Connect with us

Zdrowie

COVID-19 degeneruje ludzki gatunek, jest groźniejszy niż sądziliśmy

Published

on

COVID-19 nie przestał być groźny; wiemy, że to nie jest już tylko zwykłe przeziębienie. Wirus SARS-CoV-2 osłabia naszą odporność, powoduje odlegle powikłania i degeneruje ludzki gatunek – ostrzega w rozmowie z PAP dr Paweł Grzesiowski.

Warszawa, 03.11.2021. Koronawirus w Polsce. Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19, dr n. med. Pawe³ Grzesiowski podczas konferencji prasowej podsumowuj¹cej obecn¹ sytuacjê pandemiczn¹, 3 bm. w siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej w Warszawie. (kf) PAP/Pawe³ Supernak

Specjalista pediatra, ekspert Naczelnej Izby Lekarskiej ds. zagrożeń epidemicznych i prezes Fundacji “Instytut Profilaktyki Zakażeń” zaznacza, że nie wiadomo, u kogo może wystąpić long Covid i w jakim nasileniu. A są już miliony ludzi na świecie, u których występują przewlekłe dolegliwości po COVID-19 i wciąż takich osób przybywa.

 

Polska Agencja Prasowa: Dwa tygodnie temu nasi rodacy wrócili ze świątecznych wyjazdów oraz zabawy sylwestrowej i przy okazji najprawdopodobniej przekazali sobie wiele różnego rodzaju infekcji. Za chwilę w czterech województwach rozpoczną się ferie zimowe. Czy w najbliższym czasie możemy się spodziewać wzrostu zakażeń wywołanych przez grypę i COVID-19, jak też inne infekcje układu oddechowego?

 

Advertisement

Dr Paweł Grzesiowski: To prawda, w poprzednich latach zwykle po świętach i sylwestrze mieliśmy wzrost zakażeń. Już zaobserwowaliśmy w statystykach wzrost zakażeń w pierwszej dekadzie stycznia. Jednak już od kilku miesięcy mamy ogólnie większą aktywność wirusów wywołujących zakażenia układu oddechowego. W grudniu 2023 r. był szczyt zachorowań na COVID-19, a na początku roku zawsze jest największa aktywność wirusa grypy. Do tego dochodzi jeszcze syncytialny wirus oddechowy (RSV) – zwykle jest bardziej aktywny w całym okresie jesienno-zimowym, ale w końcówce 2023 roku wywołał szczególnie wiele ciężkich zakażeń. Nasza większa mobilność i bliskie kontakty towarzyskie mogą jedynie jeszcze bardziej nasilić takie infekcje.

 

PAP: Wiemy w ogóle, jaka jest sytuacja?

 

Advertisement

P.G.: Niezupełnie, bo lekarze nie muszą już zgłaszać zachorowań na infekcje grypopodobne. Nie ma zatem raportów na ten temat ogłaszanych co dwa tygodnie przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego-PZH. A nie zastąpiono tego innym monitoringiem.

 

PAP: Wykonuje się przecież testy laboratoryjne w kierunku różnych zakażeń.

 

Advertisement

P.G.: Tak, ale jest ich za mało, zarówno jest chodzi o grypę, jak i COVID-19 czy RSV. Takich testów w naszych gabinetach lekarskich nie wykonuje się powszechnie, znacznie więcej testów kupują pacjenci w aptekach, ale wyniki tych domowych testów nie trafiają do publicznych statystyk. Dodatkowo, po zniesieniu stanu zagrożenia epidemicznego, zlikwidowano darmowe testy przesiewowe w szpitalach i w ratownictwie medycznym.

 

PAP: Z innych krajów nadchodzą niepokojące raporty. We Włoszech mówi się o największej epidemii grypy od 15 lat. Podobnie jest w Hiszpanii. W całej Europie wiele jest też zakażeń wywołanych przez COVID-19. U nas może być podobnie?

 

Advertisement

P.G.: Nie można tego wykluczyć. Po czterech latach pandemii mamy więcej zakażeń wywołanych przez grypę, jak też inne patogeny. Mieliśmy już wzrost zakażeń wywołanych przez paciorkowce i mikoplazmy, a także przez grypę i wirusa RSV.

 

PAP: Co jest tego przyczyną, jesteśmy mniej odporni?

 

Advertisement

P.G.: W czasie pandemii na skutek izolacji społecznej mieliśmy mniej kontaktów, a nasz układ odpornościowy był rzadziej bodźcowany przez różnego rodzaju mikroorganizmy. Staliśmy się więc mniej sprawni immunologicznie w walce z bieżącymi zagrożeniami. Jeszcze ważniejszą przyczyną jest jednak to, że COVID-19 upośledza naszą odporność i jesteśmy bardziej podatni na różnego typu zakażenia.

 

PAP: To dość zaskakujące. Wirusa SARS-CoV-2 okazuje się jeszcze bardziej podstępny i nieobliczalny niż się wydawało.

 

Advertisement

P.G.: Niestety. Coraz więcej badań potwierdza, że wirus ten przypomina mechanizmem uszkodzenia odporności wirusa HIV. Koronawirus jest takim mini-HIV-em – w tym sensie, że uszkadza naszą odporność, być może nawet na kilka lat. Stąd też zupełnie niespodziewane zakażenia o ciężkim przebiegu u ludzi młodych i zdrowych, a nie tylko u tych z wielochorobowością i w starszym wieku.

 

PAP: SARS-CoV-2 wciąż mutuje, słyszymy o wykryciu kolejnych podwariantów Omikrona.

 

Advertisement

P.G.: Za ostatnią falę zachorowań na COVID-19 odpowiada podwariant JN.1, wywodzący się z innej linii Omikrona – o nazwie Pirola. A każdy kolejny wariant częściowo ucieka naszej odporności – nabytej wcześniej dzięki szczepieniom czy przebytym zakażeniom. W efekcie możemy być bardziej podatni na tę infekcję, tym bardziej, że odporność zbiorowa nie jest wystarczająca. Poza tym u każdego z nas po 6-8 miesiącach zwykle spada poziom przeciwciał.

 

PAP: Jak groźne są nowe podwarianty Omikrona? Wydaje się, że są mniej niebezpieczne, przynajmniej w porównaniu do mutacji SARS-CoV-2 z początku pandemii.

 

Advertisement

P.G.: Owszem, ale tak było do tegorocznej zimy, bo najnowszy podwariant powoduje więcej hospitalizacji i zgonów. Oczywiście nie powoduje on w tak dużym stopniu, jak poprzednie odmiany wirusa, ciężkich zapaleń płuc i niewydolności oddechowej. To nadal jest ten sam Omikron, który zmienił punkt uchwytu z dolnych dróg oddechowych na górne drogi oddechowe. Ale u niektórych pacjentów może spowodować burzę cytokinową i poważniejsze objawy, takie jak gorączka i bóle mięśni, a nie tylko kaszel czy ból gardła.

 

PAP: Omikron też może powodować późne powikłania COVID-19, o których się mówi coraz więcej?

 

Advertisement

P.G.: Jak najbardziej. Na tego koronawirusa musimy patrzeć zarówno pod kątem ciężkości ostrej infekcji, jak również odległych powikłań. Niestety, Omikron również może wywoływać objawy post Covid czy long Covid, bo używa się różnych określeń, ale chodzi o to samo. I jest to obecnie największe zmartwienie, bo nie wiemy, u kogo może wystąpić i w jakim nasileniu. A są już miliony ludzi na świecie, u których wystąpiły dolegliwości po COVID-19 i wciąż ich przybywa.

 

PAP: Możemy łagodnie przejść zakażenie, a mimo to zdarzają się odlegle powikłania?

 

Advertisement

P.G.: Niestety tak. Nawet po zakażeniu skąpoobjawowym może dojść do uszkodzenia mięśnia sercowego, płuc, mózgu, jelit czy układu odpornościowego. Niemal każdy narząd może zostać dotknięty. Niektórzy odczuwają przed długi czas tzw. mgłę mózgowa, inni ciągle kaszlą, jeszcze inni mają swędzące wysypki skórne czy zespół przewlekłego zmęczenia, a wszyscy chodzą po lekarzach, robią badania diagnostyczne i poszukują przyczyny. Nierzadko bezskutecznie. Trudności w diagnostyce ewentualnych powikłań COVID-19 polegają na tym, że zmiany w tkankach mogą być na poziomie komórkowym, a więc nie są widoczne w RTG czy tomografie komputerowym, ale na tyle poważne, że powodują utrzymujące się dolegliwości.

 

PAP: Wydaje się, że pandemia minęła, rzadko zakładamy maseczki ochronne, mało kto się szczepi przeciwko COVID-19. Tymczasem nawet ludzie młodzi i zdrowi mogą chorować.

 

Advertisement

P.G.: Jesteśmy psychicznie zmęczeni infodemią (globalny zalew informacji – PAP) i pandemią, i nic nie chcemy już o niej słyszeć, ale zagrożenie nie minęło. Trzeba przyznać, że jesteśmy też zawiedzeni tym, że szczepionka nie chroni przed zachorowaniem, choć zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu choroby. Ale najważniejsze, że szczepienia zmniejszają częstość odległych powikłań. Badania naukowe potwierdzają, że wśród osób zaszczepionych mniej jest przypadków long Covid.

 

PAP: Nie rozumiemy wciąż, czym jest COVID-19.

 

Advertisement

P.G.: Nie dziwię się, bo to bardzo trudna choroba, o wielu obliczach. Z jednej strony zakażenie może mieć przebieg rzekomo grypowy, a po 3-4 miesiącach u niektórych osób pojawiają się bardzo poważne problemy zdrowotne. Wiele osób nawet nie wie, czy powodem mógł być COVID-19, bo się nie testujemy, kiedy odczuwamy skąpe dolegliwości.

 

PAP: Nie mamy do czego porównać tej choroby?

 

Advertisement

P.G.: Nie mamy żadnej dokładnej analogii, może to trochę przypominać nietypową odrę, mononukleozę czy cytomegalię, ale o COVID-19 ciągle dowiadujemy się czegoś nowego. Z najnowszych badań wynika, że odległym powikłaniem pocovidowym może być choroba Alzheimera, większe jest też ryzyko choroby Parkinsona.

 

PAP: Może tez wystąpić schizofrenia i inne zaburzenia psychiczne.

 

Advertisement

P.G.: Niestety. Oczywiście może się na to składać wiele czynników, nie tylko zakażenie COVID-19. Ogólnie jednak nie ma już wątpliwości, że wirus SARS-CoV-2 dewastuje zdrowotnie ludzki gatunek.

 

PAP: W jaki sposób?

 

Advertisement

P.G.: Choćby taki, że mamy po raz pierwszy od dziesięcioleci skrócenie średniego czasu życia, znaczący wzrost zgonów nadmiarowych, szczególnie wśród ludzi najbardziej schorowanych, najsłabszych. Z drugiej strony wielu młodych, mimo lżejszego przebiegu, cierpi na odległe powikłania. Zmagamy się z czymś, czego na razie nie jesteśmy w stanie opanować. A przemilczanie tego na pewno nic nam nie pomoże.

 

PAP: Jakie inne skutki odczuwamy?

 

Advertisement

P.G.: Na przykład w postaci większej chorobowości i mniejszej wydajności w pracy, gorszego ogólnego funkcjonowania. I to nie trwa tylko przez tydzień lub dwa, lecz znacznie dłużej. A to oznacza większe obciążenie dla opieki zdrowotnej i dla całej gospodarki.

 

PAP: Jakieś przykłady?

 

Advertisement

P.G.: Bardzo proszę. Pierwszy – wysportowany 55-letni mężczyzna, przed COVID zdrowy, po COVID we wrześniu 2023 r., do dziś ma 50 proc. wydolności fizycznej; pojawiły się nawracające biegunki, problemy z erekcją i nieprawidłowe poziomy cukru we krwi. Inny przykład – kobieta, zwykle w wieku 40-50 lat, która odczuwa trudności w pracy z powodu większej męczliwości, przyspieszonej akcji serca i skoków ciśnienia tętniczego krwi.

 

Jeśli takie osoby wracają do pracy, to są mniej wydolne albo przebywają na długim zwolnieniu lekarskim. Powikłaniem COVID-19 mogą być też poważne schorzenia, takie jak cukrzyca. Spektrum zaburzeń pocovidowych może być bardzo duże, bo choroba ta ma wiele twarzy. I tych problemów nie rozwiąże jeden lek ani jeden specjalista.

 

Advertisement

PAP: Osłabienie odporności po zakażeniu wirusem SARS-COV-2 toruje drogę wielu innym schorzeniom.

 

P.G.: Tak. I nie chodzi tylko o większą podatność na zakażenia. Coraz więcej jest potwierdzonych naukowo raportów dowodzących, że upośledzenie funkcji immunologicznych przez tego wirusa to także większe ryzyko chorób nowotworowych i autoimmunologicznych, a także uaktywnienia uśpionych infekcji w naszych organizmach, np. gruźlicy.

 

Advertisement

PAP: Jakie są prognozy co do dalszego rozwoju COVID-19?

 

P.G.: Prognozowanie w tym przypadku jest bardzo trudne, bo takiej choroby jeszcze nie było, a okres obserwacji jest dość krótki. To, co wiemy o zakażeniach wirusem SARS-1 nie napawa optymizmem, gdyż powikłania mogą się utrzymywać nawet po 15 latach. Nie wiemy, w jakim kierunku podąży dalszy rozwój mutacji SARS-CoV-2.

 

Advertisement

PAP: Mamy starszej generacji koronawirusy wywołujące przeziębienia. To może być jeden z możliwych scenariuszy, jeśli chodzi o SARS-CoV-2?

 

P.G.: Musimy liczyć się z rożnymi scenariuszami. Od wybuchu pandemii minęły zaledwie 4 lata, dla ewolucji wirusów to jedna sekunda.

 

Advertisement

PAP: Jest coś charakterystycznego dla obecnego etapu pandemii?

 

P.G.: Tak, to przede wszystkim jednoczesne występowanie kilku wariantów wirusa. Wcześniej kolejne fale zachorowań były wywoływane przez jeden główny wariant i szybciej one wygasały. Ostatnia fala zaczęła się w sierpniu 2023 r. i nie widać jej końca, bo w tej „zupie” wariantów, można chorować kilka razy w czasie tej samej fali.

 

Advertisement

PAP: Dlaczego?

 

P.G.: Gdybyśmy bardziej chronili się przed zakażeniami, częściej używalibyśmy maseczek, być może dominowałby wirus o największej zdolności zakażania. Mamy natomiast pełną swobodę krążenia różnych mutacji, bo one nie muszą między sobą rywalizować szybkością przenoszenia się.

 

Advertisement

PAP: A zatem maseczki i szczepienia kolejnymi dawkami zaktualizowanych preparatów?

 

P.G.: SARS-CoV-2 to nowe zjawisko, które powinno być ściśle monitorowane w skali globalnej. Przydatny jest monitoring ścieków, by śledzić pojawiające się w populacji drobnoustroje, nie jest on jednak powszechny. W Polsce jedyne takie dane ze ścieków są dostępne z terenu Warszawy. Na tej podstawie można byłoby alarmować, kiedy w miejscach publicznych należy używać maseczek. Podobnie jak monitorujemy zanieczyszczenia powietrza i wiemy, kiedy w danym mieście występuje zagrażający zdrowiu i życiu smog.

 

Advertisement

PAP: Co z pomieszczaniami zamkniętymi, w kinach, restauracjach i biurach?

 

P.G.: W klimatyzowanych pomieszczeniach przydatne byłoby stosowanie technologii aktywnego oczyszczania powietrza, neutralizujących drobnoustroje. To jednak wymaga inwestycji i wyobraźni, bo to walka z niewidocznym wrogiem, a do tego wciąż nie jesteśmy gotowi. Oczywiście, należy się też szczepić, ale przekonanie do tego też osłabło.

 

Advertisement

PAP: Nadal, a może jeszcze bardziej potrzebujemy edukacji – o tym jak bardzo podstępny jest COVID-19?

 

P.G.: Koniecznie. Bo COVID-19 to nie jest tylko przeziębienie, jak się wydaje wielu osobom. Wirus SARS-CoV-2 jest niebezpieczny dla nas i całego naszego gatunku. Na razie wolimy jednak uciekać od tego tematu, niż go porządnie rozpoznać i aktywnie zwalczać.(PAP)

 

Advertisement

Zbigniew Wojtasiński

Continue Reading
Advertisement
Click to comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zdrowie

Lekarze przypominają o profilaktyce w światowym miesiącu świadomości raka jelita grubego

Published

on

By

fot. PAP

Rokowanie w przypadku raka jelita grubego zależy głównie od stopnia zaawansowania choroby – mówi dr Dariusz Lupa ze Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach. Wskazuje, że akcje typu “Blue March” są potrzebne, by przypomnieć, jak można dbać o zdrowie. Marzec jest miesiącem świadomości raka jelita grubego.

Specjaliści podkreślają, że badania kontrolne dają szansę na wczesne wykrycie wielu chorób i ich wyleczenie. Jednym z takich badań jest kolonoskopia, która pozwala wykryć raka jelita grubego.

 

“Gorzej, jeśli wstyd i lęk biorą górę. Nie badamy się, bo zawsze znajdzie się coś ważniejszego do zrobienia. To +efekt strusia+, czyli wsadzanie głowy w piasek i unikanie konfrontacji z rzeczywistością” – powiedział PAP dr Dariusz Lupa.

Advertisement

 

Statystycznie zdecydowana większość pacjentów przeżywa pięć lat po leczeniu, gdy zmiana została u nich wcześnie zdiagnozowana. Jeśli diagnoza pojawi się zbyt późno i guz przekracza już ścianę jelita, to odsetek przeżyć drastycznie spada.

 

“Kolonoskopia jest w tej chwili mało przerażającym badaniem. Można ją wykonywać bez tak zwanego znieczulenia, ale też w analgosedacji (płytkiego znieczulenia – PAP) i wtedy pacjent ma zdecydowanie wyższy komfort, bo praktycznie jest to bezbólowe” – dodał dr Lupa.

Advertisement

 

Na badania profilaktyczne jelita grubego można dostać się powyżej 50. roku życia bez skierowania w różnych ośrodkach w całej Polsce.

 

“Czynnikami zwiększającymi ryzyko zachorowania na raka jelita grubego są predyspozycje genetyczne, fatalna dieta bogata w produkty wysokoprzetworzone, a uboga w błonnik, warzywa i owoce, otyłość, palenie papierosów, picie alkoholu, brak aktywności fizycznej, nieswoiste choroby zapalne jelit” – wyliczył lekarz.

Advertisement

 

Jak podkreślił, akcje typu “Blue March” są potrzebne, aby przypomnieć ludziom, jak ważne jest ich zdrowie oraz uświadomić ich, jak o nie zadbać.

 

“Każdego roku w Polsce diagnozę słyszy ponad 19 tysięcy osób. Nowotwory jelita grubego są trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na choroby nowotworowe wśród kobiet oraz drugą wśród mężczyzn” -powiedział dr Lupa. Przypomniał, że rak jelita grubego może początkowo rozwijać się nie dając dotkliwych dla pacjenta objawów, dlatego ważne są profilaktyka i działania na rzecz wczesnego wychwytywania zmian w obrębie jelita. (PAP)

Advertisement

Continue Reading

Wiadomości

Zakup sprzętu dla szpitala w Pile wartości ponad 2 mln zł

Published

on

By

Szpital Specjalistyczny w Pile wzbogacił się o kolejny specjalistyczny sprzęt, który trafił na różne oddziały. To m.in. aparaty USG, mobilny aparat RTG, czy biopsja mammotomiczna. Szpital pozyskał także ważne urządzenie do laboratorium mikrobiologicznego od fundacji Jurka Owsiaka.

Szpital Specjalistyczny w Pile konsekwentnie się rozwija, a jednym z wyznaczników jest wyposażenie w nowoczesny sprzęt, który regularnie trafia do placówki.

– Nowy sprzęt świadczy o tym, że szpital się modernizuje i rozwija. Przybywa także kadry lekarskiej, w ostatnim czasie to kilkadziesiąt etatów. Szykujemy nowe otwarcie szpitala na potrzeby przyszłego wydziału lekarskiego w Pile. Zależy nam aby poziom wyposażenia i leczenia spełniał jego wymagania, a studenci mogli tu otrzymywać praktyczną wiedzę – mówi Eligiusz Komarowski, starosta pilski.

Dzięki wsparciu Marszałka Województwa Wielkopolskiego szpital wzbogacił się o nowoczesne aparaty USG cyfrowe z bardzo wysoką jakością obrazu na oddział ginekologiczny i do pracowni radiologii, o łącznej wartości ponad 500 tys. zł. Dzięki PZU kolejny aparat RTG trafił na chirurgię.

Advertisement

Na oddział laryngologii zakupiono z kolei niezwykle potrzebny laser holmowy, też najwyższej generacji, wartości pól mln zł, który służy do zabiegów chirurgicznych i endoskopowych.

Niezwykle ważnym sprzętem, potrzebnym do diagnostyki leżących pacjentów, był zakup mobilnego aparatu RTG wartości 500 tys. zł, dzięki któremu można wykonać badanie przy łóżku pacjenta. Do szpitala zakupiono także 4 aparaty do hemodializy. Z funduszy unijnych kupiono jeszcze urządzenie do biopsji mammotomicznej, służącej do diagnostyki i usuwania łagodnych zmian nowotworowych piersi, bez konieczności cięcia chirurgicznego.

Szpital otrzymał także bardzo potrzebne urządzenie od fundacji Jurka Owsiaka do laboratorium mikrobiologicznego, dzięki któremu możliwe jest szybkie wykonanie badania na rodzaj bakterii i zastosować u pacjenta leczenie odpowiednim antybiotykiem. W przypadku zakażenia organizmu liczy się czas, a urządzenie to pomaga skrócić diagnozę, np. do 3 minut, kiedy wcześniej trwało to dobę. Drugie urządzenie pomaga w określeniu lekowrażliwości i skraca diagnostykę do 8 godzin. Wartość sprzętu prawie to ok. 1 mln zł.

– Sprzęt otrzymaliśmy dzięki dobrej współpracy z różnymi partnerami. Ma on wpływy na podniesie jakości diagnostyki i leczenia, żeby w niedalekiej przyszłości byly one w naszym szpitalu na poziomie klinicznym – podsumowuje Wojciech Szafrański, dyrektor szpitala.

Advertisement
Continue Reading

Advertisement
Advertisement