Pod koniec lat 90. widziałem tu jeszcze zabudowania dawnej radzieckiej bazy. Wracam po prawie trzydziestu latach. Przy parkingu stoją tablice i drogowskazy. W lesie czekają "Granit" i dwa schrony T-7. Szukam miejsca, które zapamiętałem, i próbuję oddzielić jego udokumentowaną historię od domysłów.
ODKRYWAMY ZACHÓD POLSKI | PREMIUM 007
Parking
Stawiam samochód i przez chwilę nie ruszam dalej.
Jest końcówka września 2026 roku. Przede mną drogowskazy z napisem "BUNKRY". Obok stoją tablice informacyjne. Wszystko wskazuje kierunek i opowiada, co znajduje się w lesie.
Kiedy przyjechałem tutaj po raz pierwszy, pod koniec lat 90., nie pamiętam takich oznaczeń. Wtedy bardziej szukało się drogi, niż czytało o historii tego miejsca.
Pamiętam za to zabudowania w niewielkiej odległości od dzisiejszego parkingu. Staram się odnaleźć ich położenie. Patrzę między pnie, potem w stronę drogi. Nie widzę już tego, co zapisało mi się w pamięci.
Przez prawie trzydzieści lat mogło się tutaj wydarzyć wiele. Nie wiem, kiedy zniknęły poszczególne budynki. Nie wiem też, jakie decyzje stały za ich usunięciem. Mogę opowiedzieć o dwóch wizytach i o tym, jak inaczej wygląda dziś początek tej drogi.
Miejsce, którego już nie widać
Na planie dawnego Obiektu 3002 szukam najpierw parkingu. Potem przesuwam wzrok w stronę części mieszkalnej. Są tam budynki, garaże, szkoła, sklep i boisko. Dalej zaczyna się strefa schronów.
Według Nadleśnictwa Jastrowie na terenie bazy znajdowało się pięć wielorodzinnych bloków. Były też warsztaty, magazyny, stacja paliw, fryzjer i kawiarnia. To dużo więcej niż same betonowe konstrukcje, dla których przyjeżdżają dziś turyści.
Czytam nazwy budynków i próbuję dopasować je do obrazu sprzed lat. Nie potrafię już wskazać każdego z nich. Zachowało się w pamięci wrażenie zabudowanego miejsca, położonego blisko lasu. Tablica dopowiada jego rozmiary.
Ślady przy drodze
Ruszam w kierunku pierwszego obiektu. Droga prowadzi przez las. Po bokach pojawiają się zagłębienia i ślady dawnych umocnień.
W jednym miejscu widzę coś, co przypomina okop. Dalej są większe doły. Zatrzymuję się przy jednym z nich. Jest na tyle duży, że odruchowo myślę o wojskowym pojeździe, który mógłby tam zostać ukryty.
To jednak tylko moje skojarzenie. Bez planu terenowego i dokładnego opisu nie przypiszę każdemu zagłębieniu konkretnej funkcji. Las długo przechowuje ślady. Nie zawsze daje do nich legendę.
Po około 250 metrach wychodzę przed konstrukcję, której nie sposób pomylić z żadną inną.
"Granit"
Najpierw widzę wielki betonowy łuk. Potem drugą stronę tunelu i światło między drzewami. Ziemia przykrywa sklepienie. Na górze rośnie roślinność. Całość jest ogromna, choć z leśnej drogi pojawia się nagle.
To obiekt typu "Granit". Podchodzę bliżej. Nie ma stalowych wrót, które kiedyś zamykały jego oba końce. Dziś można jednym spojrzeniem objąć wnętrze przelotowej konstrukcji.
Podczas tej wizyty wchodzę do środka. Czuję chłód. Patrzę na betonowe ściany i wylot po drugiej stronie. Rozmiar obiektu robi większe wrażenie z bliska niż na zdjęciu.
Tablica Nadleśnictwa Jastrowie podaje, że "Granit" powstał w 1972 roku i został wykonany przez stronę radziecką. Złożono go z prefabrykowanych, żelbetowych elementów. W czasie użytkowania miał stalowe wrota z obu stron, wentylację oraz instalację elektryczną.
Stoję tam, gdzie kiedyś zamykała się ciężka brama. Trudno mi sobie wyobrazić transport, montaż i ukrycie tak dużej konstrukcji w środku lasu. Patrzę na zarys tunelu, a potem na ziemię, która go przykrywa. Z drogi widzi się beton. Całej pracy schowanej pod nim już nie.
Jego dokładne przeznaczenie nie jest znane. Nadleśnictwo wskazuje możliwość czasowego ukrycia pojazdu przewożącego głowicę. Magazynami zaprojektowanymi dla amunicji jądrowej były schrony T-7.
Gwiazda z tyłu schronu
Obchodzę "Granit" i zatrzymuję się po drugiej stronie. Uwagę przyciąga niewielki, zardzewiały element z zarysem gwiazdy.
Gwiazda na zardzewiałym elemencie przy "Granicie". Jej pochodzenia nie ustalono.
Przy potężnej konstrukcji można go przeoczyć. Mnie każe podejść bliżej. Robię zdjęcie. Na metalu widać ślady czasu, a za nim beton i drzewa.
Gwiazda przywołuje radziecką przeszłość bazy. Nie mam jednak dokumentu, który pozwoliłby ustalić wiek tego elementu, jego pierwsze miejsce albo pierwotną funkcję. Nie nazwę go oryginalnym znakiem jednostki tylko dlatego, że pasuje do opowieści.
W latach 90. zostały mi w pamięci całe budynki. Teraz zatrzymuje mnie mały detal. Jest w tym coś przewrotnego. Tego, co wielkie, ubywa. To, co drobne, nagle zaczyna domagać się uwagi.
Wracam na drogę i idę dalej.
Dwa schrony T-7
Na planie bazy widziałem je wcześniej. Teraz odnajduję je w terenie. Dwa schrony typu T-7 były najważniejszymi magazynami specjalnej części kompleksu. Tablica nadleśnictwa wskazuje, że powstały w 1969 roku. Na dawnym planie oznaczono je numerami 17 i 18.
To podziemne, żelbetowe budowle. Zostały zaprojektowane do przechowywania i obsługi ładunków jądrowych. Na tablicy można przeczytać o wejściach, układzie wnętrz i zabezpieczeniach. Z zewnątrz nie sposób zobaczyć większości tej struktury.
Przy schronie od razu rzuca mi się w oczy duża żółta tablica. Informuje, że obiekt nie jest udostępniony dla zwiedzających.
Jeden ze schronów T-7. Tablica informuje, że obiekt nie jest udostępniony zwiedzającym.
Staję przed nią. Pamiętam, że pod koniec lat 90. można było eksplorować to miejsce. Nie potrafię jednak powiedzieć, jakie formalne zasady obowiązywały wtedy. Tamto wspomnienie dotyczy tego, co dało się zrobić w terenie. Dziś komunikat jest jednoznaczny.
Patrzę na schron z zewnątrz. Las częściowo zasłania beton. Kawałek dalej widać kolejne elementy dawnej infrastruktury. Mapa z początku trasy wraca mi przed oczy. Dwie liczby, 17 i 18, nabierają kształtu.
W regulaminie Nadleśnictwa Jastrowie zapisano, że po terenie można poruszać się pieszo lub rowerem wyznaczonymi trasami. Wnętrza budowli nie są udostępnione do zwiedzania. Trzeba uważać na nierówności, otwory w ziemi i wystające części konstrukcji.
To dotyczy całego obiektu, również "Granitu". Wspominam własne wejście do tunelu, ale obecnych zasad nie da się odczytać inaczej. Dalej oglądam pozostałości z zewnątrz.
Daty ukryte za betonem
Wracam myślą do tablic przy parkingu. Bez nich można przejść między schronami i zobaczyć jedynie opuszczone budowle. Daty pozwalają zrozumieć, dlaczego znalazły się właśnie tutaj.
25 lutego 1967 roku rządy PRL i ZSRR podpisały tajne porozumienie dotyczące podwyższenia gotowości bojowej wojsk. Polska miała pokryć koszty budowy infrastruktury, a Związek Radziecki dostarczyć specjalistyczne wyposażenie związane z amunicją jądrową.
Powstały trzy obiekty specjalne. Podborsko otrzymało numer 3001. Brzeźnica-Kolonia – 3002. Templewo – 3003. Gmina Jastrowie opisuje tę inwestycję jako część programu o kryptonimie "Wisła".
W kwietniu 1968 roku na potrzeby tutejszej bazy przejęto od Lasów Państwowych 147,06 hektara gruntów leśnych. Nadleśnictwo podaje dokładną datę: 17 kwietnia. Ta liczba pozwala inaczej spojrzeć na spacer. "Granit" i T-7 są tylko fragmentem obszaru, który wydzielono pod wojskową inwestycję.
Na tablicy znajduje się kopia pisma z października 1990 roku. Wymieniono w nim między innymi koszary, mieszkania, magazyny, garaże i stację paliw. Czytam te nazwy i znów widzę miejsce z końca lat 90. Tamta zabudowa była wtedy bliżej czasu funkcjonowania bazy.
Według nadleśnictwa protokół przekazania terenu i budynków sporządzono 21 listopada 1991 roku. Infrastruktura już wtedy ulegała dewastacji. Ten dokument nie mówi mi, kiedy zniknął każdy budynek, który pamiętam. Pokazuje jednak, że przemiana bazy zaczęła się dużo wcześniej niż moja pierwsza wizyta.
Co wiemy o głowicach
Historia tego miejsca przyciąga jednym pytaniem. Czy w schronach Brzeźnicy-Kolonii rzeczywiście znajdowały się głowice jądrowe?
O przeznaczeniu bazy można mówić wprost. Oficjalne materiały nadleśnictwa i gminy opisują budowę kompleksu jako część przygotowań do składowania radzieckiej amunicji jądrowej. Tablica przy T-7 nazywa oba schrony magazynami broni jądrowej.
Z ustaleniem faktycznej zawartości schronów sprawa wygląda inaczej. Materiały gminy mówią o początkowych planach składowania określonej liczby ładunków. Tablica w lesie opisuje magazyny w czasie przeszłym. Nie mam jednak przed sobą wykazu dostaw ani ewidencji, która pozwalałaby potwierdzić, co i kiedy znajdowało się w tych dwóch konkretnych obiektach.
Dlatego nie wpiszę do tej opowieści liczby przechowywanych tutaj głowic. Sam projekt bazy, skala zabezpieczeń i data jej przekazania są udokumentowane. Szczegółowy stan magazynów wymagałby innego rodzaju świadectw.
Nie umniejsza to znaczenia schronów. Stoję przed obiektami zbudowanymi w ramach jednego z najbardziej tajnych przedsięwzięć zimnej wojny w Polsce. Ich przeznaczenie jest częścią historii. Granica naszej wiedzy również.
Szkoła obok strefy specjalnej
Od schronów wracam w stronę dawnej części mieszkalnej. Beton znika mi z oczu szybciej niż obraz planu przy parkingu.
W jednym miejscu były magazyny specjalne, zabezpieczenia i wojsko. W innym stały bloki, szkoła i sklep. Nadleśnictwo wymienia nawet fryzjera oraz kawiarnię. Trudno pogodzić te obrazy, kiedy patrzy się tylko na jeden schron w lesie.
Nie spotkałem dawnych mieszkańców bazy. Nie znam ich codziennych tras ani wspomnień. Nie będę wymyślał dzieci idących rano do szkoły czy rozmów przy kawiarnianym stoliku. Dokumenty pozwalają stwierdzić, że te miejsca tu były. Reszta wymagałaby rozmowy z ludźmi, którzy naprawdę je pamiętają.
To także część powodu, dla którego wróciłem. Pod koniec lat 90. widziałem więcej zabudowań, ale niewiele wiedziałem o układzie kompleksu. Teraz mogę przeczytać plan. Jednocześnie w samym terenie zostało mniej śladów codziennego życia.
Powrót
Przy parkingu ponownie czytam mapę. Teraz wiem, którędy szedłem do "Granitu" i gdzie znajdują się schrony T-7. Nazwy i numery nie są już tylko znakami na papierze.
Myślę o chłodzie w betonowym tunelu. O gwieździe za nim. O żółtej tablicy przy schronie. I o miejscu niedaleko samochodu, w którym szukałem budynków sprzed prawie trzydziestu lat.
Każdy z tych obrazów mówi o innym czasie. Tajna inwestycja. Wyjazd wojska. Lata, gdy pozostałości stały jeszcze bez dzisiejszych oznaczeń. Dzisiejsza trasa prowadząca przez las.
Za pierwszym razem widziałem więcej budynków. Teraz rozumiem więcej z tego, co tu zbudowano. Tego dawnego widoku już jednak nie odzyskam.
Wsiadam do samochodu. Przy drodze zostaje drogowskaz "BUNKRY". Gdy byłem tutaj pod koniec lat 90., właśnie takiego znaku mi brakowało. Dziś wskazuje drogę do miejsca, które już raz znalazłem. I które mimo to musiałem odkryć od nowa.
Informacje dla odwiedzających
Obiekt 3002 leży przy Brzeźnicy-Kolonii w gminie Jastrowie. Dojazd opisuje Urząd Gminy i Miasta Jastrowie. Przy początku trasy znajdują się tablice z planem dawnej bazy. Aktualny regulamin Nadleśnictwa Jastrowie dopuszcza ruch pieszy i rowerowy po wyznaczonych trasach. Wnętrza budowli nie są udostępnione do zwiedzania.