wartości. Czyli wiedziałem, że jak nie będę ćwiczył, to nie osiągnę sukcesu, jak się nie przygotuję, to nie dostanę się do szkoły. Rozumiałem, że to zależy ode mnie.

 

Advertisement

 

PAP Life: Czy zawód dziennikarza ma coś wspólnego z zawodem aktora?

 

 

Advertisement

D.O.: Trochę tak. Jeżeli chce się te zawody rzetelnie wykonywać, ważny jest proces researchu, dowiadywania się, poszukiwania, podchodzenie z pokorą do tematu, którego się nie zna. Myślę, że gdybym nie był aktorem, to spokojnie mógłbym rozważyć zawód dziennikarza. Szperanie sprawia mi chyba największą satysfakcję, chociaż ostatnio też pisanie. Myślę, że dziennikarz i aktor mają ten element rozwoju, który mnie interesuje.

 

 

A.S.: Kiedy tak słucham Dawida i obserwuję świat, to chyba rzeczywiście bardzo bym chciał być dziennikarzem. Musiałbym tylko pracować nad wykształceniem, ale to fantastyczna praca. Przecież wy jesteście władzą. Po 15 października umieściłem na swoim Instagramie podziękowanie dla wszystkich polskich dziennikarzy, którzy walczyli, nie poddawali się. Niektórzy w imię prawdy naprawdę cierpieli. Proszę pomyśleć o dziennikarzach z tych prowincjonalnych gazet, którym przez ostatnie osiem lat naprawdę nie było łatwo.

Advertisement

 

 

D.O.: Jest jeszcze takie dziennikarstwo, jakie na przykład robi Wojtek Bojanowski (autor reportaży i filmów dokumentalnych, zajmuje się tematyką zagraniczną i dziennikarstwem śledczym – red.), którego szalenie podziwiam za odwagę. Chciałem to wspomnieć, żeby oddać takim dziennikarzom szacunek.

 

Advertisement

 

PAP Life: Trylogia „Rojst” to podróż w czasie przez lata 60., 80., 90., kończąc na millenium. Czym dla was była ta podróż?

 

 

Advertisement

A.S.: Oczywiście wiązała się z różnymi osobistymi wspomnieniami. Ale przychodzi mi jeszcze jedna refleksja. Wszyscy młodzi zawsze myślą, że czas się nie liczy, życie do nich należy, że trzeba tu i teraz. Czas się bardzo liczy. Myślę, że im wcześniej młodzi będą wiedzieli o tym, że przemijają, tym lepiej dla nich. Wszystko przemija i czas płynie równo dla wszystkich. To jest sprawiedliwe. Tak jak i śmierć jest sprawiedliwa. Po prostu nie da się jej uniknąć.

 

 

D.O.: My, jako aktorzy jesteśmy zapraszani do różnych podróży: do czasu wojny, PRL -u i tak dalej. Bardzo mocno uzmysłowił mi to film „Na Zachodzie bez zmian”. Mogą się zmieniać okoliczności, kolory, barwy, przedmioty i tak dalej. Ale my to odbieramy przez człowieka. Ten dialog z drugą osobą jest tym, co jest najistotniejsze w naszym zawodzie.

Advertisement

 

 

A.S.: To, co mówisz, jest mi bardzo bliskie. Teraz nie chcę nowego tematu wywoływać, ale jednak staje przed nami sprawa sztucznej inteligencji. Uczestniczyłem kiedyś w takiej debacie na ten temat i profesor, która się tym zajmuje, mówi: „Spotkałam się ostatnio z moim awatarem w Amsterdamie”. Rozumiecie?

 

Advertisement

 

D.O.: Ale z drugiej strony są takie wystąpienia, jak Helen Mirren przy odbieraniu nagrody za całokształt, że żadna sztuczna inteligencja ci takiej przemowy nie napisze. Nawet jakby to było najwspanialej napisane. Sztuczna inteligencja nie przeżyje życia. Ale nie wiem, czy ci tego życia kiedyś nie zabierze.

 

 

Advertisement

PAP Life: Wracając do „Rojsta”. Jaką wartością była dla was ta przygoda filmowa?

 

 

D.O.: Była życiem. Byłbym ignorantem, gdybym wymienił tak naprawdę kogokolwiek czy cokolwiek. Dlatego jest mi ciężko to zostawiać, bo uzmysłowiłem sobie, że to jest koniec. Zamknął się ten etap we mnie i już bardzo za nim tęsknię, szanuję i doceniam. Ta praca połączyła nas na wiele lat. Kiedy kończyła się pierwsza czy druga seria, myślałem: „Dobra, ale już Bajon (Kasper Bajon, współscenarzysta – red.) pisze z Jankiem kolejną część, miną dwa, trzy lata i znowu będziemy na tej samej fali. A teraz jadę samochodem i myślę: „Nie ma tej fali, to już jest brzeg”.

Advertisement

 

 

A.S.: To jest mi bardzo bliskie. Wiem, że to koniec, ale chciałbym, żeby jeszcze trwało. Druga sprawa: ten serial wprowadził mnie intensywniej w świat seriali. „Rojst” był ważny w mojej drodze artystycznej. A trzecia rzecz, uzmysłowił mi, w jakim sam jestem wieku sam i że o tym wszystkim już myślę jak o dalekiej przeszłości. A czwarta – najważniejsza – już tęsknię za Dawidem. I teraz właśnie deklaruję, że chciałbym się z nim ponownie spotkać na planie, i szukać, kombinować, znów coś wymyślać. (PAP Life)

 

Advertisement

 

Rozmawiała Iza Komendołowicz

 

 

Advertisement

ikl/ag/

 

 

Andrzej Seweryn uznawany za jednego z najwybitniejszych polskich aktorów dramatycznych, reżyser teatralny, od 2011 dyrektor naczelny Teatru Polskiego w Warszawie. Debiutował w 1968 roku w teatrze, wystąpił w wielu filmach Andrzeja Wajdy („Ziemia obiecana”, „Dyrygent”, „Pan Tadeusz”, „Zemsta”), grał także m.in. u Agnieszki Holland, Stevena Spielberga, Jerzego Hoffmana i Jacka Bromskiego. W 1980 roku wyjechał do Francji, gdzie pozostał w związku z wprowadzeniem stanu wojennego, zaangażowany jako trzeci cudzoziemiec w historii teatru francuskiego do jednego z najbardziej prestiżowych teatrów na świecie Comedie-Francaise, gdzie stworzył wiele wybitnych kreacji. Na stałe do Polski powrócił w 2010 roku. Jest laureatem wielu nagród i wyróżnień.

Advertisement

 

 

Dawid Ogrodnik – urodził się w 1986 roku w Wągrowcu, ukończył krakowską PWST w 2012 roku. Dwukrotny laureat nagrody za główną rolę męską na Festiwalu w Gdyni („Cicha noc”, „Ikar. Legenda Mietka Kosza”) i dwukrotny laureat za drugoplanową rolę męską („Jesteś Bogiem”, „Obietnica”), oraz dwukrotny laureat Polskiej Nagrody Filmowej „Orzeł” i Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego. Niezapomniane kreacje stworzył w filmach „Chce się żyć”, „Ostatnia rodzina”, „Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” i „Johnny”.

Advertisement
Continue Reading

Lifestyle

Wiosenna ramówka TVN startuje już dziś, szykujcie się na nowości i gorące hity!

Published

on

By

Wiosna w TVN to czas niespodzianek i wielkich emocji. Jedną z najbardziej oczekiwanych premier jest program „The Traitors. Zdrajcy”, który już w środę 28 lutego zapewni elektryzującą rozgrywkę inspirowaną popularną grą Mafia. Drugim nowym formatem wartym uwagi jest „Czas na Show. Drag Me Out”, który zapowiada kolorową i pełną blasku zabawę. Oprócz tego emocjonujący reality show „Pokonaj mnie, jeśli potrafisz” z udziałem Małgorzaty Rozenek-Majdan, pełen ekstremalnych wyzwań i intensywnych treningów. Wśród nowych twarzy stacji znajdą się: Julia Wieniawa, Michał “Rozkoszny” Korkosz, Malwina Wędzikowska i Jan Pirowski. Emocjonujące programy, znane i lubiane kontynuacje – to wszystko czeka tej wiosny na widzów TVN!

Nadchodząca nowość TVN jest tego dowodem. Format „The Traitors. Zdrajcy” szturmem podbija rynek światowej widowni. Jest doceniany za świeżość, trzymającą w napięciu akcję oraz ciekawą i zróżnicowaną obsadę. Polska wersja trafi na antenę TVN już 28 lutego, odcinki emitowane będą w każdą środę o godz. 21:35. „The Traitors. Zdrajcy” to format, który zelektryzował świat. Jego formuła inspirowana jest popularną grą Mafia, w której uczestnicy potajemnie dzielą się na „lojalnych” i „zdrajców”. Ich misją jest ukończenie serii wyzwań, a tym samym zdobycie nagrody pieniężnej. Wszyscy przebywają w zamku, stanowiącym mroczną scenerię i tło dla wydarzeń podczas trwania programu. Zadaniem tytułowych zdrajców będzie wyeliminowanie „lojalnych”. Natomiast Ci zrobią wszystko, żeby jako pierwsi zdemaskować swoich przeciwników, a przede wszystkim – ochronić siebie. Od tej pory, każdy zawodnik obiera własną strategię gry. W rolę prowadzącej wcieli się Malwina Wędzikowska.

 

Advertisement

„Wiosenna ramówka telewizyjna to zawsze czas pełen oczekiwań i emocji. Zawsze staramy się podążać za naszym widzem, a on dziś potrzebuje emocji, inspiracji i przede wszystkim autentyzmu. TVN zawsze była odważną stacją i dlatego nadal szukamy nowych programów, eksperymentujemy i nie osiadamy na laurach. W tym sezonie postawiliśmy na nowości, które spełniają powyższe kryteria: “The Traitors. Zdrajcy”, który wywołuje niezwykłe emocje, “Czas na show. Drag me out”, z kolei pokazuje autentyczność i prowokuje do refleksji, a “Pokonaj mnie, jeśli potrafisz”, zainspiruje i zaskoczy” – mówi dyrektorka programowa TVN Lidia Kazen.

Czas na Show, jakiego w Polsce jeszcze nie było! Wiosną scenę przejmą najlepsze performerki sztuki Drag nad Wisłą, które podejmą się nie lada wyzwania. Himera, Gąsiu, Shady Lady, Ciotka Offka, Adelon i Twoja Stara – sześć Drag Mentorek będzie starało się wydobyć wewnętrzną Królową ze znanych podopiecznych. Która z nich stworzy najlepszy duet ze swoim uczniem i zgarnie królewski diadem? O tym zadecyduje wymagające jury – Anna Mucha, Andrzej Seweryn oraz Michał Szpak. W zmaganiach uczestników wesprze prowadząca program, prawdziwy wulkan energii – Mery Spolsky. Będzie kolorowo, cekinowo, brokatowo, po prostu, wystrzałowo! Zjawiskowy „Czas na Show. Drag Me Out”, już 5 marca, o godz. 21.35.

 

W kwietniu, w emocjonującym reality show “Pokonaj mnie, jeśli potrafisz”, Małgorzata Rozenek-Majdan podejmie ekstremalne wyzwania, rzucone jej przez sześciu mężczyzn. Od momentu startu przygotowań do pojedynków, jej grafik wypełniają katorżnicze treningi, wielogodzinne sesje ćwiczeń czy sprawdzające granice wytrzymałości, obozy sportowe. Codziennym niezbędnikiem staje się natomiast hart ducha, skupienie, motywacja, a momentami nawet brawura! Czy Małgorzacie uda się zmierzyć z własnymi słabościami, lękami i podjąć walkę o zwycięstwo? W programie „Pokonaj mnie, jeśli potrafisz” Małgorzata Rozenek-Majdan wychodzi poza własną strefę komfortu i ściąga płaszcz idealnego wizerunku. Przyjmując wyzwania, rzucane jej przez mężczyzn, pokazuje swoje prawdziwe ja, „bez filtra”!

 

Advertisement

Wiosna to również ulubione programy widzów! W niedzielę, 3 marca, o godz. 20.00 rusza nowa odsłona najbardziej popularnego kulinarnego show na świecie – „MasterChef Nastolatki”! Tym razem zobaczymy uczestników w wieku od 13 do 17 lat. Pretendentów do najlepszego MasterChefa wśród nastolatków oceniać będą Michel Moran, Tomasz Jakubiak i Dorota Szelągowska, zaś Michał „Rozkoszny” Korkosz zadebiutuje jako Influencer kulinarny, będąc jednocześnie wsparciem dla zawodników. Wśród gości „MasterChef Nastolatki” pojawią się także Ewa Chodakowska, Martyna Wojciechowska, Przemysław Klima oraz Sofia Konecka-Menescal!

„Mam Talent!” powróci na antenę 2 marca, o godz. 20.00 w nowym wydaniu! Za stołem jurorskim 15. edycji show zasiądą Agnieszka Chylińska, Marcin Prokop oraz Julia Wieniawa. Odmieniony skład jury to jednak nie koniec niespodzianek – program poprowadzi zupełnie nowy duet – Agnieszka Woźniak-Starak oraz Jan Pirowski.

 

W nowym sezonie „Niezwykłych Stanów Prokopa”, który po raz pierwszy będzie miał swoją premierę na głównej antenie, prowadzący wybierze się w kolejną podróż po Stanach Zjednoczonych, by odkryć przed widzami niezwykłe historie bohaterów poszukujących własnej recepty na szczęście. Każdy odcinek to nowe historie i wyprawy do zakamarków Ameryki, które prowadzący będzie odkrywać razem z widzami od 3 marca, o godz. 11.40.

Advertisement

Nie może oczywiście zabraknąć najlepszych seriali. Najpopularniejsza “Skazana” w Polsce – Alicja Mazur – powraca na antenę 29 kwietnia, o godz. 21.35. Tym razem, żeby zawalczyć nie tylko o siebie, ale też o najważniejszą osobę w jej życiu – córkę Hanię. A to nie jest łatwe, kiedy wokół więcej wrogów niż przyjaciół. W trzecim sezonie do obsady hitowej produkcji Playera dołączają Gabriela Muskała i Leszek Lichota.

Na antenie TVN wiosną znajdzie się też pierwszy sezon serialu „Odwilż” pod marką HBO EUROPE, który będzie emitowany od 4 marca, w poniedziałki o 21.35. Produkcja śledzi losy policjantki, która nie jest w stanie pogodzić się z okolicznościami śmierci męża i obsesyjnie angażuje się w pracę. W roli głównej Katarzyna Wajda.

W nowej ramówce widzowie obejrzą ponadto codzienne produkcje emitowane od pn.-pt.  „Detektywi” o godz. 18.00 i „Ukryta prawda” o godz. 16.55 oraz serial „Na Wspólnej” pn.-czw. o 20.15. Kolejne sezony „Co za tydzień”, „Milionerów”, „Kuchennych rewolucji” czy „Kuby Wojewódzkiego” pokazują, że to, co nigdy się nie starzeje – to jakość! Najchętniej oglądany program informacyjny “Fakty” dostarczy rzetelnych informacji codziennie o 19.00. Natomiast zaangażowani dziennikarze “Uwagi!” przedstawią zaskakujące historie codziennie o 19.55. Najlepsze dziennikarstwo śledcze w wydaniu “Superwizjera” dostępne na antenie od 20 lutego o godz. 23.40. „Dzień Dobry TVN” niezmiennie będzie witał swoich widzów o 7:45. Tu znajdą wszystko czego potrzebują o poranku, by dobrze rozpocząć dzień. Informacje, rozrywka, porady, spotkania z niezwykłymi bohaterami. Dzięki ulubionym prowadzącym poranki wypełnione będą pozytywną energią.

Advertisement
Continue Reading

Advertisement
Advertisement