Podszedł na 20 metrów i nagrał niezwykłą walkę danieli!
Podszedł na 20 metrów i nagrał niezwykłą walkę danieli!
Są ludzie, którzy do lasu wybierają się na spacer. Grzegorz Zięba z Łobżenicy spędza w nim nawet sześć godzin dziennie, często od świtu. Od 15 lat z aparatem fotograficznym tropi niezwykłe chwile z życia dzikich zwierząt. Niedawno udało mu się coś wyjątkowego – z odległości zaledwie 20 metrów sfilmował pojedynek dwóch danieli podczas bekowiska. Za tym krótkim nagraniem kryją się godziny cierpliwych obserwacji i ogromna pasja.
Grzegorz Zięba z Łobżenicy od 15 lat dokumentuje życie dzikich zwierząt. Ostatnio udało mu się sfilmować walkę dwóch danieli z odległości zaledwie 20 metrów.
Dwa daniele stają naprzeciw siebie. Trwa bekowisko, czyli okres godowy tych zwierząt, podczas którego samce rywalizują o samice. Ich potężne poroża, nazywane łopatami, stają się bronią w widowiskowych pojedynkach. Taką właśnie scenę udało się zarejestrować Grzegorzowi Ziębie z Łobżenicy.
WIDEO
Niezwykła walka danieli! Nagrał ją z zaledwie 20 metrów | Łobżenica
Nie było to jednak przypadkowe spotkanie. Aby znaleźć się tak blisko zwierząt, trzeba znać ich zwyczaje, potrafić poruszać się po lesie i przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość.
– To jest kupa godzin obserwacji, wyczekiwania nieraz, śledzenia ruchów danieli w tym okresie, kiedy jest właśnie bekowisko – opowiada pasjonat fotografii przyrodniczej.
Tym razem szczęście mu sprzyjało. Zwierzęta znajdowały się początkowo około 200 metrów od niego. Fotograf postanowił podejść bliżej.
– Udało mi się, wiatr pasował, nie wyczuły mnie. Walka się odbyła, zresztą widać to na filmiku – wspomina.
Ostatecznie znalazł się zaledwie 20 metrów od walczących samców. To odległość, z której można dostrzec niemal każdy szczegół tego niezwykłego widowiska.
Wszystko zaczęło się od jednego daniela
Przygoda Grzegorza Zięby z fotografią przyrodniczą rozpoczęła się 15 lat temu. Jesienią, podczas jednej z wypraw do pobliskiego lasu, po raz pierwszy sfotografował daniela. To spotkanie okazało się przełomowe.
– I to mnie zafascynowało, jak zobaczyłem te łopaty. Coś pięknego. No i tak to już później poszło – mówi z uśmiechem.
Od tamtej chwili aparat stał się niemal nieodłącznym towarzyszem jego leśnych wypraw. Z biegiem lat poznawał kolejne miejsca, zwierzęce ścieżki i zwyczaje mieszkańców lasu.
Okoliczne lasy mają jednak swoją specyfikę. Gęste poszycie i wysokie paprocie potrafią skutecznie ukryć zwierzęta przed obiektywem. Jak zauważa fotograf, niektóre rośliny wyrastają wyżej niż młode daniele.
W takich warunkach samo odnalezienie zwierzęcia bywa wyzwaniem, a wykonanie dobrego zdjęcia wymaga sporo doświadczenia.
Pięć, sześć godzin dziennie. Czasem już od czwartej rano
Dla wielu osób kilkugodzinny pobyt w lesie byłby wyjątkową wyprawą. Dla mieszkańca Łobżenicy to właściwie codzienność.
– Myślę, że te pięć, sześć godzin dziennie to jest taka normalna sprawa. Przy czym na pewno wcześnie rano i pod wieczór, do zachodu słońca – opowiada.
Latem zdarza mu się rozpoczynać obserwacje już o czwartej rano. Jesienią wychodzi nieco później, około godziny 6.30–7.00.
W okresie bekowiska szczególnie ważny staje się słuch. Charakterystyczne odgłosy wydawane przez samce pozwalają zorientować się, gdzie przebywają zwierzęta. Potem pozostaje znaleźć odpowiednie miejsce i czekać.
Nie zawsze udaje się wrócić z wymarzonym kadrem. Ale właśnie na tym polega urok fotografii przyrodniczej – nigdy nie wiadomo, co wydarzy się za kolejnym drzewem.
Trzysta tysięcy zdjęć! A to jeszcze nie koniec
Przez 15 lat leśnych wypraw Grzegorz Zięba zgromadził imponujące archiwum.
– Na Facebooku jest wstawionych około 14 tysięcy, natomiast w domu jest około 300 tysięcy – wylicza.
To fotografie dokumentujące bogactwo przyrody okolic Łobżenicy. W jego zbiorach znalazło się ponad 120 gatunków ptaków, a także liczne ssaki.
Przed obiektywem pojawiają się nie tylko daniele, jelenie i sarny, ale również dziki, lisy, jenoty, kuny czy wiewiórki.
Co ciekawe, do wykonania tych wszystkich fotografii nie potrzebuje rozbudowanego zestawu profesjonalnych obiektywów.
– Ja to mam tylko zwykłego Nikona Coolpix P1000 i jakoś to sobie daje radę – przyznaje.
To już piąty aparat w jego fotograficznej przygodzie. Jeden z poprzednich zakończył żywot w dość dramatycznych okolicznościach.
Zdjęcie rybołowa kosztowało go aparat
Fotografowanie dzikiej przyrody potrafi dostarczyć nie tylko pięknych wspomnień, ale również niespodzianek. Czasami kosztownych.
Grzegorz Zięba wspomina, jak podczas fotografowania ptaków wpadł do wody. Wcześniej jego aparat przetrwał już podobną przygodę przy zdjęciach bielika. Jednak podczas próby uwiecznienia rybołowa doszło do kolejnego niefortunnego zdarzenia.
– Wtedy spadłem z pomostu. Stało się, poszedł do wyrzucenia, nie było co nawet wysuszyć – opowiada.
Na szczęście ocalała karta pamięci ze zdjęciami. Sam aparat nie nadawał się już do dalszego użytkowania, ponieważ przestał prawidłowo odwzorowywać kolory.
Pasji to jednak nie zatrzymało. Trzeba było po prostu kupić kolejny sprzęt i znów ruszyć do lasu.
Oko w oko z wilkiem. Tego spotkania nie zapomni
Przez kilkanaście lat spędzonych wśród dzikiej przyrody nie zabrakło również chwil podnoszących poziom adrenaliny.
Jedna z najbardziej pamiętnych wydarzyła się kilka lat temu. Grzegorz Zięba stał przy drzewie, kiedy tuż obok niego przeszedł wilk.
– Była adrenalina, powiem szczerze – wspomina.
To spotkanie pozwoliło mu przekonać się, jak dzikie zwierzęta zachowują się w swoim naturalnym środowisku.
Fotograf podkreśla, że wilki z reguły unikają ludzi. Zwraca jednak uwagę na problem psów puszczanych luzem w lesie, które mogą wchodzić w kontakt z dzikimi zwierzętami.
Choć od tamtej sytuacji minęło już kilka lat, wspomnienie pozostaje żywe.
Jest jeszcze jeden ptak, którego nie może sfotografować
Mogłoby się wydawać, że po 15 latach obserwacji, setkach tysięcy zdjęć i spotkaniach z tyloma gatunkami trudno znaleźć coś, co wciąż stanowi wyzwanie.
A jednak Grzegorz Zięba ma fotograficzne marzenie. Chciałby wreszcie uwiecznić lelka – niezwykłego, doskonale maskującego się ptaka, który gniazduje na ziemi.
– Kilka razy mi uciekł spod nóg, jak chodziłem po lesie, a sfotografować się nie da. On jest tak zakamuflowany, jest tak w poszycie wtopiony barwą – opowiada.
Lelek pozostaje więc na jego liście wymarzonych fotograficznych spotkań.
Patrząc jednak na cierpliwość mieszkańca Łobżenicy, trudno nie przypuszczać, że i ten moment kiedyś nadejdzie.
Bo Grzegorz Zięba nie fotografuje przyrody od święta. On żyje jej rytmem. Wstaje, kiedy większość z nas jeszcze śpi, godzinami przemierza lasy i wypatruje chwil, które dla innych pozostają niewidoczne.
A film z walki dwóch danieli, wykonany z odległości zaledwie 20 metrów, jest kolejnym dowodem, że najpiękniejsze przyrodnicze widowiska rozgrywają się czasami tuż obok nas. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.
Krzysztof Dęga
Dziennikarz portalu Twoje7dni (7dni.pila.pl), specjalizujący się w tematach lokalnych z Piły i północnej Wielkopolski. Relacjonuje zdarzenia z regionu – od kroniki policyjnej i spraw społecznych, przez sport i kulturę, po turystykę i przyrodę okolic Piły. Publikuje również w serwisach superchodziez.pl i Tatry24.net.